Nowelizacja przepisów mocno skomplikuje wnoszenie odwołań. Niewykluczone, że firmy będą musiały je składać w ciemno, nie wiedząc, jakie oferty skarżą.
W Sejmie trwają intensywne prace nad nowelizacją ustawy – Prawo zamówień publicznych. Intensywne, bo ich głównym celem jest implementacja unijnych dyrektyw, na co mieliśmy czas do 18 kwietnia 2016 r. Jedną ze zmian wynikających właśnie z unijnych przepisów jest wprowadzenie tzw. jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia (JEDZ). Choć w założeniu miał on uprościć życie przedsiębiorcom, w praktyce może wywołać spore zamieszanie.
JEDZ to oświadczenie wykonawcy potwierdzające, że spełnia on wymagania stawiane w przetargu (np. ma odpowiednie doświadczenie) i nie podlega wykluczeniu (np. prezes nie był karany za łapówkarstwo). Dzisiaj wszystkie te dokumenty muszą być dołączone do oferty. Po wejściu w życie noweli wykonawcy poprzestaną na złożeniu własnego oświadczenia, a wymagane zaświadczenia doniesie tylko ten, którego oferta zostanie oceniona najwyżej. Pozostali nie będą już musieli zawracać sobie tym głowy.
Problem pojawi się, jeśli firmy będą chciały wykazać, że zwycięzca podlega wykluczeniu. Aby móc złożyć odwołanie, trzeba bowiem wykazać, że posiada się interes w uzyskaniu zamówienia. Mówiąc w uproszczeniu, że jest szansa na wygranie przetargu. Z oczywistych względów może to zrobić firma, która zajęła drugą pozycję. Co jednak z pozostałymi? Dzisiaj, jeśli chcą złożyć odwołanie przeciwko zwycięzcy, muszą jednocześnie podważyć oferty wszystkich wyprzedzających je firm. Po nowelizacji nie będą jednak wiedzieli, czy firmy te spełniają warunki, czy też podlegają wykluczeniu. Potwierdzające to dokumenty złoży bowiem tylko zwycięzca. Dopiero jeśli jego oferta zostanie odrzucona, o zaświadczenia będzie proszony drugi wykonawca w kolejności.
Rosyjska ruletka