Normy gwarantujące sędziom niezawisłość i nieusuwalność oraz przepisy mówiące o nawiązaniu stosunku pracy to podstawy, na których Kamil Zaradkiewicz oparł żądanie nakazania dopuszczenia do orzekania
O tym, że prawnik ów pozwał Sąd Najwyższy (SN), napisaliśmy jako pierwsi 9 stycznia br. Teraz udało nam się zapoznać z aktami sprawy i poznać argumentację prawną zarówno powoda, jak i pozwanego. SN bowiem, jak pisaliśmy, odwołał się od postanowienia zabezpieczającego nakazującego dopuścić Zaradkiewicza do orzekania do czasu merytorycznego zakończenia sprawy.
Zabezpieczenie roszczenia niepieniężnego / DGP
Reklama

Zadanie dla TK

Kamil Zaradkiewicz uważa, że zarządzenie o niedopuszczaniu go do orzekania narusza nie tylko jego prawa jako pracownika SN, ale również konstytucyjne normy dotyczące sędziowskiej nieusuwalności i niezawisłości. Dlatego w pozwie zwrócił się do Izby Dyscyplinarnej SN, aby wystąpiła z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Miałoby ono dotyczyć przepisów ustawy o SN (Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.) oraz regulaminu SN (Dz.U. z 2018 r. poz. 660).

Reklama
Zaradkiewicz zastanawia się, czy regulacje przyznające prezesowi SN kompetencję do uznaniowego decydowania o przyznawaniu spraw i wyznaczaniu terminów posiedzeń składów orzekających SN „z pominięciem sędziego w składach orzekających” nie naruszają konstytucyjnego prawa do sądu. A to z uwagi na brak, jego zdaniem, przejrzystych kryteriów postępowania przy wyznaczaniu składów.
Na razie skład orzekający nie zdecydował się iść tym tropem i nie skierował pytań do TK. Nie jest to oczywiście wykluczone na dalszym etapie, zwłaszcza że powód posługuje się argumentacją opartą na przepisach ustawy zasadniczej. W uzasadnieniu pozwu tłumaczy na przykład, dlaczego nie można twierdzić, że powołanie go na urząd sędziego SN nie powinno mieć miejsca z tej przyczyny, że wcześniej Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie, którego celem było wstrzymanie procedur konkursowych.
Zaradkiewicz uważa tego typu ruchy za próby podważania konstytucyjnych prerogatyw prezydenta w zakresie powoływania sędziów, a także przejaw naruszenia zasady nieusuwalności sędziego. „Normy te współtworzą spójny i kompletny mechanizm gwarancji niezawisłości sędziowskiej i nieusuwalności sędziego. Także z tego powodu prawodawstwo nie pozwala i nie przewiduje mechanizmów «weryfikacji» powołań sędziowskich” – czytamy w treści uzasadnienia.
Dalej Zaradkiewicz przechodzi na grunt prawa pracy. Przywołuje m.in. art. 22 par. 1 kodeksu pracy, zgodnie z którym pracodawca, nawiązując stosunek pracy z pracownikiem, zobowiązuje się do zatrudnienia go za wynagrodzeniem. Jego zdaniem funkcje orzecznicze nie są wyłącznie publicznymi zadaniami sędziego jako funkcjonariusza publicznego, ale także kompetencjami wynikającymi ze stosunku pracowniczego. „Dopuszczenie do wykonywania funkcji orzeczniczych stanowi uprawnienie analogiczne do niekwestionowanego w piśmiennictwie i orzecznictwie uprawnienia pracownika dopuszczenia do wykonywania pracy” – twierdzi powód.

Argumenty SN

Z jego argumentacją nie zgadza się SN, który uważa, że sprawa nie powinna być w ogóle rozpoznawana. Powód domaga się bowiem dopuszczenia do wykonywania czynności orzeczniczych, co oznacza, że żąda dopuszczenia do wykonywania mandatu służbowego. Tymczasem mandat sędziego ma charakter publicznoprawny i nie podlega kognicji sądów cywilnych. Zdaniem SN wyznaczanie do składów orzekających nie może więc być uznane za prawo podmiotowe sędziego, podlegające ochronie w ramach procesu cywilnego.
Argumenty te zostają przytoczone w uzasadnieniu zażalenia, jakie SN złożył na postanowienie zabezpieczające (zgodnie z nim Zaradkiewicz ma być dopuszczony do orzekania). Zarzuca w nim sądowi naruszenie wielu przepisów kodeksu postępowania cywilnego, przede wszystkim tych o instytucji zabezpieczenia.
SN podnosi m.in., że zabezpieczenie zostało udzielone, choć roszczenie dochodzone pozwem nie znajduje żadnej podstawy prawnej. Ponadto zabezpieczenie prowadzi de facto do zaspokojenia roszczenia, co jest niezgodne z charakterem tej instytucji.
SN zauważa, że w uzasadnieniu zaskarżonego postanowienia nie podjęto rozważań na temat charakteru roszczenia, którego dochodzi Zaradkiewicz. Mimo to SN podkreśla, że jego podstawy nie może stanowić art. 22 par. 1 k.p. „Przepis ten nakłada na pracodawcę obowiązek faktycznego umożliwienia wykonywania pracy, czyli dopuszczenia do pracy, niemniej jednak chodzi tu ogólnie o wykonywanie pracy, a nie wykonywanie poszczególnych obowiązków składających się na rodzaj umówionej pracy” – zauważa SN. Tłumaczy, że tak jak w stosunku pracy urzędnika nie można skonstruować roszczenia o nakazanie umożliwienia mu wydawania decyzji administracyjnych, w sytuacji gdy przydzielono mu inne czynności, tak i w stosunku służbowym sędziego nie można domagać się dopuszczenia do wykonywania czynności orzeczniczych. „Jest to bowiem tylko jedno z uprawnień składających się na konglomerat uprawnień sędziego” – kwituje SN.

Warto spytać TSUE

Razem z zażaleniem złożono wniosek o skierowanie kolejnych pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. SN chce, by skład orzekający zapytał TSUE, czy niezależnym w rozumieniu prawa UE sądem może być utworzona od podstaw izba sądu ostatniej instancji państwa członkowskiego (chodzi o Izbę Dyscyplinarną i Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych), w której orzekają sędziowie wybrani przez Krajową Radę Sądownictwa niedającą (z racji sposobu powoływania i działania) rękojmi niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej.
SN odnosi się do zawartej w uzasadnieniu zaskarżonego postanowienia tezy, jakoby niedopuszczanie Kamila Zaradkiewicza do orzekania narażało go na infamię. „W społecznym odbiorze taki zabieg może być bowiem odczytywany jako wyraz negatywnej oceny przydatności danej osoby do służby sędziowskiej i to bynajmniej nie z uwagi na inne kwestie, niż wyłącznie warunki i właściwości osobiste powołanego” – czytamy. SN odbija piłeczkę, stwierdzając, że rzekoma infamia wynika raczej z okoliczności towarzyszących procesowi opiniowania kandydatów do SN niż z działań SN i jego organów.