Sądowy zakaz prowadzenia pojazdów tylko na jedną z posiadanych kategorii jest fikcją. Choć kierowca nadal ma pozostałe uprawnienia, to nie może z nich skorzystać.
Przepisy kodeksu karnego są jasne i klarowne. Zgodnie z art. 42 sąd, orzekając zakaz prowadzenia pojazdów, może go odnieść zarówno do wszystkich uprawnień posiadanych przez kierowcę (np. zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych), jak i ograniczyć się do zabrania uprawnień tylko wybranych kategorii. Jeśli sprawca dopuścił się przestępstwa drogowego motorem, to sąd może zabrać mu uprawnienia tylko na jednoślady (kategoria A), a zostawić prawo jazdy kat. B na samochody osobowe. Podobnie gdy np. sprawa dotyczy zawodowego kierowcy ciężarówek, który jest jedynym żywicielem rodziny: sąd orzekając zakaz prowadzenia pojazdów, może wziąć pod uwagę sytuację materialną jego rodziny i pozbawić go np. prawa jazdy kat. B, zostawiając jednak kat. C.
Niespójne przepisy / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Wyrok vs. ustawa
– Do niedawna zdarzało mi się w ten sposób orzekać, teraz jednak jest to bez sensu – stwierdza sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.

Reklama
– Po zmianie ustawy o kierujących pojazdami nie ma to już znaczenia i nie wiem, dlaczego utrzymuje się fikcję w postaci możliwości orzeczenia zakazu określonej kategorii, skoro odebranie przez sąd prawa jazdy kat. B, skutkuje odebraniem wszystkich innych kategorii – mówi.
Chodzi o zmianę art. 12 ustawy o kierujących pojazdami (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 627 ze zm.), która weszła w życie w maju ub.r. Zgodne z nowym brzmieniem art. 12 kierowca, który posiadał uprawnienia więcej niż jednej kategorii, po orzeczeniu zakazu przez sąd nie może dostać z wydziału komunikacji prawa jazdy na te kategorie, których sąd mu nie odebrał.
Do 18 maja 2015 r. praktyka urzędów była różna. Jedne urzędy zwracały dokument, inne nie. Również orzecznictwo sądów administracyjnych było niejednolite. Przykładowo WSA we Wrocławiu, oddalając skargę na odmowę zwrotu prawa jazdy, stwierdził m.in., że „nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której osoba z orzeczonym sądownie zakazem prowadzenia pojazdów objętych prawem jazdy kategorii B mogłaby – w okresie obowiązywania zakazu – wciąż korzystać z innych uprawnień do prowadzenia pojazdów i nadal stwarzać (niekiedy wręcz większe) zagrożenie w ruchu przez prowadzenie innych pojazdów (np. autobusu) w stanie nietrzeźwości”. Jednak po uchwale Sądu Najwyższego linia orzecznicza się zmieniła. W uchwale KZP 29/13 SN wskazał, że regulacja art. 12 ustawy o kierujących pojazdami dotyczy osób, które dopiero ubiegają się o wydanie prawa jazdy, a nie ma zastosowania do tych, które posiadają już określone uprawnienia.
– Takie rozumienie przepisu jest na poziomie systemowym zgodne z normą wyprowadzoną z art. 42 k.k. w sytuacji, w której sąd pozbawił sprawcę uprawnień tylko do kierowania niektórymi kategoriami pojazdów. Odmienna interpretacja prowadziłaby do niedopuszczalnego wniosku, że środek karny może być istotnie modyfikowany przez art. 12 ust. 2 ustawy o kierujących pojazdami – stwierdził SN.
Jednak po zmianie przepisów urzędy nie mają już wątpliwości i dokumentów nie zwracają.
– Wyrok sądu to jedno, ale my jeszcze mamy ustawę, którą musimy stosować – mówi Ewa Kowalewska, naczelnik wydziału rejestracji pojazdów i wydawania uprawnień w stołecznym urzędzie miasta.
Zmuszanie do wykroczeń
– Taki był cel ustawodawcy: aby nie zwracać zatrzymanego prawa jazdy. Powinien się on jednak zastanowić, czy przy okazji nie trzeba było zmienić przepisów kodeksu karnego, tak by były spójne z regulacjami ustawy o kierujących – mówi Bartosz Pelczarski, dyrektor poznańskiego wydziału komunikacji.
Podobnie uważa Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w ruchu drogowym. – W ten sposób przepisy prawa karnego nie korelują z przepisami prawa administracyjnego. To jest nielogiczne – komentuje prawnik.
– Jeśli sąd orzeka zakaz prowadzenia pojazdów określonej kategorii, to ta właśnie kategoria jest objęta zakazem. Rozszerzenie tego zakazu na inne, nawet z mocy ustawy, jest pozbawione racjonalnego wytłumaczenia. Chyba że w art. 42 k.k. likwidujemy możliwość określenia zakresu stosowanego środka karnego, zostawiając sądowi tylko możliwość orzekania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych – dodaje.
Brak spójności przepisów prowadzi do absurdów. Jeśli np. sąd odebrał podsądnemu kat. B., a nie odebrał kat. C i D, to starosta, nie zwracając mu prawa jazdy kat. C i D, wcale nie pozbawia go uprawnień do kierowania ciężarówkami i autobusami. Jednak nie oddając dokumentów, de facto sprawia, że formalnie kierowca nie może z tych uprawnień skorzystać. Choć więc nadal ma uprawnienia do prowadzenia pojazdów kat. C lub D, to kierując nimi, popełnia wykroczenie z art. 95 kodeksu wykroczeń: jazda bez wymaganych dokumentów.
– Państwo niejako zmusza sprawcę do popełniania wykroczenia. Poważnie bym się zastanawiał, czy w takim przypadku można przypisać mu winę – mówi sędzia Puchalski.
– Można mieć wątpliwość, czy przepisy ustawy o kierujących pojazdami są zgodne z konstytucją. Tworzy się bowiem jakąś pozasądową instancję, która – mając co prawda upoważnienie ustawowe – faktycznie decyduje o środkach karnych. W dodatku w istocie je rozszerzając – tłumaczy sędzia Puchalski.