Wczoraj Sejm w ekspresowym trybie uchwalił ustawę o Sądzie Najwyższym, która wdraża środki tymczasowe zarządzone przez Trybunał Sprawiedliwości UE na wniosek Komisji Europejskiej. – Nasz rząd, środowisko dobrej zmiany, konsekwentnie podkreślało, że jesteśmy w UE, szanujemy jej reguły i zasady – mówił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

W skardze do TSUE Bruksela kwestionowała odesłanie w stan spoczynku sędziów, którzy ukończyli 65 lat, w tym I prezes SN Małgorzaty Gersdorf (na zdjęciu), i domagała się przywrócenia ich na pełnione funkcje. Takie samo żądanie znalazło się w środkach tymczasowych zarządzonych przez TSUE. Ustawa zaproponowana przez posłów PiS spełnia te oczekiwania. – To kompromisowy gest wobec KE. Jednocześnie udowadniamy, że nie można stosować bezpośrednio decyzji TSUE i potrzebna jest zmiana prawa. Komisja ma teraz szansę, by wycofać zarzuty – usłyszeliśmy w PiS.

Jak wynika z naszych informacji, KE nie wyklucza, że jeśli kwestionowane w skardze punkty zostaną usunięte, to faktycznie może ją wycofać. Dlatego dokładnie się przygląda zarówno projektowi, jak i temu, jak jest on procedowany. Chce także wiedzieć, jak ocenia ustawę sam Sąd Najwyższy.

Na pewno nie ma natomiast mowy o zamknięciu postępowania w Radzie i rezygnacji Komisji z wykorzystania art. 7 (choć w tej sprawie od dawna panuje pat i KE przestała się spieszyć z procedowaniem).

Uchwalone wczoraj zmiany w ustawie o SN dotyczą statusu sędziów. Nie przewidziano natomiast korekty kwietniowych przepisów dotyczących choćby powołania dwóch nowych izb: Dyscyplinarnej i Kontroli Nadzwyczajnej. Pierwszej chciał Ziobro, drugiej – prezydent. Ostały się też dwa inne pomysły Andrzeja Dudy: ławnicy w SN i skarga nadzwyczajna.

Dziś rząd będzie miał okazję poruszyć temat wycofania skargi z TSUE, ponieważ do Polski przyjechał wiceszef KE Valdis Dombrovskis. Zmiany w Sądzie Najwyższym mogą być jednym z tematów jego rozmowy z premierem Mateuszem Morawieckim.

Zaproponowana wczoraj ustawa hamuje uzyskanie przez nowo powołanych sędziów większości w Zgromadzeniu Ogólnym SN

Prawu i Sprawiedliwości nie uda się opanować Sądu Najwyższego w takim stopniu i w tak krótkim czasie, jak by sobie tego życzyło. Po wejściu w życie zmian w ustawie o SN, nad którymi wczoraj pracował Sejm, wszystkie 110 stanowisk sędziowskich zostanie obsadzonych (obecnie w SN, według PiS, prawo do orzekania ma 88 sędziów, a projekt przywraca 22). Jedynie 37 spośród 110 sędziów stanowią ci powołani przez prezydenta Andrzeja Dudę po wcześniejszym konkursie przeprowadzonym przez obecną, wybraną przez polityków PiS, Krajową Radę Sądownictwa. A to oznacza, że starzy sędziowie będą mieli w najbliższym czasie w SN przytłaczającą większość 73:37. – Liczymy, że nie wszyscy wrócą, zapewne w sądzie znajdzie się znowu ok. 15 sędziów – mówi polityk PiS.

Zresztą to, w jaki sposób rozłożą się siły między starymi a nowymi sędziami, będzie miało istotne znaczenie dopiero wówczas, gdy zwolni się stanowisko I prezesa SN, co stanie się najwcześniej z momentem ukończenia kadencji Małgorzaty Gersdorf, a więc w 2020 r. Wówczas, zgodnie z naszymi wyliczeniami, stary skład sędziowski zmniejszy się o 10 osób, które do tego czasu osiągną wiek przejścia w stan spoczynku. Nadal jednak będą oni mieli zdecydowaną przewagę w Zgromadzeniu Ogólnym wybierającym kandydatów na I prezesa SN. Z drugiej jednak strony ustawa przewiduje, że zgromadzenie ma przedstawić aż pięciu pretendentów, więc jest niemal pewne, że wśród nich i tak znajdzie się osoba wskazana przez nowo powołanych sędziów.

Najważniejsze zapisy uchwalonej wczoraj ustawy o SN przewidują, że sędziowie SN przeniesieni w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia powracają do pełnienia urzędu z mocy prawa i w dniu wejścia w życie noweli, a ich służbę uważa się za nieprzerwaną. Projektodawcy pozostawiają jednak wybór: jeżeli sędzia nie chce wracać do służby, może złożyć odpowiednie oświadczenie prezydentowi za pośrednictwem Krajowej Rady Sądownictwa. Ma ono charakter jedynie informacyjny. Ani prezydent, ani KRS nie będą mogli się na to nie zgodzić.

Nie oznacza to jednak, że PiS ostatecznie wycofuje się z pomysłu zrównania wieku przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku z powszechnym wiekiem emerytalnym. Projekt przewiduje bowiem, że ci sędziowie SN, którzy obejmą stanowisko po wejściu w życie zmian, będą musieli się z nim pożegnać w wieku 65 lat. Co istotne, nie będzie już ścieżki, która pozwalałaby się ubiegać o przedłużenie tego okresu. Do tej pory mogli się o to starać u prezydenta.

– Pod względem konstytucyjnym jest to rozwiązanie właściwe, gdyż nie będzie już takiej sytuacji, że los sędziego SN będzie zależał od decyzji przedstawiciela władzy wykonawczej. Z drugiej strony nie widzę racjonalnych argumentów, aby tak szybko odsyłać w stan spoczynku sędziów, którzy jeszcze przez kilka lat mogliby z powodzeniem orzekać – komentuje Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN. Kolejny przepis mówi, że kadencje Gersdorf na stanowisku I prezesa oraz Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego, odpowiednio na stanowisku prezesa SN kierującego Izbą Karną oraz prezesa stojącego na czele Izby Pracy, są uważane za nieprzerwane.

– Jest to pewien krok do przodu. I choć do powrotu sędziów SN do orzekania ustawa nie była konieczna, to jednak – o ile zacznie obowiązywać w takim kształcie – wyeliminuje ona najpoważniejsze wątpliwości, na które zwracał uwagę m.in. TSUE – przekonuje Laskowski. Nieco inaczej działania polityków ocenia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – W sumie ta ustawa nic nie zmieni. Takie skutki, jak powrót do orzekania przez sędziów, którzy ukończyli 65. rok życia, wywołało już bowiem postanowienie zabezpieczające wydane przez TSUE – twierdzi.

Markiewicz zwraca przy tym uwagę na pewne projektowane zapisy, które mają niewiele wspólnego z wykonywaniem postanowienia TSUE, a których celem może być chęć zatwierdzenia przez PiS pozostałych jego zdaniem wątpliwych konstytucyjnie zmian w SN. Chodzi m.in. o przepis, zgodnie z którym sędziowie kierujący chwilowo Izbą Dyscyplinarną oraz Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w ciągu 30 dni od wejścia noweli w życie mają obowiązek zwołać zgromadzenia, które wyłonią kandydatów na prezesów tych izb, wprowadzonych grudniową ustawą o SN.

Izba Dyscyplinarna od początku była oczkiem w głowie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, a Izba Kontroli Nadzwyczajnej – Andrzeja Dudy. Głowie państwa zależało także, aby ostała się instytucja skargi nadzwyczajnej oraz ławnicy w SN. Wygląda na to, że mimo ustępstw PiS udało się na razie pozostawić w grze te instytucje, na których najbardziej mu zależało. Nie ma o nich mowy w postanowieniu TSUE, a tym samym nie dotyczy ich projekt procedowany wczoraj w Sejmie.

Los Izby Dyscyplinarnej może się jeszcze różnie potoczyć. W TSUE bowiem czekają pytania prejudycjalne skierowane przez sędziów sądów powszechnych dotyczące właśnie ID SN. I choć część prawników uważa, że pytania te są bezpodstawne, TSUE nie zdecydował na razie o ich oddaleniu. Ponadto konkursom do obu nowych izb przygląda się Naczelny Sąd Administracyjny, który być może jeszcze w tym tygodniu zmierzy się z tym problemem i odpowie, czy były one ważne i czy w związku z tym izby te zostały obsadzone w sposób prawidłowy. Co ciekawe, wczorajszy projekt dotyczy również sędziów NSA, którzy na zasadzie odpowiedniego stosowania przepisów ustawy o SN również zostali przeniesieni w stan spoczynku. Postanowienie TSUE niczego w ich sprawie nie nakazywało.