Skrócenie z 10 do 6 lat podstawowego terminu przedawnienia roszczeń przewiduje projekt nowelizacji kodeksu cywilnego, postępowania cywilnego oraz ustawy o prawach konsumentów, który w tym tygodniu trafi już na Stały Komitet Rady Ministrów.
Proponowana zmiana art. 118 kodeksu cywilnego zakłada krótszy sześcioletni ogólny termin przedawnienia, ale dla roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz tych o świadczenia okresowe nadal mają obowiązywać trzy lata. Ministerstwo Sprawiedliwości chce w ten sposób zmobilizować strony do szybszego działania – choćby dlatego, że z upływem czasu rosną trudności dowodowe w wykazaniu istnienia bądź wygaśnięcia roszczenia. Projektowana regulacja ma więc służyć ograniczeniu niepewności prawnej.
Reklama

Reklama
Kontrowersje budzi natomiast nowe brzmienie art. 125 k.c., który przewiduje skrócenie z 10 do 6 lat terminu przedawnienia także roszczeń stwierdzonych wyrokiem sądu, sądu polubownego czy ugodą. O ile np. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” ocenia tę zmianę pozytywnie, o tyle zdaniem Sądu Najwyższego będzie to de facto wywłaszczenie wierzyciela. Zwłaszcza mając na uwadze proponowane przepisy przejściowe, zgodnie z którymi do roszczeń nieprzedawnionych w chwili wejścia noweli w życie stosowane mają być już nowe zasady.
Zmieni się też sposób wyliczania końca biegu przedawnienia. Dla ułatwienia przyjęto, że koniec wymagalności roszczeń będzie przypadał na koniec roku kalendarzowego (z wyjątkiem roszczeń, których termin przedawnienia jest krótszy niż dwa lata).
– Uproszczenie sposobu liczenia przedawnienia jest korzystne zarówno dla sądów, jak i przedsiębiorców czy obywateli. To istotne zwłaszcza w kontekście wprowadzenia przepisów obligujących sąd do badania kwestii przedawnienia z urzędu. Wierzyciel będzie łatwo mógł obliczyć, czy kierowanie pozwu do sądu jest zasadne – tłumaczy prof. Jerzy Pisuliński z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ubolewa jednak, że sprawdzanie przedawnienia z urzędu proponuje się tylko do spraw konsumenckich. Początkowo MS planował wprowadzenie tej zasady do wszystkich postępowań cywilnych. Ograniczenie jej tylko do spraw z udziałem konsumentów resort tłumaczy potrzebą większej ochrony tej kategorii osób. Ale – jak zauważa prof. Pisuliński – taka sama nierówność dotyczy np. jednoosobowej firmy z sporze z bankiem czy zakładem ubezpieczeń. Mały przedsiębiorca niekoniecznie będzie wiedział, że może podnieść zarzut przedawnienia. Tym bardziej że – w zależności od charakteru umowy – terminy przedawnienia w działalności gospodarczej są bardzo różne.
– O wiele lepszy byłby powrót do przepisów sprzed października 1990 r. o badaniu przedawnienia z urzędu, a nie na wniosek, we wszystkich sprawach. Jeśli roszczenie jest przedawnione, to nie ma sensu prowadzić postępowania. A w postępowaniu nakazowym czy elektronicznym postępowaniu upominawczym strona przecież nie podniesie zarzutu przedawnienia – przekonuje prof. Pisuliński. Propozycja MS oznacza zarazem, że sąd, rozpoznając daną sprawę, będzie musiał ustalić, czy zobowiązanie powstało w odniesieniu do konsumenta, czy do przedsiębiorcy, a to nie zawsze jest jednoznaczne.
Autorzy projektu liczą, że do sądów będzie trafiać mniej spraw. – Ta zmiana ma przede wszystkim sprawiać, by powodowie nie wytaczali powództw o roszczenia przedawnione. A niestety są to praktyki dość częste, głównie stosowane przez wierzycieli masowych, różnego rodzaju przedsiębiorstwa windykacyjne czy fundusze sekurytyzacyjne – zwraca uwagę Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Według planów MS projekt ma szansę trafić do Sejmu na przełomie roku.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach