Sposób implementacji dyrektywy w sprawie prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym pozostawia wiele do życzenia. Sądy mogą jednak stosować unijne zasady bezpośrednio.
Reklama
Helsińska Fundacja Praw Człowieka opublikowała raport „O (nie)dostępnym dostępie do adwokata”. Jest on częścią większego projektu badawczego prowadzonego przez grupę organizacji pozarządowych i analizującego, czy unijne państwa członkowskie wdrożyły w efektywny sposób dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/48/UE z 22 października 2013 r. w sprawie prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym. Badania zostały przeprowadzone w Bułgarii, na Cyprze, na Węgrzech, we Włoszech, w Polsce, Rumunii, na Słowenii oraz w Hiszpanii. Raport HFPC opisuje, w jakim stopniu dyrektywa implementowana została do prawa polskiego.
Wynik fałszywie dodatni
Badanie oparto na standaryzowanej metodologii i przeprowadzono na trzech poziomach. Poziom pierwszy dotyczył analizy prawnej wdrożenia dyrektywy i zakładał przegląd podlegających zmianie aktów prawnych. Drugi obejmował analizę wyników ankiety adresowanej do obrońców w postępowaniu karnym. Miał na celu zbadanie, jak prawo stosowane jest w praktyce. Trzeci – wywiady z policjantami i praktykującymi prawnikami – badał realizację tych postanowień dyrektywy, które w ramach poziomu pierwszego oraz drugiego zostały ocenione jako niewdrożone lub wdrożone częściowo. Konkluzją raportu HFPC jest stwierdzenie, że poziom implementacji dyrektywy wyniósł w Polsce zaledwie 56 proc. To i tak niezasłużenie dobry wynik.
Wynika to z dwóch, absolutnie niezawinionych przez autorów, okoliczności. Pierwsza to wyższe wskaźniki procentowe w przypadku ankiet i wywiadów dotyczących implementacji tych postanowień dyrektywy, które regulują dostęp do adwokata w postępowaniu wywołanym europejskim nakazem aresztowania oraz prawo do porozumiewania się osób pozbawionych wolności z organami konsularnymi. Tyle tylko, że takie wyższe wskaźniki skutecznie niwelują oceny dotyczące jakości implementacji w wypadku „krajowego” postępowania karnego. Tym samym wpływają na wynik końcowy.
Podejrzany/osoba podejrzana
Drugi, istotniejszy, powód nieadekwatności wyniku końcowego to – dostrzeżony i zasygnalizowany na poziomie pierwszym, ale wobec ustandaryzowania ankiet i wywiadów niemożliwy do zdywersyfikowania na poziomie drugim i trzecim – brak rozróżnienia pomiędzy sytuacją prawną osób mających w polskiej procedurze karnej status procesowy oskarżonego i podejrzanego a sytuacją tzw. osoby podejrzanej, czyli takiej, którą podejrzewa się o popełnienie przestępstwa – przypuszcza się, że je popełniła, ale wobec której nie wydano jeszcze i nie ogłoszono postanowienia o przedstawieniu zarzutu. Na problem ten zwracano uwagę już kilka lat temu w opinii wówczas jeszcze istniejącej Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, a ostatnio w opracowaniu I prezes Sądu Najwyższego dotyczącym stwierdzonych nieprawidłowości i luk w prawie. Pisał o nim do ministra sprawiedliwości rzecznik praw obywatelskich. Problem ma doniosły wymiar praktyczny. Kodeks postępowania nakłada na osobę podejrzaną obowiązek poddania się oględzinom zewnętrznym ciała oraz innym badaniom, pobraniu odcisków daktyloskopijnych, krwi, włosów, próbek DNA. Osoba podejrzana może być pozbawiona wolności – zatrzymana i przymusowo doprowadzona celem dokonania czynności procesowej. Można zarządzić jej poszukiwania, dokonać przeszukania pomieszczeń w celu jej wykrycia lub przymusowego doprowadzenia. Można dokonać tymczasowego zajęcia jej mienia, zarządzić kontrolę i utrwalanie rozmów telefonicznych.
Dyrektywa definiuje podejrzanego w sposób autonomiczny. Uwzględniając jej treść, przyjąć należy, że według niej w pewnych sytuacjach podejrzanym jest osoba nazywana w prawie polskim osobą podejrzaną. I tak np. status podejrzanego i związane z nim prawo dostępu do adwokata przysługuje w myśl dyrektywy świadkowi, który w czasie składania zeznań zaczyna dostarczać informacji samooskarżających. W takich okolicznościach przesłuchanie należy natychmiast zawiesić, aby umożliwić skorzystanie z uprawnień przewidzianych w dyrektywie.
Dyrektywę stosuje się do podejrzanych lub oskarżonych w postępowaniu karnym od chwili poinformowania ich przez właściwe organy państwa, za pomocą oficjalnego powiadomienia lub w inny sposób, o tym, że są podejrzani lub oskarżeni o popełnienie przestępstwa – niezależnie od tego, czy zostali pozbawieni wolności. Skoro dyrektywa mówi o innym niż oficjalne powiadomienie sposobie, poinformowanie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z dokonywaniem takiej lub innej czynności procesowej powoduje, że mamy do czynienia z podejrzanym w rozumieniu dyrektywy.
Status podejrzanego w prawie polskim nadaje dopiero czynność procesowa wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Przy całym szacunku dla specyfiki polskiego modelu na tle rozwiązań funkcjonujących w pozostałych państwach europejskich, uznanie, że dyrektywa odnosi się wyłącznie do takiego podejrzanego, byłoby absurdalne. Poza zakresem regulacji dyrektywy pozostawiałoby osobę podejrzaną, wobec której zastosowano zatrzymanie policyjne lub zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie na zarządzenie prokuratora. W orzecznictwie polskich sądów nie budzi jednak wątpliwości, że to nie formalne postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa, lecz już pierwsza czynność organów procesowych skierowana na ściganie określonej osoby czyni ją podmiotem prawa do obrony.
Prawidłowa transpozycja dyrektywy na grunt prawa polskiego winna powodować przyznanie prawa dostępu do adwokata nie tylko oskarżonemu i podejrzanemu w związku z przesłuchaniem w tym charakterze, czynnością okazania oraz udziałem w oględzinach i eksperymencie procesowym, lub podejrzanemu, który w związku z zarzutem popełnienia przestępstwa został pozbawiony wolności. To samo uprawnienie powinna otrzymać także osoba podejrzana, która została zatrzymana, oraz osoba podejrzana w związku z czynnością okazania lub jej udziałem w czynności oględzin lub eksperymentu procesowego.
O ile prawo zatrzymanego do kontaktu z adwokatem jest zagwarantowane w kodeksie postępowania karnego, o tyle polskie przepisy w ogóle nie regulują kwestii obecności adwokata osoby podejrzanej podczas czynności procesowych z jej udziałem. Inną kwestią jest, czy przewidziane w k.p.k. prawo zatrzymanych do kontaktu i bezpośredniej rozmowy z adwokatem swoim zakresem znaczeniowym odpowiada wynikającemu z dyrektywy prawu dostępu do adwokata „w takim terminie i w taki sposób, aby osoby te mogły rzeczywiście i skutecznie wykonywać przysługujące im prawo do obrony”.
Nie jest też tak, że polskie przepisy zapewniają przewidziane w dyrektywie minimalne standardy podejrzanemu. Zgodnie z nią prawo dostępu podejrzanego do obrońcy w związku z przesłuchaniem obejmuje także prawo do kontaktu z nim przed przesłuchaniem. Jeżeli podejrzany nie ma jeszcze obrońcy, dyrektywa oczekuje umożliwienia mu ustanowienia go lub wyznaczenia obrońcy z urzędu oraz umożliwienia kontaktu z nim. Gdy przesłuchanie ma nastąpić bezpośrednio po przedstawieniu zarzutów, organ procesowy powinien w tym celu wstrzymać się na odpowiedni czas z przeprowadzeniem przesłuchania, zaś jeżeli podejrzany jest pozbawiony wolności – dodatkowo zapewnić podejrzanemu i obrońcy możliwość odpowiedniego porozumienia się przed przesłuchaniem.
Gwoli zachowania obiektywizmu, nie dokonano transpozycji do prawa krajowego także przewidzianych dyrektywą wyjątków (odstępstw czasowych) od obowiązku zapewnienia prawa dostępu do adwokata. Być może dlatego, że spowodowałoby to także konieczność wprowadzenia do krajowego porządku prawnego zasady, iż w postępowaniu przygotowawczym przesłuchanie bez udziału obrońcy następuje na mocy postanowienia prokuratora, na które przysługuje zażalenie do sądu.
Dyrektywa gwarantuje całkowitą poufność porozumiewania się z adwokatem, w tym prawo do „spotkania się na osobności”. Nawet jeżeli przyjąć, że czasowe odstępstwa od zapewnienia dostępu do adwokata z ważnych powodów rozciągają się także na możliwość ograniczenia z tych samych powodów zasady poufności (co nie jest takie oczywiste), ograniczenie takie powinno spełniać wymagania określone w dyrektywie. Oznacza to, że na postanowienie prokuratora o zastrzeżeniu kontroli korespondencji lub o zastrzeżeniu obecności podczas spotkania z obrońcą oraz na decyzję zatrzymującego o zastrzeżeniu jego obecności podczas spotkania zatrzymanego z adwokatem powinno przysługiwać zażalenie do sądu.
56 czy 100 proc.?
Jak widać, nawet nie implementacja (rozumiana jako skuteczne wykonanie dyrektywy, obejmujące oprócz ustanowienia norm prawnych zapewnienie źródeł finansowania, wsparcie instytucjonalne, odpowiednie szkolenia i inne tego typu działania), lecz już prosta transpozycja w postaci uchwalenia zmian pozostawia w tym przypadku wiele do życzenia. Odpowiedzialni za implementację dyrektywy są jednak nieustająco zadowoleni z siebie i twierdzą, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. „Należy wskazać, iż w Ministerstwie Sprawiedliwości (...) przeprowadzona została analiza przepisów zawartych w tym instrumencie i odpowiadających im uregulowań krajowych. Doprowadziła ona do wniosku, iż obecnie obowiązujące prawo polskie w pełni odzwierciedla postulaty powołanej dyrektywy. Opinia Ministerstwa Sprawiedliwości została potwierdzona przez ekspertów Ministerstwa Spraw Zagranicznych” – pisze Marcin Warchoł, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, w piśmie do rzecznika praw obywatelskich z 17 lutego 2017 r. Nie liczę na jakąkolwiek autokrytyczną refleksję rządzących.
Nie musi to jednak oznaczać zgody na ignorowanie przez władze publiczne obowiązku realizacji gwarancji procesowych przewidzianych dyrektywą. To, co I prezes Sądu Najwyższego w „Uwagach o stwierdzonych nieprawidłowościach i lukach w prawie” opisała jako zagrożenie (z powodów, które nie do końca podzielam), może stać się skutecznym instrumentem ochrony. Wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej są w tym wypadku konsekwentne. Nieprawidłowe wdrożenie dyrektywy lub brak jej transpozycji do systemu krajowego rodzi określone obowiązki po stronie sądu krajowego, który powinien realizować zasadę pierwszeństwa przez odmowę stosowania sprzecznego z dyrektywą przepisu krajowego. Jeżeli przepisy dyrektywy nadają się do bezpośredniego stosowania, sąd jest do tego zobowiązany. Nieimplementowana lub implementowana wadliwie, nakładająca obowiązki bezpośrednio na podmioty publiczne i niewymagająca konkretyzacji w prawie krajowym dyrektywa może być bezpośrednio stosowana w krajowym porządku prawnym, jeżeli jednostka powołuje się na określone w dyrektywie prawo w stosunku do państwa lub żąda wykonania nałożonego na państwo obowiązku.
Zaprośmy zatem państwo do sądu.