Warszawska prokuratura analizuje, czy w sprawie uchwalonej przez posłów ustawy o kuratorach należy wszcząć postępowanie karne. Możliwy paragraf: poświadczenie nieprawdy.
Przed miesiącem opisywaliśmy zawirowania wokół głosowania nad zmianami w ustawie o kuratorach („Sejm przez pomyłkę przegłosował złą ustawę”, DGP nr 157/15). Teraz Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, poinformował nas, że okręgowi śledczy przekazali kopię naszego artykułu właściwej miejscowo Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście. Cel?
Reklama
– Zostanie wdrożone postępowanie sprawdzające mające na celu ustalenie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia jakiegokolwiek przestępstwa – informuje prokurator Nowak.

Reklama
Sejmowe zamieszanie
Przypomnijmy: 5 sierpnia Sejm rozpatrywał poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o kuratorach. Posłowie chcieli je odrzucić. Jednak wskutek przejęzyczenia marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która źle sformułowała pytanie (zaanonsowała głosowanie nad przyjęciem zmian zamiast – zgodnie z procedurą – nad ich odrzuceniem), posłowie poprawki przyjęli.
Kancelaria Sejmu na swoich stronach internetowych poinformowała jednak, że marszałek przesłała prezydentowi nie ustawę w faktycznie uchwalonym brzmieniu, lecz w formie, w której chcieli ją uchwalić posłowie. To zaś zdaniem prawników może wyczerpywać znamiona czynu określonego w art. 271 kodeksu karnego, czyli poświadczenia nieprawdy.
Po naszej publikacji pojawiła się wersja wydarzeń, zgodnie z którą po zauważeniu pomyłki do podpisu prezydenta skierowano kolejną – tym razem właściwą – ustawę. Nie udało nam się tego jednak potwierdzić: współpracownicy Kidawy-Błońskiej nie byli w stanie odpowiedzieć na pytanie, co ostatecznie podpisała marszałek. Tak czy inaczej prezydent Andrzej Duda zamiast ustawę podpisać – skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.
– W uzasadnieniu wniosku (do trybunału – red.) prezydent wskazał, iż analiza przebiegu procedury ustawodawczej w zakresie trybu rozpatrzenia przez Sejm poprawek senackich do przedmiotowej ustawy wzbudziła poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego – poinformowała Kancelaria Prezydenta.
Dziś do działań prokuratury nie chce się odnosić Joanna Gajda, asystentka marszałek Sejmu.
– Nic nam o nich nie wiadomo – mówi.
Eksperci uważają jednak, że sprawę warto wyjaśnić. Małgorzata Świeca, partner w kancelarii Świeca i Wspólnicy, przypomina, że marszałek Sejmu, jako jeden z kierowniczych organów Sejmu, ma bezwzględny obowiązek realizacji kompetencji oraz obowiązków określonych wprost w ustawie zasadniczej. Jednym z fundamentalnych, konstytucyjnych zadań marszałka jest zaś przedstawianie Prezydentowi RP do podpisu uchwalonej ustawy po zakończeniu postępowania ustawodawczego.
- Nacisk położyć należy tu na zwrot „uchwalonej ustawy”, a więc aktu stanowiącego efekt prawidłowo przeprowadzonego postępowania ustawodawczego. To właśnie nad rzeczoną prawidłowością czuwać powinien również marszałek Sejmu – wyjaśnia mec. Świeca.
Intencje bez znaczenia
Czy to oznacza, że w grę wchodzi poświadczenie nieprawdy?
Zdaniem mec. Świecy – jak najbardziej. Prawniczka twierdzi, iż jeśli tylko marszałek, będąc w pełni świadomym uchybień zaistniałych w procedurze legislacyjnej, przekazuje prezydentowi do podpisu akt formalnie nieuchwalony, wolno rozważać takie działanie w kontekście przepisów kodeksu karnego.
Co jednak istotne, przestępstwa poświadczenia nieprawdy można dopuścić się jedynie umyślnie. Sprawca musi więc obejmować swoją świadomością, że poświadcza nieprawdę (tak np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 3 lipca 2013 r., sygn. II AKa 106/13). Oznacza to, że jeśli marszałek nie zdawała sobie sprawy z pomyłki, to można mówić co najwyżej o uchybieniu obowiązkom, lecz w grę nie będzie wchodziła odpowiedzialność z art. 271 kodeksu karnego.
Adwokat Michał Babicz, partner zarządzający w kancelarii Filipiak Babicz, zwraca z kolei uwagę na to, że przepis mówi o poświadczeniu nieprawdy w dokumencie przez funkcjonariusza uprawnionego do jego wystawienia.
– Kluczowa będzie zatem odpowiedź na pytanie, czy takim właśnie dokumentem jest pismo marszałka Sejmu, w którym przekazywana jest prezydentowi do podpisu ustawa – zauważa mec. Babicz.
Jego zdaniem śledczy powinni wziąć pod uwagę, jaką treść miało pismo marszałka – czy miało charakter jedynie formalny i dotyczyło wyłącznie przekazania ustawy do podpisu, czy też wynikało z niego jednoznacznie, że prezydentowi do podpisania przekazana została ustawa w brzmieniu przyjętym przez parlament. Mec. Babicz podkreśla także, że przy rozpatrywaniu odpowiedzialności karnej za poświadczenie nieprawdy w dokumencie bez znaczenia są motywy, jakimi kierował się sprawca. Innymi słowy, nawet chęć uratowania woli posłów nie może usprawiedliwiać wysłania czegoś innego, niż Sejm uchwalił.
Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Dorota Wolicka zaznacza z kolei, że ma nadzieję, iż marszałek Sejmu zostanie potraktowana dokładnie tak samo, jak każdy inny obywatel.
– Jeśli ja popełnię błąd w zeznaniu podatkowym, urząd przyjmie od razu, że zrobiłam to umyślnie, chciałam oszukać – wskazuje Wolicka.