Od postanowienia rozstrzygającego co do istoty postępowania o wpis w księdze wieczystej wydanego przez asesora sądowego bez wotum przysługuje apelacja, a nie skarga na orzeczenie referendarza. Stwierdził tak Sąd Najwyższy w kilku uchwałach podjętych w ostatni piątek. Jakkolwiek bowiem asesor nie jest sędzią, to – zdaniem SN – bliżej mu do niego niż do referendarza.

Wiele spraw, które zawisły przed Sądem Najwyższym, to pokłosie nieuwagi ustawodawcy. Instytucja asesora ma w Polsce długą historię, ale kilka lat temu wskutek zastrzeżeń konstytucyjnych została zniesiona. Powróciła 1 stycznia 2016 r. na mocy nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2015 r. poz. 1224).

– Ustawodawca odniósł się w przepisach ustrojowych do instytucji asesora. Zapomniano jednak o przepisach proceduralnych – wskazała przewodnicząca składu sędziowskiego Marta Romańska.

Reklama

W związku z tym powstał galimatias, bo nikt nie wiedział, jak traktować czynności dokonywane przez asesorów. Przede wszystkim tych bez wotum, czyli takich, którzy nie uzyskali jeszcze prawa do pełnienia obowiązków sędziego. Procedura bowiem wyglądała tak, że asesor został powołany przez ministra sprawiedliwości, ale nie było pewności, że decyzji tej nie sprzeciwi się Krajowa Rada Sądownictwa (KRS).

Zdaniem części prawników taki asesor bez wotum przypomina referendarza, a zatem na niekorzystne decyzje procesowe należało wnosić skargę na orzeczenie referendarza. Inni z kolei przekonywali, że asesor to bardziej sędzia – a zatem właściwym środkiem odwoławczym jest apelacja.

Reklama

Z punktu widzenia obywateli lepszym rozwiązaniem jest to drugie podejście, bo na wniesienie apelacji jest 14 dni, a na skargę na orzeczenie referendarza zaledwie tydzień. Przede wszystkim jednak proceduralny galimatias wydłużał sprawy. Jedna z obywatelek przed Sądem Najwyższym rozpłakała się i tłumaczyła, że z powodu sądowych przepychanek na proste orzeczenie w sprawie wpisu w księdze wieczystej czeka już ponad rok.

Sąd Najwyższy uznał, że od postanowienia rozstrzygającego sprawę co do istoty wydanego przez asesora bez wotum właściwym środkiem jest apelacja. Tym samym uchronił wiele osób, których postępowania są w toku, przed ich odrzuceniem z powodu przekroczenia terminu na odwołanie się (gdyby uznać, że właściwa jest skarga na orzeczenie referendarza, większość zostałaby uznana za wniesione po terminie).

– Asesor nie jest ani sędzią, ani referendarzem. Choć ustawodawca zapomniał o stworzeniu przepisów proceduralnych dotyczących wykonywanych przez niego czynności, SN za właściwe uznał wskazanie, że od jego orzeczenia właściwym środkiem odwoławczym jest apelacja – wskazała sędzia Marta Romańska.

Podkreśliła, że w świetle przepisów, a w zasadzie ich braku, możliwa do zastosowania byłaby również koncepcja, że od orzeczenia referendarza nie przysługuje żaden środek odwoławczy lub zaskarżenia.

– Tyle że taka koncepcja byłaby nie do pogodzenia z wartościami konstytucyjnymi – wskazała przewodnicząca składu, zaznaczając przy tym, że dobrze byłoby, gdyby ustawodawca przykładał większą uwagę do tworzonego przez siebie prawa.

ORZECZNICTWO

Uchwały Sądu Najwyższego z 7 września 2018 r., sygn. akt III CZP 26/18, III CZP 34/18, III CZP 40/18, III CZP 43/18, III CZP 47/18, III CZP 47/18, III CZP 57/18, III CZP 58/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia