Debata DGP o sprawnym zarządzaniu państwem: Polska tonie w gąszczu papierów. Gdy odzyskaliśmy niepodległość i zmienialiśmy ustrój, w 1990 r. weszło w życie 1348 stron aktów prawnych. W 2015 r. przyjęto już 29 843 strony. W bieżącym roku rysuje się pewna szansa, że przynajmniej utrzymamy produkcję prawa na ubiegłorocznym poziomie. To byłby wielki sukces, bowiem z roku na rok liczba uchwalanych aktów prawnych rośnie.



Polska ma obecnie najbardziej zmienne prawo ze wszystkich państw Unii Europejskiej. Jak wynika z obliczeń Grant Thornton, w latach 2012–2014 rocznie produkowała średnio niemal 56-krotnie więcej przepisów niż Szwecja, 11-krotnie więcej niż Litwa i dwukrotnie więcej niż Węgry. Oznacza to, że w żadnym innym kraju unijnym rzeczywistość prawna dla obywateli i przedsiębiorców nie jest tak chwiejna i nieprzewidywalna, jak w Polsce. Ostatnio na spotkaniu w Kancelarii Prezydenta prezes Comarch prof. Janusz Filipiak skarżył się, że z ponad 40 krajów świata, w których operuje, tylko w Polsce ma problemy, żeby programować prawo na potrzeby programów komputerowych. Według niego tylko u nas jest ono tak niejasne i nieprecyzyjne. Dlaczego tak się dzieje? Sięgając głęboko, przyczyny są dwie.