Teoretycznie państwo powinno zapewniać bezpieczeństwo osobom pracującym w takich zawodach jak sędzia, prokurator czy policjant, a więc stykającym się na co dzień z mniej i bardziej groźnymi przestępcami. Teraz jednak rządzący jednym ruchem ten ochronny parasol państwa zwiną.

W kampanii wyborczej z ust polityków PiS padały różne pomysły dotyczące wymiaru sprawiedliwości. Najczęściej zmierzały do ograniczenia niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Słyszeliśmy m.in. o pomysłach rozszerzenia nadzoru ministra nad sądami, a nawet upoważnienia go do ingerencji w przebieg postępowań orzeczniczych. Głośny był także pomysł powołania jakiegoś ludowego super-sądu, o składzie ustalanym pozakonstytucyjnym trybem i rozpoznającego sprawy już osądzone, w nieznanym obecnie, specjalnym postępowaniu. Z tego punktu widzenia obowiązek publikacji w internecie majątków sędziów wygląda niewinnie. Można by nawet uznać, że wprowadza się go w słusznej sprawie przeciwdziałania korupcji.

Wyjaśnijmy jednak od razu: takie antykorupcyjne procedury już istnieją. Sędziowie składają oświadczenia majątkowe, i to dość szczegółowe. Należy wskazać w nich wszystkie dochody, posiadane nieruchomości z adresami, powierzchnią itp., zaciągnięte zobowiązania kredytowe, kwoty oszczędności, oraz każdy składnik majątku o wartości przekraczającej 10 tys. zł. Oświadczenia przekazywane są kolegium sądu apelacyjnego oraz właściwemu urzędowi skarbowemu, które oceniają, czy majątek sędziego jest proporcjonalny do uzyskiwanych dochodów. Urząd skarbowy może także przekazać sprawę do prokuratury czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, jeśli uzna, że oświadczenia zawierają nieprawidłowości. Nie jest to kontrola iluzoryczna, o czym miałam okazję przekonać się osobiście, kiedy byłam zmuszona składać wyjaśnienia, jak to możliwe, że udało mi się spłacić wysokie raty kredytu mieszkaniowego.

Obowiązek składania takich oświadczeń przez sędziów, choć nie jest normą w krajach europejskich, można uznać za uzasadniony, jeśli ma zwiększyć zaufanie do sądów i sędziów. Publikacja tych danych w internecie rodzi już jednak poważne obawy. Czy ktoś zapewni sędziom, policjantom, prokuratorom wzmożoną ochronę ich mienia? Znane są przypadki np. podpalenia domu letniskowego sędziego przez osobę wielokrotnie karaną czy też zniszczenia samochodu. Zdarza się, że niezadowolona strona chce się zemścić na sędzim, który wydał niekorzystne dla niej orzeczenie. Czy zatem chodzi o to, aby nas, sędziów, było łatwiej zastraszyć? Nie łudźmy się przy tym, że usunięcie z oświadczeń majątkowych adresów nieruchomości wiele zmieni. Nietrudno, szczególnie w mniejszych miejscowościach, znając dokładną powierzchnię działki, ustalić jej adres.

Skutkiem takich zmian będzie obniżenie poziomu osobistego bezpieczeństwa sędziów. Rządzących nie obchodzi, że sędziowie nie są ani urzędnikami, ani politykami; że pełnią misję związaną z wymiarem sprawiedliwości, rozstrzygając spory i konflikty związane z przestrzeganiem prawa. Do tego wielu z nich na co dzień styka się z przedstawicielami świata przestępczego. Nie mam wątpliwości, że obowiązek publikowania w internecie oświadczeń majątkowych jest swoistym wotum nieufności wobec władzy sądowniczej i w rezultacie ułatwi wywieranie na nią nacisku. Z niepokojem oczekujemy kolejnych projektów zagrażających niezależności sądów i niezawisłości sędziów.