Jeżeli ujawnienie danych uznamy za środek represyjny – a nie mam wątpliwości, że takim jest – to zastosowanie go do sprawców już prawomocnie osądzonych będzie stanowiło naruszenie zakazu karania dwa razy za ten sam czyn - mówi w wywiadzie dla DGP adwokat Dawid Korczyński.
Reklama
Niedługo pod obrady Sejmu trafi projekt ustawy mającej wprowadzić rejestr pedofilów. Składać ma się z dwóch części: publicznej (gdzie będą widnieć dane o sprawcach gwałtów ze szczególnym okrucieństwem oraz o skazanych za przestępstwa na tle seksualnym w warunkach recydywy) i tej dostępnej tylko dla niektórych podmiotów (placówki wychowawcze itp.). Czy to potrzebne?
Kiedy usłyszałem o tym projekcie, natychmiast przypomniał mi się film Thomasa Vinterberga z Madsem Mikkelsenem „Polowanie”. Być może dlatego z tak dużą ostrożnością podchodzę do zawartych w nim rozwiązań. W tej materii nie ma miejsca na pomyłki, w szczególności ustawodawcy. Łatwo natomiast na projekt patrzeć z perspektywy dwóch skrajności: aprobując w całości projektowane rozwiązania albo zupełnie je negując. Tymczasem nie wszystkie zaproponowane rozwiązania należy ocenić negatywnie.
Zacznijmy jednak od tych, które akceptować trudno.
Część z nich jawi się jako naruszająca w sposób oczywisty Konstytucję RP i Europejską Konwencję Praw Człowieka. I o ile rozwiązanie dotyczące rejestru o ograniczonym dostępie może mieć pozytywne skutki, o tyle w przypadku rejestru publicznego nie wiadomo, czy jego wprowadzenie jest naprawdę konieczne. Przynajmniej nie wynika to z uzasadnienia projektu, bo jego autorzy nie odwołują się do konkretnych danych.
Jednak czy prawo przestępcy do ochrony jego danych osobowych i prywatności powinno być stawiane na pierwszym miejscu, przed bezpieczeństwem potencjalnych ofiar?
W tym przypadku nie chodzi o stawianie na szali z jednej strony praw sprawcy, a z drugiej – bezpieczeństwa ofiar. Jeżeli rejestr rzeczywiście miałby poprawić bezpieczeństwo, to bez wątpienia należy rozważać jego wprowadzenie. Jednak tylko pod warunkiem, że będzie to zgodne ze standardami oraz gwarancjami konstytucyjnymi i konwencyjnymi przysługującymi oskarżonemu i skazanemu. Podobne rozwiązania rzeczywiście wprowadzono w niektórych państwach, również europejskich, ale są one stosunkowo nowe. Być może warto byłoby obserwować, jak się tam sprawdzą, a wnioski wyciągać na podstawie konkretnych danych poddających się ocenie. Materia, o której rozmawiamy, jest niezwykle wrażliwa. W jej przypadku nie powinno być miejsca na eksperymenty.
Do rejestru trafiać będą również dane o osobach, które popełniły przestępstwo na tle seksualnym jeszcze przed wejściem ustawy w życie. Od razu nasuwa się więc wątpliwość, czy nie dojdzie do podwójnego karania.
Rejestr pedofilów nie będzie zwykłym rejestrem. Umieszczenie w nim danych ma z jednej strony spełniać funkcję ostrzegawczą wobec społeczeństwa, z drugiej natomiast stanowić dodatkową dolegliwość dla skazanego. Tym samym w przypadku rejestru publicznego nie będzie różniło się od środka karnego w postaci podania wyroku do publicznej wiadomości. Zatem zastosowanie przepisów projektowanej ustawy do osób skazanych, które popełniły przestępstwo i były za nie osądzone przed wejściem w życie ustawy, będzie stanowiło naruszenie zasady niedziałania prawa wstecz i tym samym będzie sprzeczne z art. 42 ust. 1 Konstytucji RP, art. 7 ust. 1 Konwencji oraz art. 15 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. Jeżeli umieszczenie danych w rejestrze uznamy za środek represyjny – a nie mam wątpliwości, że takim jest – to zastosowanie przepisów tej ustawy do sprawców już prawomocnie osądzonych będzie też stanowiło naruszenie zasady zakazującej ponownego stosowania środka represyjnego za ten sam czyn wobec tej samej osoby. A przecież ta zasada również ma wymiar konwencyjny i konstytucyjny. Warto w tym miejscu przypomnieć, że o charakterze danego środka nie decyduje wyłącznie ustawodawca poprzez jego formalne zaszeregowanie, ale jego faktyczne skutki, dolegliwość. W mojej ocenie uchwalenie ustawy w projektowanym kształcie może spowodować odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego.
W rejestrze nie zamieszcza się danych o skazanym, jeżeli sąd tak orzeknie – tak brzmi art. 9 projektu dotyczący sprawców, którzy popełnili czyn już po wejściu ustawy w życie. To zagwarantuje sprawiedliwe postępowanie?
W mojej ocenie niestety nie. Wynika z niego bowiem, że dane w rejestrze będą umieszczane automatycznie, a wyjątkiem będzie ich nieumieszczanie, jeżeli sąd tak orzeknie. Co istotne, dotyczy to tylko rejestru niejawnego, bowiem w przypadku rejestru publicznego przepisu umożliwiającego orzeczenie sądu o niezamieszczaniu danych o skazanym się nie stosuje. Zatem w przypadku sprawców kwalifikujących się do rejestru publicznego ich dane znajdą się w nim, nawet gdy za ich nieumieszczeniem przemawiałyby względy ochrony życia prywatnego lub inny ważny interes prywatny pokrzywdzonego lub jego osób najbliższych, a zwłaszcza dobro małoletniego pokrzywdzonego. Moim zdaniem zaś zasada powinna być odwrotna: umieszczenie danych o skazanym w rejestrze, przynamniej tym publicznym, powinno następować jedynie na podstawie orzeczenia sądu, a nie automatycznie. Co istotne, w ustawie nie przewidziano możliwości usunięcia danych sprawcy z rejestru w sytuacji, gdy przed zatarciem skazania ujawnią się okoliczności przemawiające za ich usunięciem, np. ze względu na interes pokrzywdzonego. W tym aspekcie ustawa jest bardzo niedopracowana i potencjalnie niekorzystna dla pokrzywdzonych.