Projekt nowelizacji kodeksu wykroczeń, opisany przez „Gazetę Wyborczą”, został już przekazany do Ministerstwa Sprawiedliwości. Zgodnie z propozycją Andrzeja Seremeta w przypadkach najdrobniejszych kradzieży można byłoby stosować środki oddziaływania wychowawczego, jeśli ze względów prewencyjnych nie ma konieczności prowadzenia postępowania wykroczeniowego.

Policja mogłaby więc poprzestać na pouczeniu, zwróceniu uwagi czy ostrzeżeniu.

Pytanie, po co ta zmiana, skoro takie możliwości daje już teraz art. 41 kodeksu wykroczeń?

Zdaniem PG nowelizacja jest konieczna z uwagi na praktykę działania organów państwa i zbyt rzadkie sięganie po środki pozakarne. Pokazała to sprawa, w której za kratki trafił sprawca kradzieży batonika wartego 99 groszy (choć akurat była to osoba niepoczytalna, która z zasady nie podlega odpowiedzialności wykroczeniowej).

Problemem jest to, że choć art. 41 dopuszcza możliwość stosowania środków pozakarnych, to nie zawiera jakichkolwiek wskazówek dotyczących ich stosowania.

– Korzysta się z niego głównie w stosunku do sprawców przestępstw bezskutkowych – mówi dr Monika Zbrojewska, karnistka z Uniwersytetu Łódzkiego.

– Można więc pouczyć kogoś, kto przebiegł na czerwonym świetle, nieprawidłowo zaparkował czy żebrał na alkohol pod sklepem. W sytuacji jednak, gdy popełnienie wykroczenia powoduje skutek w postaci naruszenia czyjegoś mienia, wówczas w przypadku odstąpienia od karania poszkodowany byłby pokrzywdzony nie tylko poprzez działania sprawcy, ale też organów ścigania, które niejako lekceważą jego krzywdę – tłumaczy prawniczka.

Kilka minusów

Zgodnie z propozycją PG odstąpienie od ścigania byłoby możliwe przy spełnieniu łącznie kilku przesłanek: sprawca musiałby się przyznać, czyn nie mógłby mieć charakteru zuchwałego, pokrzywdzony nie wniósłby sprzeciwu, a do tego sprawca zobowiązałby się do naprawienia szkody.

Oprócz tego byłoby to możliwe tylko w przypadku kradzieży o charakterze incydentalnym, oraz gdy przedmiot kradzieży stanowi artykuł pierwszej potrzeby (a więc nie np. alkohol czy papierosy).

Czy nie będzie to zatem martwy przepis?

– Możliwość skorzystania z odstąpienia od ścigania powinna istnieć tylko w przypadku, gdy sprawca naprawił szkodę i np. przeprosił poszkodowanego. W takiej sytuacji poszkodowany nie powinien mieć już możliwości wniesienia sprzeciwu do zakończenia sprawy pouczeniem – uważa dr Zbrojewska.

Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, widzi inne zagrożenie.

– Obawiam się, że zaczną się naciski na pokrzywdzonych ze strony policji, by nie wnosili sprzeciwu od odstąpienia od ukarania. Możliwość niewszczynania postępowania w takich sprawach będzie przecież dla policji bardzo na rękę – twierdzi sędzia Strączyński.

Zwraca też uwagę, że projektodawca posługuje się pojęciem zuchwałej kradzieży, które nie wiadomo, co oznacza, ponieważ z kodeksu karnego usunięto już definicję „kradzieży szczególnie zuchwałej”. Jedynie z uzasadnienia do projektu można wywieść, że zuchwała kradzież ma oznaczać np. kradzież kieszonkową czy dokonaną na oczach personelu sklepu.

– Tym bardziej jest to niecelowe, bo premiuje złodziei, którzy potrafią coś ukraść tak, aby ich nie zauważono. Będą oni mieli szansę na uniknięcie odpowiedzialności w przeciwieństwie do tych mniej sprytnych – wytyka sędzia Strączyński.

– Wreszcie co z sytuacjami, w których ktoś obieca, że naprawi szkodę, a tego nie uczyni? Potem przez 10 lat komornik będzie ścigał złodzieja za parę złotych? Dziś, pod wpływem jednostkowego zdarzenia związanego z kradzieżą batonika, będziemy wprowadzać zmiany w prawie, a za rok politycy będą się domagać zasady zero tolerancji – dodaje prezes Iustitii.

Jeden plus

Projekt przewiduje też, aby rozpatrując sprawę o wykroczenie, sąd mógł oprzeć ustalenia odnośnie stanu zdrowia psychicznego podejrzanego na opinii sporządzonej w innym postępowaniu, jeśli biegli stwierdzili trwałą niepoczytalność.

– To krok w bardzo dobrym kierunku, bo należy upraszczać postępowanie wykroczeniowe. Z przepisu powinno jednak zniknąć zastrzeżenie, że można skorzystać z opinii powstałej do innego postępowania tylko wówczas, gdy stwierdzono trwałą niepoczytalność. Zwłaszcza że może to rodzić negatywne skutki. Obwiniony, któremu raz uda się uzyskać korzystną opinię, będzie miał świadomość bezkarności na przyszłość – ostrzega Maciej Strączyński.