statystyki

To nie koniec eksperymentów w Sądzie Najwyższym

autor: Łukasz Bojarski27.11.2018, 11:00; Aktualizacja: 27.11.2018, 12:15

Nie możemy po prostu wrócić do status quo sprzed zmian wprowadzonych przez PiS. Niekonstytucyjne rozwiązania należy odwrócić, ale poza tym trzeba zaproponować nowe, które uwzględnią słuszną krytykę, uzasadnione postulaty recenzentów wymiaru sprawiedliwości.

Z eszły tydzień obfitował w wydarzenia dotyczące sądownictwa, które warto skomentować w rubryce „Okiem obywatela”. Ich liczba pokazuje, że ciągle żyjemy z dnia na dzień, niedany nam odpoczynek. Do tego nie jesteśmy przez władzę traktowani poważnie i podmiotowo, lecz regularnie zaskakiwani i stawiani wobec faktów dokonanych.

Uchwalono właśnie siódmą już nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, tradycyjnie w trzy godziny. Ale wydarzyło się o wiele więcej. W Brukseli odbyło się ważne wysłuchanie w sprawie praworządności w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny, rozpatrując odwołania od uchwał KRS o przedstawieniu prezydentowi kandydatów na sędziów SN, w kilkunastu odrębnych sprawach i różnych składach orzekających, zadał pytania prejudycjalne do TSUE. Sędziowie apelacji gdańskiej odmówili udziału w opiniowaniu kandydatów w konkursach na stanowiska sędziowskie do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości prawnych dotyczących powołania KRS. Do tego warto wspomnieć o sprawach indywidualnych, kolejnych – tym razem władza zajęła się między innymi sędzią Jarosławem Gwizdakiem. A to sędzia szczególny, zdobywca nagrody Obywatelskiego Sędziego Roku w pierwszej edycji konkursu kilka lat temu. Sami obywatele dołożyli do tego kolejną edycję Tygodnia Konstytucyjnego. Oczywiście ciekawe wątki można mnożyć, ale już tych kilka pokazuje, w jakim tempie żyjemy.

Eksperyment Sąd Najwyższy

To oczywiście eksperymentowania ciąg dalszy, spokoju ten sąd nie zazna. Pewnie nie każdy pamięta, ale dokładnie rok temu na wniosek prezydenta Sejm uchwalił ustawę o czystce w SN. Ile mu to zajęło? Otóż trzy czytania załatwiono w jeden dzień. Pod Senatem zgromadził się tłum, wykrzykiwaliśmy nazwiska poszczególnych senatorów, by się opamiętali. Także w zeszłym tygodniu Sejm uporał się z ustawą w kilka godzin. I jak to już bywa od jakiegoś czasu, oczywiście projekt zaskoczył wszystkich, w tym posłów partii rządzącej. To, jak są oni traktowani i jak sami siebie traktują, jest tematem na osobny artykuł. Przychodzą do Sejmu i dowiadują się, że mają podnieść rękę tyle i tyle razy. Bez gadania, szybko. Często za projektami, których nie znają, nie mówiąc już o rozumieniu. Tak się proceduje sprawy dla państwa najważniejsze, bo ustrojowe (do historii przeszedł senator, który podczas niszczenia Krajowej Rady Sądownictwa wypowiadał się ze swadą o Krajowym Rejestrze Sądowym, wszak skrót taki sam).

O tym, że będzie procedowana kolejna ustawa o Sądzie Najwyższym, posłowie PiS dowiedzieli się, kiedy weszła pod obrady, czyli w zeszłą środę. I nie kryli zaskoczenia. Zwłaszcza że w ustawie chodzi o zjedzenie własnego ogona. Władza wycofuje się z kilku niekonstytucyjnych przepisów dotyczących wyrzucenia prezesa sądu i sędziów SN na bruk, a mówiąc bardziej dyplomatycznie, wprowadzających przyspieszony wiek przejścia w stan spoczynku dla sędziów SN w służbie. Jeśli chodzi o proces legislacyjny, jak widać nic się nie zmieniło, ale już treść tej nowelizacji to jednak duża sprawa, niezależnie od tego, że jest ona kolejnym napisanym na kolanie bublem prawnym (co wykazało już wiele osób, więc nie ma potrzeby powtarzać argumentów).

Obserwuję reakcje na ustawę, komentarze, i prawdę mówiąc, jestem zdziwiony. Przeważa bowiem ton realistyczny: podkreśla się, że ustawa nie była potrzebna, bo przecież sędziowie już do sądu wrócili, że prezesem sądu nie przestała być prof. Gersdorf wiedziały nawet dzieci, a zatem orzeczony przez Trybunał Sprawiedliwości UE środek zabezpieczający – zawieszenie działania ustawy do czasu rozstrzygnięcia pytania prejudycjalnego – został zrealizowany. Zwraca się uwagę na ryzyko związane głównie z tym, że uchwalenie ustawy może ograniczyć kontrolę stanu polskiej praworządności przez TSUE, a przy tej okazji możemy stracić szansę na szersze orzeczenia dotyczące także innych wątków. Snuje się interpretacje polityczne: dlaczego PiS się na taki krok zdecydował, czy w obawie przed niekorzystnym wyrokiem TSUE w czasie kampanii wyborczej do Europarlamentu, czy po to, by schłodzić konflikt z Unią Europejską i odpowiedzieć na oskarżenia o dążenie do polexitu? I zapewne każdy z tych powodów ma znaczenie i jest ważny. Ale dla mnie najważniejsze jest co innego.

Niech strzelają szampany

Uchwalona ustawa ma dla mnie wymiar symboliczny. Jest dowodem na to, że udało się powstrzymać, choćby częściowo, niszczenie przez rząd państwa prawa. I jest to wielki sukces społeczeństwa obywatelskiego i sędziów, ale i dowód dla organów Unii, że presja ma znaczenie.


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze FB:

Komentarze (4)

  • abc(2018-11-28 10:12) Zgłoś naruszenie 144

    Droga Gazeto Prawna, dlaczego orzeł na zdjęciu pozbawiony jest korony? Wypadałoby wiedzieć jak wygląda godło własnego kraju...

    Odpowiedz
  • Wnerw(2018-11-30 22:51) Zgłoś naruszenie 53

    Jak tak dalej pójdzie to od kolejnej nowelizacji orzełki w sądach stracą pazury albo wyrośnie mu druga głowa. Moim zdaniem jest to trafna metafora dzisiejszego stanu prawożądności.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane