Założenie koszulki z napisem „Konstytucja”, udział w proteście przeciwko zmianom w prawie, zabranie głosu w debacie na temat wymiaru sprawiedliwości. Te wszystkie działania sędziów od dłuższego czasu są uznawane przez reprezentujących głowę państwa ministrów (i nie tylko przez nich) za naruszające zasadę apolityczności orzekających. I potępiane z całą mocą.
Weźmy chociażby ministra Pawła Muchę, który nieraz mówił, że „sędzia, który zaczyna uprawiać politykę, powinien odwiesić togę gdzieś w szafie i wystartować w wyborach”. Na razie nie słyszałam o takim przypadku. Wiem za to o sędzi, który co prawda sam nie wystartował w wyborach, ale za to postanowił publicznie wesprzeć jednego z kandydatów do Sejmu. Wie o tym także Kancelaria Prezydenta. Jednak temu akurat sędziemu nikt wstrętów nie czyni. I nikt tym bardziej nie każe mu zdejmować togi. Ale to zapewne tylko dlatego, że jest to sędzia w stanie spoczynku, a oni tóg na co dzień już nie noszą. No bo przecież powodem mierzenia sędziów tak nierówną miarą nie może być to, że poparcie zostało udzielone osobie, która – tak się akurat złożyło – startowała do Sejmu z list PiS.
„(…) z uwagi na fakt, iż wspomniana aktywność Pana Sędziego nie dotyczyła ustawowych zadań wykonywanych przez członka KRS (Krajowa Rada Sądownictwa – red.), Kancelaria Prezydenta RP nie będzie komentować sprawy”. E-maila o takiej treści otrzymaliśmy po pytaniach o Wiesława Johanna, który w krótkim filmiku publikowanym w mediach elektronicznych udzielił wsparcia Adamowi Borowskiemu. Ten startował w ostatnich wyborach do Sejmu z miejsca 14. listy Prawa i Sprawiedliwości w okręgu warszawskim. Zapytaliśmy prezydenta, gdyż Wiesław Johann, oprócz tego, że jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku (a takie osoby również obowiązuje zasada apolityczności), to jest jednocześnie przedstawicielem prezydenta w KRS. Tej rady, która również wielokrotnie potępiała – jej zdaniem – polityczne zachowania sędziów. Wiesław Johann jest jej wiceprzewodniczącym.
Ale wróćmy do odpowiedzi udzielonej DGP przez Kancelarię Prezydenta. Co można z niej wyczytać? Ano tyle, że skoro Wiesław Johann w filmie nie przedstawił się jako przedstawiciel prezydenta RP w radzie, to głowa państwa nic do tego nie ma. Mówiąc wprost: Wiesław Johann z nagrania to kto inny niż Wiesław Johann z gmachu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Tu jednak nasuwa się kilka pytań. A co jeśli film był nagrany w gabinecie wiceprzewodniczącego KRS? Albo w godzinach, w których wykonywał on jednak obowiązki związane z członkostwem w tym organie? Wreszcie, co by było, gdyby osoba reprezentująca prezydenta w radzie np. potrąciła staruszkę na pasach? Wówczas również usłyszelibyśmy, że KP nie będzie się wypowiadać, bo taka „aktywność nie dotyczyła ustawowych zadań wykonywanych przez członka KRS”?
To prawda. Regulacja dotycząca osoby powoływanej przez prezydenta w skład KRS jest niezwykle uboga. Nie ma żadnych przepisów, które mówiłyby o tym, jakimi kryteriami powinna się kierować głowa państwa, dokonując jej wyboru. Nie ma również mowy o tym, z jakich powodów wolno taką osobę z rady odwołać. Nie można więc, przynajmniej na gruncie prawa, czynić prezydentowi wyrzutów z tego powodu, że umywa ręce i nie zamierza publicznie zabrać głosu w sprawie Wiesława Johanna. Z drugiej jednak strony wydaje się, że głowa państwa, milcząco akceptując tego typu zachowanie sędziego, traci moralny mandat do tego, aby krytykować działania sędziów o odmiennych niż Wiesław Johann poglądach. Jak bowiem mawiał Seneka Młodszy: „Czego nie zabrania prawo, zabrania wstyd”.