Stowarzyszenie nie może wnieść skargi konstytucyjnej w sprawie prawa do informacji – uznał sąd konstytucyjny.
Konstytucja o prawie do wiedzy / Dziennik Gazeta Prawna
Trybunał Konstytucyjny wydał zdumiewające postanowienie (sygn. akt SK 36/14). Jego teza – w uproszczeniu – brzmi następująco: zdolność skargowa w sprawach dotyczących naruszenia prawa do informacji (art. 61 konstytucji) przysługuje tylko obywatelom, a nie stowarzyszeniom obywateli lub innym osobom prawnym. Pod takim orzeczeniem podpisali się sędziowie Andrzej Rzepliński, Zbigniew Cieślak, Teresa Liszcz oraz Stanisław Rymar. Zdanie odrębne zgłosił Piotr Tuleja.
Reklama
Zdaniem wielu komentatorów to koniec prawa do informacji publicznej. A przynajmniej jego poważne ograniczenie. Bo często najskuteczniej o prawo do informacji walczą w Polsce właśnie organizacje społeczne.

Reklama
– Tak oto trybunał wbił nóż w plecy organizacjom pozarządowym, które dziś walczą o jego niezależność i niezawisłość. Najgorsze rozumowanie w najgorszym z politycznie możliwych momentów – komentuje nieoficjalnie jeden z prawników.
Poseł to nie władza
Wszystko zaczęło się od monitoringu biur poselskich. Stowarzyszenie Pro Collegio chciało sprawdzić, jak działają w praktyce i czy publiczne pieniądze, które na nie idą, nie są wyrzucane w błoto. Kancelaria Sejmu dysponuje tylko fragmentarycznymi danymi na ten temat. Stowarzyszenie zadało więc pytania wszystkim posłom. Jeden z nich nie udzielił odpowiedzi na temat swej aktywności w terenie. Sprawa trafiła więc do sądów administracyjnych. Tu – ku zaskoczeniu wszystkich – okazało się, że posłowie nie mają obowiązku udzielać informacji publicznej. Sądy powołały się na art. 4 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 782 ze zm. – dalej u.d.i.p.). Ich zdaniem poseł nie jest podmiotem sprawującym władzę publiczną i nie wykonuje zadań publicznych, dlatego nie ma obowiązku przekazywać stowarzyszeniu informacji dotyczących swojej działalności. Tak wynika z postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt I OZ 91/14). Do udostępniania informacji publicznej zobowiązane są bowiem władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne. Według NSA poseł nie wchodzi zaś w skład administracji publicznej, na którą składa się administracja samorządowa trzech szczebli, rządowa oraz państwowa niepodlegająca rządowi (np. prezydent, Najwyższa Izba Kontroli, rzecznik praw obywatelskich, Krajowa Rada Sądownictwa, Narodowy Bank Polski).
Organizacja się nie poddała. Zakwestionowała konstytucyjność przepisu, na który powoływały się sądy. W skardze Pro Collegio zwróciło uwagę, że art. 61 ust. 1 konstytucji mówi o prawie do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne, a do takich poseł niewątpliwie należy. Tymczasem art. 4 ust. 1 u.d.i.p. niesłusznie blokuje dostęp do takich danych w odniesieniu do parlamentarzystów.
Trybunał Konstytucyjny po rozpatrzeniu skargi na posiedzeniu niejawnym umorzył jednak postępowanie. Nie podważył jednak – co potwierdzają też wcześniejsze orzeczenia TK – że skarga może przysługiwać nie tylko osobie fizycznej, lecz także osobie prawnej. Ale jest warunek: musi ona dotyczyć praw i wolności tej osoby. I pewne prawa (np. prawo własności) lub wolności (np. prowadzenia działalności gospodarczej) dotyczą również podmiotów zbiorowych. Ale nie prawo do informacji – stwierdził trybunał. Jego zdaniem stowarzyszenie nie miało więc legitymacji, aby wnieść skargę, skoro nie przysługuje mu prawo dostępu do informacji publicznej zagwarantowane w art. 61 konstytucji. Przysługuje ono bowiem tylko obywatelom.
Dziwna interpretacja
Ze stanowiskiem TK nie zgodził się sędzia Piotr Tuleja. Według niego prawo dostępu do informacji publicznej może być wykonywane nie tylko osobiście przez obywatela, lecz także przez zrzeszenie złożone z obywateli, którego celem jest realizacja prawa do informacji. Przyjęcie innego rozumowania – takiego jak TK – prowadzi bowiem do paradoksu: na podstawie u.d.i.p. obywatele mogą realizować swe prawo dostępu do informacji publicznej za pośrednictwem osoby prawnej; ale ci sami obywatele nie mają prawa do skargi konstytucyjnej w takich sprawach. I nawet gdyby skargę konstytucyjną w tej konkretnie sprawie złożył np. członek stowarzyszenia, byłaby ona niedopuszczalna: nie dysponowałby on wszak ostatecznym orzeczeniem wydanym wobec siebie (w sądach walczyło stowarzyszenie). A wyczerpanie drogi sądowej jest warunkiem skarżenia się do TK.
– Skutki tego rozstrzygnięcia są katastrofalne, zwłaszcza że przepisy zamykają drogę do wzruszenia tego postanowienia. Nie można go zaskarżyć – komentuje dr hab. Michał Bernaczyk, konstytucjonalista i pełnomocnik stowarzyszenia.
I nie jest w swojej opinii odosobniony. – Z praktycznego punktu widzenia to może zablokować najważniejsze w Polsce rozstrzygnięcia dotyczące jawności. Przecież właśnie organizacje pozarządowe prowadzą postępowania, które niejednokrotnie mają znaczenie dla całej demokracji – podkreśla Szymon Osowski, prezes stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska.
Tłumaczy, że kibicował Pro Collegio w tej sprawie. Bo nikt nie spodziewał się, że sądy administracyjne odmówią prawa do informacji o działalności posłów, a więc osób pełniących funkcje publiczne. Dlatego zapowiada, że Sieć będzie temat drążyć, sama składając skargi konstytucyjne na kanwie orzeczeń blokujących dostęp do zapisów Stałego Komitetu Rady Ministrów oraz umów o budowę i eksploatację autostrad płatnych.
– Mamy nadzieję, że w tych sprawach Trybunał Konstytucyjny zostanie przekonany, że organizacje pozarządowe mają prawo do skargi konstytucyjnej – dodaje Osowski.
Jak przekonuje, prawo do informacji to nie prawo polityczne, lecz prawo człowieka. Na takie jego traktowanie wskazuje zresztą Europejski Trybunał Praw Człowieka (np. sprawa Tasz przeciwko Węgrom, Guseva przeciwko Bułgarii).