statystyki

Sąd Najwyższy próbuje słuchać, ale XXI wieku nie słyszy [OPINIA]

autor: Patryk Słowik22.05.2018, 08:41; Aktualizacja: 22.05.2018, 09:03
Patryk Słowik, fot. Wojciech Górski

Patryk Słowik, fot. Wojciech Górskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Potajemne nagrywanie rozmówcy narusza dobro osobiste w postaci swobody wypowiedzi oraz sferę prywatności rozmówcy, a w przypadku osób prawnych sferę poufności, które powszechnie uznawane są w literaturze za wartości szczególnie chronione.

Dokonywanie potajemnego nagrywania innych osób jest powszechnie nieakceptowane w społeczeństwie i stanowi działanie zasługujące na dezaprobatę. To clou wydanego 31 stycznia 2018 r. przez Sąd Najwyższy wyroku (I CSK 292/17). Orzeczenia, którego w moim przekonaniu – choćbym nie wiem jak długo szukał argumentów – nie sposób obronić. I które niestety może być bardzo szkodliwe. Bo o ile, jak mogę się zgodzić, nagrywanie rozmówców nie jest przejawem najwyższych standardów etycznych, o tyle uznanie tej praktyki za naruszenie dóbr osobistych – a zatem zachowanie niezgodne z prawem – jest dużą przesadą. Odnoszę wręcz wrażenie, że sędziowie Sądu Najwyższego zatrzymali się w XX wieku, w ogóle nie dostrzegając, że mamy już rok 2018 i nagranie dźwięku na dyktafon jest przede wszystkim formą utrwalenia wiadomości.

Gdy czytałem uzasadnienie wyroku, zadawałem sobie kolejne pytania.

Po pierwsze: czy gdybym kogoś nie nagrywał, lecz potajemnie dokonywał notatek, również naruszałbym dobra osobiste swego rozmówcy? Jeśli tak – uznałbym to za absurd. A jeśli nie, to dlaczego za naruszenie uważamy nagranie, a nie notatkę? Różnica jest przecież jedynie w sposobie utrwalenia przekazu rozmówcy. W ostatnich latach popularne wśród kierowców stało się instalowanie kamer w samochodach – głównie w celu wykazania, że ewentualne wypadki i stłuczki są winą osoby trzeciej. To też uznamy za naruszenie dóbr osobistych osób zarejestrowanych na nagraniu, w tym sprawcy stłuczki?

Po drugie: dlaczego potajemne nagrywanie narusza swobodę wypowiedzi rozmówcy? Jestem od biedy w stanie zaakceptować to, że dochodzi do naruszenia sfery prywatności. Ale swobody wypowiedzi? Czy ktokolwiek podczas rozmowy, gdy jest nagrywany, choć o tym nie wie, ogranicza się w wypowiadaniu swych poglądów? Czy nie jest przypadkiem na odwrót i ograniczamy się wówczas, gdy wiemy, że jesteśmy nagrywani?


Pozostało 59% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • prawnik(2018-05-27 11:32) Zgłoś naruszenie 10

    Już wiem, że gdyby rozmawiać mi przyszło z panem Słowikiem, podejrzewając potajemne nagranie, nie powiedziałbym mu niczego, co ma wartość informacji nie będącej powszechnym komunałem. Prywatność to pewien rodzaj smaru w komunikacji między ludźmi. Bez niego przepływ informacji, którego niski poziom jest i tak w Polsce utrudnieniem, będzie jeszcze bardziej kulawy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane