Dziennie czytam około 60 artykułów prasowych. Tygodniowo – jedną, czasem dwie książki. Do tego oglądam co najmniej jeden program informacyjny w telewizji. Myślę, że przeciętny czytelnik DGP ma podobne, a być może nawet lepsze statystyki.
Dużo się dowiaduję i szybko zapominam. Dlatego gdy przypominam sobie, że reprywatyzacyjne przekręty miały miejsce pięć lat temu, a niektóre i dekadę temu, traktuję je jak historię. Teraz na czasie jest rozliczanie afery, a nie szukanie jej kolejnych ogniw. Ponadto, przecież skoro wszyscy już wiemy, jak wyglądał mechanizm, nikt by go nie powtórzył. Prawda?
Otóż nieprawda. Z pełnym przekonaniem ośmielę się stwierdzić, że mamy do czynienia z kolejnym etapem afery reprywatyzacyjnej. Mniej widowiskowym, bo opartym na zamiataniu brudów pod dywan, ale równie istotnym.