Sędzia nie powinien mieć możliwości obniżania najniższych stawek – uważają prawnicy. Problem dotyczy rozwiązań zawartych we wchodzących w życie 15 sierpnia przepisach prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 270 ze zm. – dalej p.p.s.a.).
Stawki minimalne wynagrodzeń za urzędówki przed sądami administracyjnymi / Dziennik Gazeta Prawna
Jego art. 250 daje sędziemu uprawnienie do obniżania – w uzasadnionych przypadkach – wynagrodzenia pełnomocnikowi z urzędu.
Reklama
Zmiana miała być reakcją na postulaty, by wynagrodzenie prawników uzależnione było od wkładu ich pracy i było obniżane, gdy wkład ten jest „niewspółmiernie niski do wysokości przewidzianego wynagrodzenia”.

Reklama
Arbitralna decyzja
Prawnicy mówią jednak o niekonstytucyjności przepisu.
– Po pierwsze, nie wskazuje on zakresu, w jakim można obniżyć wynagrodzenie. Teoretycznie może więc ono wynieść 0 zł. To byłoby zaś niezgodne z przepisami konstytucji dotyczącymi prawa do wynagrodzenia – wyjaśnia adwokat Łukasz Supera.
Jak dodaje, nie wiadomo nawet, z jakich dokładnie powodów sędzia miałby dokonać obniżenia wynagrodzenia.
– Czynić mógłby to więc zupełnie arbitralnie – uważa.
– Nowela już nawet językowo jest koszmarkiem, skoro dopuszcza obniżenie wynagrodzenia, które wedle innych przepisów określone jest jako minimalne – wtóruje adwokat dr Magdalena Matusiak-Frącczak.
Przypomina, że pełnomocnik z urzędu nie występuje w sprawie dobrowolnie, tylko pod przymusem – wyznaczany jest przez właściwą okręgową radę adwokacką czy izbę radców prawnych. Natomiast stawki wynagrodzeń za urzędówki przez ostatnich prawie 13 lat były zamrożone, a niektóre nawet zostały obniżone.
Niespójność systemowa
W ocenie mecenasa Supery nowego brzmienia art. 250 p.p.s.a. nie można pogodzić również z obowiązującymi przepisami prawa o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 146, poz. 1188 ze zm.) i rozporządzenia w sprawie stawek za prowadzenie spraw z urzędu (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 461 – patrz: grafika). Te wyraźnie stanowią o wynagrodzeniu minimalnym. Skoro natomiast tak jest, p.p.s.a. nie powinno wprowadzać rozwiązań w tę spójność uderzających, dopuszczających do zejścia poniżej minimum.
Dlatego też Naczelna Rada Adwokacka rozważa złożenie wniosku o zbadanie przepisu przez Trybunał Konstytucyjny.
– Decyzja nie została jeszcze podjęta. Wszystko będzie jasne najpewniej po posiedzeniu plenarnym 27 czerwca – informuje adwokat Rafał Dębowski, sekretarz NRA.
– Absolutnie nie możemy się jednak zgodzić z uzasadnieniem, które było przedstawiane podczas procedowania ustawy w Sejmie, że liczba spraw administracyjnych, które są sprawami powtarzalnymi, może uzasadniać obniżenie wynagrodzenia – dodaje mecenas Dębowski.
Dodaje przy tym, że praca pełnomocnika jest tylko częściowo widoczna dla sądu. Ten dostrzega jedynie efekt procesowy zawarty w pismach czy liczbie rozpraw. Nie wie, ile czasu adwokat poświęcił na przygotowanie się do sprawy i na spotkania z klientem.
Incydentalna sprawa
Argumentem masowości – przemawiającym za wprowadzeniem miarkowania – podczas prac w Sejmie posługiwała się zarówno Monika Zbrojewska, wiceminister sprawiedliwości, jak i prof. Roman Hauser, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego. W trakcie posiedzenia komisji sejmowej opisywał on przykład pełnomocnika, który w sprawach podatkowych (gdzie wynagrodzenie jest liczone według wartości przedmiotu zaskarżenia) zgłosił wiele jednobrzmiących skarg z innymi datami i numerami decyzji i na kosztach zastępstwa w dwóch instancjach zarobił ok. 160 tys. zł. Mecenas Dębowski zaznacza jednak, że był to jednostkowy przypadek, którym nie powinno tłumaczyć się wprowadzania tak istotnej zmiany. Przypomina, że w wielu rodzajach spraw administracyjnych obowiązuje jedna stawka – 240 złotych, która jedynie w symboliczny sposób pokrywa koszty prowadzenia postępowań. Wreszcie – podkreśla Dębowski – nie jest przecież winą adwokata, który dostaje dużą liczbę urzędówek, że ma ich aż tyle.
– A czy urzędnik skarbowy dostał wynagrodzenie za pracę za czas spędzony nad wszystkimi tymi jedno- brzmiącymi decyzjami, czy też czas pracy został mu policzony tylko za jedną z nich, a pozostałe robił w czasie wolnym, w ramach wolontariatu albo urlopu – pyta z kolei przewrotnie mec. Matusiak-Frącczak.
Apeluje o konsekwencję: skoro przyjmujemy, że praca nad kolejnymi decyzjami (poza pierwszą) nie wymaga znacznego nakładu pracy – należałoby się też zastanowić, czy sądy administracyjne powinny pobierać opłatę od skarg na wszystkie decyzje, czy tylko ograniczyć się do opłaty za pierwszą z nich: praca przy pozostałych wymaga wszak tylko zmiany numeru, daty wydania decyzji oraz sygnatury akt sądowych.
Do tego dochodzi kwestia odpowiedzialności odszkodowawczej. Pełnomocnik, który zaskarża tożsame rodzajowo decyzje, w przypadku swojego błędu nie bierze przecież na siebie ryzyka odpowiedzialności odszkodowawczej tylko za pierwszą z nich.
– W końcu logika stojąca za wzrostem wynagrodzenia wraz ze wzrostem wartości przedmiotu sporu zakłada, że jest to związane właśnie z braniem przez pełnomocnika na siebie większego ryzyka zawodowego. Wystarczy wspomnieć chociażby sprawę mecenas Alicji L., której OC nie wystarczyło na pokrycie roszczenia odszkodowawczego klienta (chodziło o mocodawcę, który przez błąd prawniczki nie odzyskał 2 mln zł – red.) i z własnej kieszeni musiała dodatkowo zapłacić mu około miliona złotych – podkreśla mec. Matusiak-Frącczak.