Przypadek Jana K. można było ocenić przy zachowaniu jedynie prawniczych rozumowań, bez potrzeby wikłania się w ideologiczne spory.
Przed Sądem Najwyższym zawisła w połowie października sprawa o czyn z pozoru błahy, który urósł do nieproporcjonalnych rozmiarów, oceniając rzecz przez pryzmat prawno-karnej reakcji organów ścigania. Otóż Jan K. został obwiniony o to, że w bliżej nieokreślonym czasie na początku 2015 r. umieścił na portalu YouTube film dotyczący hymnu narodowego zrealizowany w taki sposób, że przyjmując godną postawę, na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego, z innymi osobami wykonał Mazurek Dąbrowskiego, częściowo zmieniając słowa hymnu. Podmienione słowa brzmiały: „Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem". W pieśni padają też słowa: „migrantów przyjmiemy”. Autor kierował się chęcią zabrania głosu w sprawie przyjmowania w Polsce uchodźców, a jak tłumaczył, tekst polskiego hymnu wykorzystał w celu przypomnienia, że żołnierze polscy z czasów, kiedy powstawała pieśń Józefa Wybickiego, byli de facto uchodźcami. Takie postawienie sprawy spotkało się jednak z reakcją organów ścigania.
Umieszczając nagranie na portalu YouTube, Jan K. być może nie wiedział, że w kodeksie wykroczeń znajduje się przepis art. 49, który stanowi:
Reklama
  • par. 1. Kto w miejscu publicznym demonstracyjnie okazuje lekceważenie Narodowi Polskiemu, Rzeczypospolitej Polskiej lub jej konstytucyjnym organom, podlega karze aresztu albo grzywny.
  • par. 2. Tej samej karze podlega, kto narusza przepisy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej.
Jan K. został obwiniony o popełnienie wykroczenia z art. 49 par. 2 k.w., bowiem przerabiając publicznie słowa hymnu, niewątpliwie naruszył przepisy o hymnie narodowym określone w ustawie z dnia z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1509).

Reklama
Tyle z formalnego punktu widzenia. Popełnienie wykroczenia obwarowane jest jednak koniecznością wykazania, że czyn odznacza się społeczną szkodliwością i nie wystarcza tu gołosłowne stwierdzenie – należy wskazać, na czym miałaby ona polegać. Okoliczność ta nie wzbudzała wątpliwości u organów ścigania i sądów powszechnych orzekających w tej sprawie. Sąd Rejonowy w Wołominie uznał Jana K. za winnego popełnienia wykroczenia z art. 49 par. 2 k.w. i ukarał go karą grzywny w wysokości 1000 zł. Po rozpoznaniu wniesionej przez obrońcę ukaranego apelacji wyrok ten podtrzymał Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie. Następnie w sprawie zainterweniował rzecznik praw obywatelskich, wnosząc do Sądu Najwyższego kasację, którą uwzględnił trzyosobowy skład w Izbie Karnej. Co zdarza się rzadko, SN nie tylko uchylił wyrok Sądu Okręgowego, lecz również uniewinnił Jana K. (wyrok z 14 października 2019 r., sygn. II KK 381/18).

Przepisy i czyny

Nie wnikając w ocenę obyczajową samej sprawy (a przyjęcie takiej perspektywy wydaje się konieczne dla uchwycenia jej istoty), wypada zadać sobie dwa pytania: po pierwsze – czy sprawa ta powinna była zawisnąć przed sądem, a po drugie – jakie dobrano argumenty na rzecz takiej oceny zachowania obwinionego wskutek przeprowadzonej wykładni art. 49 par. 2 k.w.?
Niewątpliwie, jeśli oceniać czyn formalistycznie, obwiniony naruszył przepisy o hymnie z art. 49 par. 2 k.w., chociaż wypada zaznaczyć, że przepis ten jest normą blankietową i odsyła do równie ogólnych przepisów wspomnianej już ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych z 1980 r. Taka redakcja przepisu utrudnia adresatom zrekonstruowanie znamion tego czynu i własną ocenę, czy podjęte zachowanie stanowi popełnienie danego wykroczenia, czy też nie. Od razu przypomina się tutaj sprawa „łódzkiego drukarza” i art. 138 k.w. (i niezmiernie ogólnego fragmentu jego redakcji w postaci: „umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany”). Słusznie więc TK wyrokiem z dnia 26 czerwca 2019 r., sygn. akt K 16/17 uznał, że przepis ten jest sprzeczny z zasadą określoności przepisów prawa – dodajmy, że w szczególności chodzi o przepisy prawno-karne, choćby ustanawiały odpowiedzialność „jedynie” za wykroczenie.
Warto przypomnieć, że art. 49 par. 1 k.w. był już kwestionowany przez rzecznika praw obywatelskich jako nadmiernie ograniczający zakres konstytucyjnie i konwencyjnie chronionej wolności słowa. Stało się to podstawą wniosku RPO do TK, rozpoznanego negatywnie wyrokiem z dnia 21 września 2015 r. (sygn. akt K 28/13), w którym TK uznał, że art. 49 par. 1 kodeksu wykroczeń jest zgodny z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz z art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie dnia 4 listopada 1950 r., zmienionej następnie protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej protokołem nr 2. Warto zauważyć, że co do art. 49 par. 1 k.w. RPO argumentował we wniosku, że użyty w nim zwrot „demonstracyjne lekceważenie” ma charakter niedookreślony i ocenny, co powoduje trudności w praktyce stosowania prawa. Trzeba przyznać, że ta ocena jest trafna. Faktycznie zwrot ten rodzi trudności semantyczne i wiąże się z problemem penalizacji czynów z pogranicza moralności i obyczajności. Problem pojawia się wówczas, gdy jego rozumienie ma być osadzone tylko w jakieś ideologii albo systemie ocen, który w żadnym razie nie jest uniwersalny. Można więc chyba zasadnie zapytać, dlaczego przepis z art. 138 k.w. miał być zrozumiały znaczeniowo, a art. 49 k.w. budzi wątpliwości redakcyjne? Chyba nie dlatego, że art. 138 k.w. miałby służyć przymuszaniu osób zajmujących się zawodowo świadczeniem usług do realizacji świadczeń sprzecznych z uniwersalnymi wartościami, a art. 49 k.w. miałby otwierać drogę do nieskrępowanego lżenia z symboli narodowych w myśl nadawaniu znaczenia wolności słowa w sposób niczym nieskrępowany? Pytanie to oczywiście pozostanie bez odpowiedzi, gdyż w obu przypadkach zapadły orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Art. 49 k.w. pozostał w kształcie niezmienionym, zaś art. 138 k.w. został okrojony z rodzącej problemy interpretacyjne treści. W obu przypadkach brak jest zaś interwencji ustawodawcy, który mógłby się zdecydować na jakąś reakcję, być może na doprecyzowanie znamion obu tych czynów i ograniczenie ich do zachowań odznaczających się należytą powagą.

Interpretacje i uzasadnienia

Wróćmy jednak do sprawy Jana K. Rozstrzygnięcia sądów powszechnych zapadłe w tej sprawie są dobrym przykładem aplikacji formalistycznego modelu stosowania prawa. Z pewnością motywy jego zachowania były dyskusyjne (czego w końcu dowodzi rozbieżność ocen także sądów orzekających w tej sprawie, włączając w to SN), a i niepodzielane powszechnie przez Polaków, którzy co do zasady „nie są otwarci na przyjmowanie uchodźców z państw objętych konfliktami zbrojnymi, choć skłonność do udzielenia im chociaż czasowego schronienia zależy od tego, z jakiego kraju pochodzą. Czesi są jeszcze bardziej krytyczni niż Polacy w kwestii przyjmowania migrantów” (teza nr 1 z raportu CBOS ws. stosunku Polaków i Czechów do przyjmowania uchodźców – nr 87/2018, ISSN 2353-5822).
Istotą sprawy jest natomiast to, czy popełniony przez tego obwinionego czyn powinien zostać uznany za wykroczenie w rozumieniu art. 49 par. 2 k.w. w zw. z par. 1 tego przepisu? Art. 49 par. 2 k.w. do par. 1 wprawdzie nie odsyła, ale stanowiąc normę blankietową, nie powinien być interpretowany z pominięciem par. 1 (mając na względzie racje systemowe), tak jak uwzględnia się rozdział kodeksu, w którym przepis został ustanowiony, określający dobro prawne chronione czynami wskazanymi w danym rozdziale (w tym przypadku porządek i spokój publiczny).
SN skupił się w swych rozważaniach na kwestii społecznej szkodliwości czynu i stwierdził, że przedmiotem ochrony art. 49 par. 2 k.w. jest „cześć i szacunek dla symboli narodowych, w tym również symbolu w postaci hymnu państwowego, chronionego przed bezprawną deformacją” (s. 5 uzasadnienia wyroku SN). Wypada dodać, że zachowanie Jana K. polegało na nieznacznej modyfikacji hymnu, zaś – co chyba najistotniejsze – jego odtworzenie nie wiązało się z lekceważeniem jego treści, narodu polskiego czy konstytucyjnych organów państwa. Kwestie te nie należą do znamion z art. 49 par. 2 k.w., ale demonstracyjnie lekceważąca postawa z pewnością ułatwia ocenę, czy dana przeróbka hymnu podlegać powinna ukaraniu z art. 49 par. 2 k.w., czy też nie.
Kluczowe wydaje się to, że przypadek Jana K. można było ocenić przy zachowaniu jedynie prawniczych rozumowań, bez potrzeby wikłania się w ideologiczne spory czy aksjologiczne oceny. Szczególnie że kwestia przyjmowania uchodźców jest społecznie różnie oceniana, a sądy w takich przypadkach powinny prezentować raczej powściągliwą postawę aksjologiczną. Zbyteczne więc wydaje się zaprezentowanie przez SN w uzasadnieniu oceny, że cel, którym kierował się Jan K., był wzniosły. Przynajmniej dyskusyjne jest zaś wywodzenie z tego, czy jego zachowanie odpowiada wymogom społecznej szkodliwości, czy też nie. Wielu sprawców czynów karalnych kieruje się wzniosłymi w ich mniemaniu celami, niekiedy ich ocenę podziela też jakaś grupa społeczna, ale nie oznacza to, że dane zachowanie wolne jest wówczas od kary. Z pewnością jednak słuszne są uwagi SN, że to właśnie sposób wykonania przeróbki przez Jana K. pozwalał ustalić, czy osoba ta popełniła wykroczenie z art. 49 par. 2 k.w. Właściwa argumentacja jest tutaj kluczowa, by sprawy tej nie rozumieć w ten sposób, że otwiera ona niczym nieskrępowaną możliwość znieważenia symboli narodowych.
Tak więc organom ścigania można doradzić pewną wstrzemięźliwość w ocenie tego typu zachowań, a wszystkim innym stronom sporu poszukiwanie racji odpowiednich rozumowaniom właściwym wykładni prawa, a mniej ideologicznym ocenom. Z pewnością jednak morał z tej sprawy jest taki, że nie warto oskarżać „o wszystko”.

Według RPO

Art. 73 Konstytucji gwarantuje wolność ekspresji artystycznej, a jej art. 54 ust. 1 zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji. Zgodnie z orzecznictwem ETPC swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do informacji czy poglądów, które są odbierane przychylnie przez wszystkich, czy też uważane za neutralne przez każdego. Odnosi się także do ekspresji, która może oburzać, razić czy niepokoić część społeczeństwa. (...)Działanie obwinionego, w formie politycznego i artystycznego wystąpienia, dotyczyło kwestii ważnych dla społeczeństwa (nieprzyjęcia uchodźców przez Polskę), nie wiązało się z przemocą i nie miało na celu obrażenia kogokolwiek.

Wartości, jakimi są cześć i szacunek dla hymnu państwowego, powinny pozostawać w równowadze z koniecznością ochrony prawa do swobody wypowiedzi i prawa do wolności artystycznej. Swoboda ta jest jednym z podstawowych fundamentów demokratycznego społeczeństwa. Ewentualne jej ograniczenia mogą być ustanawiane i wprowadzane tylko i wyłącznie, gdy są konieczne w demokratycznym społeczeństwie.

W kwestiach mających publiczne znaczenie przyjmuje się znacznie szersze granice wolności słowa. Debata w tym zakresie powinna się toczyć w możliwie nieskrępowany sposób, a wszelka ingerencja wymaga szczególnie mocnego uzasadnienia i możliwa jest tylko wyjątkowo. Art. 10 EKPC chroni nie tylko treść idei czy informacji, ale również formę, w jakiej są przekazywane. ETPC wskazywał, że forma ma tak duże znaczenie, że jej ograniczenie może wpłynąć na treść poglądów i wiadomości.

Swoboda wyboru sposobu i formy zabrania głosu w debacie publicznej (użycie melodii i struktury hymnu państwowego) także jest chronionym elementem wolności słowa. Dlatego sprawy dotyczące odwoływania się do symboli narodowych w ramach korzystania z wolności słowa podlegają bardzo ścisłej kontroli ETPC, który nie pozostawia organom krajowym szerokiego pola na ingerencję. ETPC podkreślał, że nawet sama grzywna za wykroczenie może mieć niepożądany „efekt mrożący” dla wolności słowa. Stosowanie zaś instrumentów karnych powinno ograniczać się tylko do najpoważniejszych nadużyć wolności słowa, jak np. nawoływanie do przemocy lub nienawiści.

W wyroku dotyczącym użycia symbolu „Polski Walczącej” Sąd Okręgowy w Warszawie 22 lutego 2018 r. wskazał, że: „nie znajduje prawnego uzasadnienia dla postawionej w apelacji tezy, że niedopuszczalne jest, aby symbole Narodu Polskiego były przerabiane w jakikolwiek sposób. Prawo pozwala na przerabianie symboli narodowych, o ile nie prowadzi to do ich znieważenia”.

Z zaliczonej przez sąd do materiału dowodowego opinii o twórczości obwinionego wynika, że zmiany, jakie wprowadził on do hymnu, są stosunkowo niewielkie i nieagresywne. (...)Celem działania obwinionego nie była kpina z samego tekstu hymnu, ale napiętnowanie istniejącej w Polsce niechęci wobec uchodźców. Jego działanie nie było więc nie tylko społecznie szkodliwe, ale społecznie pożyteczne.

W ocenie Rzecznika nietrafna jest wykładnia Sądu Okręgowego, wskazująca że każde deformowanie słów hymnu jest naruszeniem przepisów ustawy i oznacza wykroczenie. Z jednej strony całkowicie pomija ona konieczność badania społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a z drugiej stanowiłaby nieproporcjonalną ingerencję w swobodę wypowiedzi i wolność artystyczną.