Najwięcej kar umownych w zamówieniach publicznych jest nakładanych z powodu niedotrzymania terminów. Może to oznaczać, że są one po prostu zbyt krótkie.
Prawie wszyscy więksi zamawiający wpisują kary umowne do umów o zamówienia publiczne, aż 85 proc. stosuje je w każdym kontrakcie. Tylko w 1/3 przypadków klauzule te pozostają niewykorzystane, aż 2/3 realizacji kończy się naliczeniem mniejszej lub większej kary umownej. To wnioski wynikające z raportu przygotowanego przez Urząd Zamówień Publicznych. Raportu nadzwyczaj cennego, gdyż dotychczas tematyka ta nie była w ogóle badana.
– Przedsiębiorcy od lat alarmują, że kary umowne narzucane w przetargach są niewspółmierne do zawinień, co zresztą później uderza w samych zamawiających – zauważa Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Rady Zamówień Publicznych. Podam przykład przetargu sprzed dwóch lat, na sprzątanie pociągów. Zamawiający przewidział tak wysokie kary umowne, że firmy zwyczajnie bały się wystartować. Ofertę złożył tylko jeden wykonawca, proponując cenę o cztery razy wyższą od założeń zamawiającego. Gdy w kolejnym przetargu obniżył on kary umowne, uzyskał cenę dwa razy korzystniejszą – opowiada ekspert.