- Reforma sądownictwa nie wzięła się znikąd. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, proces karny nie był sprawiedliwy. Po drugie, ciągnął się latami. Teraz ma to się zmienić - mówi w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" mecenas Mikołaj Pietrzak.
Piotr Szymaniak: 1 lipca rusza reforma postępowania karnego. Od tego momentu będziemy mieli procesy kontradyktoryjne. Ki diabeł ta cała kontradyktoryjność?
Mecenas Mikołaj Pietrzak: To obraz rozprawy trochę bliższy temu, co widzimy w telewizji, gdy oglądamy amerykańskie filmy. Dwie strony prowadzą ze sobą spór, a sąd – poza nielicznymi wyjątkami – jest raczej bierny i rozstrzyga na podstawie informacji, dokumentów czy dowodów przedstawianych przez strony. W przeciwieństwie do sytuacji, która miała miejsce w procesie karnym do tej pory, sędzia nie będzie brał czynnego udziału w przeprowadzaniu dowodów. Nie będzie ich sam wyszukiwał. Przestanie być śledczym, bo dotychczas miał rolę takiego właśnie śledczego. Sąd sam inicjował postępowanie dowodowe, sam szukał dowodów, w praktyce jako pierwszy przepytywał świadków.