Chodzi o kompleks budynków nazwany Centrum Sprawiedliwości. Gdański sąd okręgowy najpierw je wynajmował, a w końcu, w 2012 r. kupił od pomorskiego przedsiębiorcy. Powołał się na art. 4 pkt 3 lit. i ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.), który wyłącza spod niej zakup nieruchomości. Tyle że jak się okazało podczas kontroli, zrobiono to, by obejść prawo. W rzeczywistości bowiem nowe budynki powstały ściśle według wskazówek przekazanych przez sądową administrację. A skoro tak, to powinna ona w przetargu wyłonić wykonawcę i sama je pobudować.

Sprawa miała swój początek w 2009 r., kiedy to gdański SO zaczął wynajmować istniejące już dwa budynki. Przedsiębiorca, do którego należały, sukcesywnie budował kolejne, które również były wynajmowane przez sąd. Ostatecznie w 2012 r. kupił on cały kompleks wraz z wyposażeniem. To ostatnie było zresztą oczywistym złamaniem prawa, gdyż trudno zakup mebli podciągnąć pod nabycie nieruchomości, na co również zwrócili uwagę kontrolerzy UZP. W odniesieniu do ostatecznej kwoty 10,5 mln zł wydane na wyposażenie stanowiło jednak margines.

Istotą był zakup budynków. Na podstawie korespondencji e-mailowej i zeznań świadków odkryto, że już na etapie ich projektowania sądowa administracja przekazywała swe wytyczne. Innymi słowy już sam projekt był tworzony pod kątem przyszłego nabywcy.

„Korespondencja elektroniczna została wymieniona między pracownikiem firmy wykonującej projekt a dyrektorem Sądu Okręgowego w Gdańsku na ok. 4 miesiące przed zawarciem pierwszej umowy najmu budynków A i B oraz na ok. 20 miesięcy przed podpisaniem drugiej umowy najmu obejmującej budynki C, D i E” – podkreślono w wynikach kontroli, dodając, że korespondencja wskazuje na uzgadnianie nawet spraw tak szczegółowych, jak umeblowanie pomieszczeń. Dyrektor sądu Jan Brodnicki został zdymisjonowany – oficjalnie za nieudolność podczas negocjowania ceny. Z kolei prezes Ryszard Milewski został później odwołany w związku ze sprawą Amber Gold.

W sprawie tej przewija się dużo więcej postaci – posłowie z Wybrzeża zaprzyjaźnieni z przedsiębiorcą, który sprzedał budynki, gdańscy urzędnicy. Niejasne jest, dlaczego władze miasta przeniosły własność działek, na których powstały nowe budynki, na przedsiębiorcę, a nie na sąd. Ustalono zaś bez wątpliwości, że przedsiębiorca nie budowałby i wyposażał budynków, gdyby nie miał gwarancji, że zostaną one odkupione przez gdański SO.

Jego przedstawiciele nie zgodzili się z wynikami kontroli i zgłosili do nich zastrzeżenia. Krajowa Izba Odwoławcza nie podzieliła ich jednak (pomijając pewne kwestie formalne). „Jedynym logicznym wnioskiem jest to, że wykonawca miał zagwarantowaną zapłatę za wykonanie robót budowlanych w cenie zakupu powrotnego nieruchomości przez władzę publiczną” – napisano w uzasadnieniu uchwały KIO. – Obecnie Sąd analizuje uzasadnienie stanowiska KIO i czeka na decyzję prezesa UZP – odpisał na nasze pytania sędzia Tomasz Adamski, rzecznik SO w Gdańsku. Teoretycznie prezes UZP może nawet wnieść do sądu o unieważnienie umowy.

Sprawa jest badana przez CBA, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników resortu sprawiedliwości i gdańskich sądów złożyło samo CBA.

– Posiadaliśmy pewne informacje o ewentualnych nieprawidłowościach związanych z pozyskaniem dla potrzeb sądownictwa gdańskiego nowych budynków – tłumaczy Jacek Dobrzyński, rzecznik tej służby.