- Niemożliwe stanie się rozpoznawanie odwołań w terminie określonym ustawą, czyli w ciągu 15 dni od dnia ich doręczenia - mówi w wywiadzie dla DGP Małgorzata Rakowska, prezes Krajowej Izby Odwoławczej.
Trzy tygodnie temu, gdy obejmowała pani stanowisko prezesa Krajowej Izby Odwoławczej, w parlamencie akurat kończyły się prace nad największą z dotychczasowych nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych. Nowelizacją, która zwiększa liczbę odwołań wnoszonych do KIO. Wiadomo o ile?
Ocena skutków regulacji wskazuje, że liczba odwołań wzrośnie o co najmniej tysiąc rocznie. Zwiększenie liczby odwołań może być spowodowane poszerzeniem katalogu czynności, które można będzie skarżyć przy zamówieniach o wartości poniżej progów unijnych, ale także zmianą innych przepisów. Dlatego też przynajmniej w początkowym okresie kształtowania się ich wykładni można się spodziewać, że liczba odwołań będzie większa. Trudno jednak przewidzieć ich rzeczywistą liczbę.
Małgorzata Rakowska, prezes Krajowej Izby Odwoławczej / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Czy przy obecnej liczbie osób orzekających KIO będzie w stanie poradzić sobie z tak znaczącym wzrostem?

Reklama
Merytorycznie tak. Kadrowo raczej nie, jeśli nie zostanie zwiększona liczba członków izby. Niemożliwe stanie się rozpoznawanie odwołań w terminie określonym ustawą, czyli w ciągu 15 dni od dnia ich doręczenia. W tej chwili izba liczy 37 członków. Dotychczas liczba rozpoznawanych przez nią odwołań oscylowała rocznie między 2,8 tys. a 3 tys. Dlatego też nie będziemy w stanie terminowo rozpoznać tysiąc spraw więcej w tym składzie. Tym bardziej, że nowelizacja jest bardzo znacząca i niesie za sobą wiele nowych rozwiązań, których dotychczas nie było w ustawie – Prawo zamówień publicznych. A to oznacza, że przynajmniej przez pewien czas wiele odwołań powinno być rozpoznawanych w składach trzyosobowych, gdyż będziemy mieli do czynienia z materią wymagającą utarcia się poglądów orzeczniczych.
Nowelizacja czeka już na podpis prezydenta. Z tego, co pani mówi, wynika, że powinien ruszać nabór na dodatkowych członków KIO. Rusza?
Przewiduje się, że nowi członkowie izby pojawią się najwcześniej na początku przyszłego roku. Podczas prac nad nowelizacją ustawy mowa była o 14 osobach. Przez kilka miesięcy będziemy więc orzekać w dotychczasowym składzie. Zamawiający i wykonawcy muszą się liczyć z dłuższym czasem oczekiwania na rozstrzygnięcie. Nie jestem w stanie powiedzieć, o ile on wzrośnie, ale na pewno będzie dłuższy. Liczę więc na wyrozumiałość stron postępowania.
Zbyt mała liczba osób orzekających to największy w tej chwili problem KIO?
Dla osób, które orzekają w izbie, najbardziej istotna jest kwestia wynagrodzeń jej członków. To nie zmieniło się od 2007 r., czyli od początku funkcjonowania KIO. Wszyscy pracujemy z dużym zaangażowaniem, często kosztem rodziny, wolnego czasu, tymczasem nasze zarobki, biorąc pod uwagę inflację, są coraz niższe. Gdy powołano do życia izbę, nasze wynagrodzenia były na poziomie sędziowskim. I na takim poziomie miały się utrzymywać. Tak jednak nie jest.
Tymczasem każda nowelizacja nakłada na członków KIO nowe obowiązki, które wymagają większej wiedzy i ciągłego samokształcenia. Natomiast płace są zamrożone od wielu lat.
Jakie wyzwania stawia sobie pani jako nowy prezes KIO?
Widzę potrzebę zmian w zakresie bieżącej obsługi izby. KIO funkcjonuje bez zarzutu, niemniej jednak pewne rzeczy można poprawić tak, aby funkcjonowała jeszcze lepiej. Mam na myśli chociażby szersze korzystanie z narzędzi informatycznych, które ułatwiłyby nam pracę.
Chciałabym także, aby izba była aktywnym uczestnikiem procesu legislacyjnego. Arbitrzy posiadają ogromną wiedzę z zakresu zamówień publicznych. Odpowiedzialni są za wykładnię przepisów. Powinno to być więc wykorzystane.
Zależy mi także na dostrzeżeniu izby. Chciałabym, aby jej rola i znaczenie były znane i zrozumiałe nie tylko dla stron i uczestników postępowań o udzielenie zamówienia publicznego, ale także dla osób, które nie są bezpośrednimi uczestnikami tego ograniczonego rynku.
A jakie sygnały na temat postrzegania izby do pani docierają?
Wciąż pokutuje opinia o niejednolitości orzecznictwa, która jest zresztą nieco krzywdząca dla izby. Rozbieżności są, ale nie ma ich aż tak wiele, jak się to podkreśla. Dostrzegam jednak ten problem. Rozmawiamy na ten temat w izbie i mam nadzieję, że w kwestiach proceduralnych uda się wypracować jednolitą linię interpretacyjną. W kwestiach merytorycznych pewne różnice są nie do uniknięcia, choćby dlatego że liczą się konkretne stany faktyczne, w których nierzadko decydują niuanse. Przede wszystkim jednak każdy z członków izby ma zagwarantowaną niezależność i niezawisłość, dlatego też jakakolwiek presja jest niedopuszczalna.
Wspomniana już nowelizacja niesie ze sobą wiele przepisów, które mogą być w różny sposób interpretowane. Czy izba dostrzega już takie, które będą budzić największe wątpliwości?
Tak, pewne regulacje będą wymagały namysłu, z czego zdajemy sobie sprawę. Już teraz trwają dyskusje i wymiana poglądów między członkami KIO na temat tego, jak powinno się interpretować nowe przepisy w zakresie proceduralnym, jak również procesu udzielania zamówień.
Sprawne funkcjonowanie KIO zależy także od współpracy z Urzędem Zamówień Publicznych. Prezesem UZP została kilka miesięcy temu Małgorzata Stręciwilk, wieloletni członek KIO. Czy ma to wpływ na wzajemne relacje?
Oczywiście, pani prezes jako osoba przez tyle lat orzekająca w izbie zna z własnego doświadczenia nasze problemy i bez wątpienia przekłada się to na większe ich zrozumienie. Bardzo liczę więc na wsparcie w przyszłości również w kwestiach dla nas najważniejszych.
Wcześniej współpraca między KIO a UZP układała się różnie. Bywały trudne momenty.
Rzeczywiście bywały i mam nadzieję, że już się nie powtórzą. Dla sprawnego funkcjonowania systemu zamówień publicznych współpraca obu organów jest istotna.
Czy to oznacza, że podnoszony przez lata postulat pełnego oddzielenia KIO od UZP stracił na aktualności?
Nie, on zawsze pozostanie aktualny. Tak naprawdę taki był docelowy plan już przy tworzeniu KIO w 2007 r. I do niego powinniśmy dążyć. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby uczynienie Krajowej Izby Odwoławczej organem sądowym podobnym do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Są też jednak inne możliwości, w tym pozostawienie organu, jakim jest KIO, w dotychczasowym kształcie, ale z pełną niezależnością administracyjną i finansową. Wymaga to jednak szerszej dyskusji.