Niespodzianki nie było. Izba Dyscyplinarna odrzuciła zażalenie Sądu Najwyższego na postanowienie zabezpieczające, które nakazuje dopuścić do orzekania Kamila Zaradkiewicza. Uzasadnieniem było przekroczenie terminu na wniesienie zażalenia.

Z procesowego punktu widzenia postępowanie sądu w kwestii doręczenia postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia było bardzo wątpliwe. Zostało przekazane nie Sądowi Najwyższemu, ale I prezesowi SN, i to bez zarządzenia sędziego o dokonaniu doręczenia, a zatem nie było to zgodne z zasadami. Jestem zdania, że była to czynność, która nie mogła rodzić skutków doręczenia. A skoro tak, to termin na złożenie zażalenia nie zaczął biec od momentu przekazania, ale w dniu, w którym prof. Małgorzata Gersdorf się z tym pismem zapoznała. Stało się to dzień po jego złożeniu w sekretariacie.

Faktem jednak jest, że pan Zaradkiewicz jest skuteczny – jutro ma wyjść na salę rozpraw.

To wynika z treści postanowienia o zabezpieczeniu. I niezależnie od różnych zastrzeżeń, jakie można w stosunku do niego formułować, ono istnieje i podlega wykonaniu.

Te zastrzeżenia związane są z merytorycznymi podstawami żądania sformułowanego w pozwie?

W pierwszej kolejności należałoby ustalić, czy w tym przypadku w ogóle dopuszczalna jest droga sądowa. Tymczasem w treści uzasadnienia postanowienia o zabezpieczeniu nie ma o tym problemie mowy. Poza tym nie ma w istocie wskazania, że istnieje interes prawny w udzieleniu tego zabezpieczenia. Co więcej, nie są podane właściwe przepisy, które miałyby stanowić podstawę uznania żądania pozwu za uprawdopodobnione. A przecież, jeżeli sąd udziela zabezpieczenia, to tym samym stwierdza, że roszczenie powoda jest wiarygodne, gdyż ma podstawę prawną do jego udzielenia. Jednak choć wiele wskazuje no to, że jest to orzeczenie wadliwe, dopóki ta wadliwość nie zostanie w odpowiednim postępowaniu stwierdzona, postanowienie ma charakter wiążący.

Kto miałby taką wadliwość stwierdzić?

Pamiętajmy, że nadal nie jest rozstrzygnięta w sposób prawomocny kwestia wyłączenia sędziów orzekających w ID. Na postanowienie o oddaleniu wniosku o ich wyłączenie zostało złożone zażalenie, które czeka na rozpoznanie. Nie jest więc jeszcze przesądzone, czy ci trzej sędziowie ID, którzy rozpoznali zażalenie na postanowienie o zabezpieczeniu, ostatecznie nie zostaną wyłączeni od orzekania w sprawie pana Zaradkiewicza.

I co w takiej sytuacji?

Wówczas trzeba będzie znieść całe postępowanie, łącznie z postanowieniem odrzucającym zażalenie na postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia. Wynika to z przepisów kodeksu postępowania cywilnego.

Jaki więc sens miało rozpoznawanie zażalenia bez uprzedniego ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii dopuszczalności orzekania w tej sprawie sędziów ID?

No właśnie z punktu widzenia ekonomii procesowej wydaje się to być nieracjonalne i niecelowe, choć oczywiście z formalnego punktu widzenia było możliwe. Znowelizowane przepisy przewidują bowiem, że wniosek o wyłączenie sędziego nie wstrzymuje czynności sądu z wyjątkiem podejmowania rozstrzygnięć kończących postępowanie.

A jak pan ocenia samo orzeczenie oddalające wniosek o wyłączenie wszystkich sędziów orzekających w tej izbie?

Tutaj także istnieją poważne zastrzeżenia proceduralne. Sprawa pana Zaradkiewicza została potraktowana jako sprawa z zakresu prawa pracy. Świadczy o tym nadana jej sygnatura. Skoro tak, to do rozpoznania wniosku zastosowanie powinna mieć procedura cywilna. A przepisy k.p.c. stanowią wyraźnie, że wniosek ma być rozpatrywany przez skład trzech sędziów zawodowych. Tymczasem postanowienie o oddaleniu wniosku zapadło jednoosobowo. Przepisy wymagają również, aby sędziowie, których wniosek dotyczy, złożyli wymagane przez ustawę wyjaśnienia. W świetle uzasadnienia jest wątpliwe, czy takie oświadczenia ci sędziowie złożyli.

W treści uzasadnienia postanowienia, o którym jest mowa, padają mocne stwierdzenia – że uzasadnienie wniosku „podważa podstawy ustrojowe Rzeczypospolitej Polskiej oraz obowiązujące ustawy”. I że tylko ID może sprawę pana Zaradkiewicza rozpoznać, bo tylko sędziowie orzekający w tej izbie są niezależni od I prezesa SN.

Są to rzeczywiście poglądy dość radykalne. Absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że tylko ID gwarantuje niezawisłość w orzekaniu w tej sprawie. Wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego wielokrotnie wykazywali, że są niezawiśli. ID akurat jeszcze nie miała okazji, by to udowodnić. A twierdzenie, że złożenie wniosku o wyłączenie sędziów jest swego rodzaju nadużyciem prawa, absolutnie nie znajduje uzasadnienia. Każdy, kto jest stroną w postępowaniu, może wyrazić swoją wątpliwość co do tego, czy sąd rozpoznający jego sprawę jest bezstronny. I ma prawo przedstawić argumenty, które w jego ocenie świadczą o tym, że istnieje podstawa do wyłączenia sędziego. I tutaj można się zastanawiać tylko nad jednym: czy taki wniosek jest uzasadniony merytorycznie, czy też nie. Natomiast kwestionowanie w ogóle możliwości złożenia takiego wniosku przy użyciu mocno wątpliwej argumentacji stawia po prostu w złym świetle sędziów z innych izb niż ID. A to jest nie do zaakceptowania.

Przy okazji stawia w złym świetle samą I prezes SN, zarzucając jej, że wpływa na sędziów.

To prawda. Ja nie chcę tutaj używać równie mocnych słów, ale jest to co najmniej przesada. Jednocześnie uzasadnienie tego postanowienia niestety nie koncentruje się na tym, na czym powinno, czyli na ocenie tego, czy były ustawowe przesłanki do wyłączenia tych sędziów. Niewiele na ten temat znajdziemy. Natomiast powoływanie argumentów „ustrojowych” moim zdaniem ma w tym przypadku drugorzędne znaczenie. Przepisy wyraźnie mówią o tym, jaka jest podstawa wyłączenia sędziego, i sąd powinien zbadać, czy taka podstawa rzeczywiście istniała. A w istocie tego nie zrobił. Podkreślę również, że wniosek został przez sąd oddalony, a nie odrzucony jako niedopuszczalny. A przecież te przytoczone przez panią fragmenty uzasadnienia byłyby bardziej adekwatne, gdyby sąd uznał, że taki wniosek w ogóle nie mógł być złożony.

Postanowienie o oddaleniu wniosku zostało wydane przez sędziego, który zaledwie kilka dni wcześniej został przeniesiony z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych do ID. To budzi pana niepokój?

Trudno mi się jest w tej kwestii wypowiadać, gdyż nie znam wszystkich okoliczności. Taka decyzja została podjęta i ona jest dopuszczalna w świetle przepisów. Z tego co mi wiadomo, p.o. prezesa ID przedstawił argumentację, z której wynikało, że takie przeniesienie jest potrzebne. ID nie ma bowiem pełnej obsady. Tak więc wniosek o przeniesienie był uzasadniany potrzebami organizacji pracy w tej izbie.

Zażalenie na postanowienie o oddaleniu wniosku o wyłączenie sędziów ID będzie musiało zostać rozpatrzone w składzie trzech sędziów zawodowych. Jednak w ID obecnie jest tylko jeden sędzia, który nie jest tym wnioskiem objęty. Czy w związku z tym spodziewa się pan kolejnych transferów sędziów z IKNiSP do ID?

Nie. W sytuacjach, gdy w danej izbie nie ma wystarczającej liczby sędziów, którzy mogliby rozpoznać wiosek o wyłączenie, zawsze był on przekazywany do innej izby SN. I w tym konkretnym przypadku takie rozwiązanie również powinno znaleźć zastosowanie.

Czy ubiegłotygodniowe rozstrzygnięcie ma jakiekolwiek znaczenie dla pozostałych sędziów SN, którzy znajdują się w takiej samej sytuacji jak pan Zaradkiewicz?

Osoby te są już wyznaczone do składów orzekających pod koniec marca. Tak więc z merytorycznego punktu widzenia cała ta sprawa wydaje mi się mocno wątpliwa. Pan Zaradkiewicz został powołany w październiku, a pozew przeciwko SN złożył już w listopadzie. Tymczasem w uzasadnieniu pozwu sam podnosi, że procedura związana z wyznaczaniem składów przez prezesa izby trwa co najmniej dwa miesiące. Wydaje się więc, że obawy, jakie najwidoczniej stały za podjęciem przez pana Zaradkiewicza decyzji o skierowaniu pozwu przeciwko SN, były nieuzasadnione.

Były podyktowane podjętą przez pana decyzją o czasowym niedopuszczaniu do orzekania nowo powołanych sędziów SN.

Ja udzielałem nowo powołanym sędziom wyjaśnień w tej kwestii. Przekazałem im, że decyzje co do wyznaczenia ich do składów podejmę dopiero po tym, jak zapoznam się z uzasadnieniem postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zadał Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytania prejudycjalne. Ponadto uznałem, podobnie zresztą jak Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej, że z uwagi na pytania prejudycjalne, które wyszły wcześniej z SN i dotyczyły także problemu Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest celowe wyznaczanie posiedzeń z udziałem tych sędziów przed 19 marca, bo na ten dzień została wyznaczona rozprawa w TSUE. Należy zakładać, że orzeczenie TSUE będzie miało duże znaczenie dla oceny statusu tych sędziów. Oczywiście, dziś trudno przewidzieć, co trybunał zrobi, jednak trzeba brać pod uwagę i taką możliwość, że stwierdzi, że procedura powoływania sędziów była wadliwa.

A co w sytuacji, gdy TSUE nie podzieli obaw podnoszonych przez SN i NSA?

Tak jak mówiłem, sędziowie ci zostali już wyznaczeni do składów orzekających, tyle że już po terminie rozprawy przed TSUE. Zostały im także wyznaczone do referatu sprawy w większej liczbie. Jeżeli się okaże, że nie będzie przeszkód, żeby te osoby mogły orzekać, to stosunkowo szybko będzie można wyznaczyć kolejne posiedzenia, bo sprawy powinny być już przygotowane.

Co się wydarzy 31 stycznia? Dojdzie do wydania wyroku w składzie z Kamilem Zaradkiewiczem?

Decyzja zostanie podjęta po przeprowadzaniu posiedzenia czy też w jego trakcie. Wszystko jest możliwe, to kwestia otwarta.

Kamil Zaradkiewicz, już po wydaniu tego spornego postanowienia zabezpieczającego nakazującego dopuszczenie go do orzekania, złożył pismo, w którym domagał się dopuszczenia go do orzekania w ciągu trzech dni. Groził, że jeśli do tego nie dojdzie, złoży wniosek o ukaranie prezesa grzywną. Jak pan ocenia takie działanie?

W kategoriach elegancji uważam, że to nie było najlepsze rozwiązanie. Jeżeli chodzi zaś o skutek tego pisma, to jest on absolutnie zerowy. A to dlatego, że wyznaczanie tych składów orzekających nie przebiega tak, jak widzi to pan Zaradkiewicz. To jest kwestia stałych zasad, jakie rządzą wyznaczaniem spraw. To leży w gestii przewodniczącego wydziału, a w pierwszej kolejności także prezesa izby. W przypadku pana Zaradkiewicza po prostu nie było potrzeby wyznaczenia posiedzenia z jego udziałem wcześniej, niż to zostało zrobione, czyli na dwa tygodnie przed posiedzeniem, skoro dużo wcześniej miał możliwość zapoznania się z przydzielonymi mu sprawami. Jego żądanie o dopuszczeniu do orzekania w ciągu trzech dni nie miało także żadnej podstawy. Natomiast z punktu widzenia relacji wewnątrz SN nie uważam, że było to coś, co można by ocenić pozytywnie. 

Żądanie dopuszczenia do orzekania w ciągu trzech dni nie miało podstawy. W kategoriach elegancji także nie było to najlepsze rozwiązanie