Projekt nowelizacji k.p.c. i ustawy o kosztach w sprawach cywilnych spotkał się z falą krytyki. W mojej opinii w większości niezasadnej.
Niespełna dwa lata temu zaprezentowałem na tych łamach (DGP z 2 lutego 2016 r.) kilkanaście propozycji prostych korekt procedury cywilnej, które z punktu widzenia praktyka mogłyby zdecydowanie przyspieszyć bieg procesów cywilnych. W listopadzie 2017 r. do konsultacji w sądach przesłano ministerialny projekt nowelizacji k.p.c. i ustawy o kosztach w sprawach cywilnych zawierający praktycznie wszystkie postulowane przeze mnie wówczas zmiany.
Reklama

Reklama
Kierunek słuszny
W ostatnich latach co rusz wprowadzano przepisy, które miały przyspieszać procesy, a tylko je spowalniały. Czołowym przykładem jest tu nagrywanie, a ostatnim – system losowego przydziału spraw. Można już dziś prognozować, że szczególnie w składach ławniczych i trzyosobowych sprawi mnóstwo kłopotów. I nagrywanie, i losowanie mają pewne zalety, ale w żadnym wypadku nie należy do nich pozytywny wpływ na sprawność prowadzenia sprawy.
Drobne retusze kodeksu postępowania cywilnego następują regularnie w liczbie kilku rocznie, od dobrych kilkunastu lat. Nie przypominam sobie jednak noweli, która chociażby dawała szanse w sposób realny wpłynąć na to by procesy cywilne popłynęły bardziej wartkim biegiem. Ostrze krytyki obecnie konsultowanych zmian skierowano głównie na kilka nieszablonowych, ale według mnie mniej istotnych rozwiązań. Projekt zawiera natomiast co najmniej kilka mniej widowiskowych, a wyjątkowo skutecznych pomysów na usprawnienie postępowania.
Lektura noweli pozwala wyodrębnić w niej trzy grupy zmian. Pierwsza to kilka nowatorskich rozwiązań. Ich skuteczność i wpływy na procesy trudno prognozować bez przetestowania w praktyce. Druga to liczne zmiany redakcyjne porządkujące przepisy, w tym dotyczące właściwości, doręczeń, biegłych, świadków itp. W większości zasługują na zdecydowane poparcie, ale nie mają wybitnego wpływu na przebieg procesu. W tej grupie mieszczą się zapisy ograniczające pieniactwo procesowe. Najważniejszy jest trzeci zbiór obejmujący kilka mało efektownych, ale całkowicie niezbędnych z punktu widzenia sprawności postępowań korekt.
Pieniactwa będzie mniej, ale to margines
Jedną z najbardziej nagłaśnianych przez projektodawców zmian jest umożliwienie skutecznej walki z zasypującymi sąd np. kaskadowymi zażaleniami pieniaczami czy sprytnymi stronami przedłużającymi procesy za pomocą proceduralnych sztuczek. Nowym przepisom w tym zakresie należy tylko przyklasnąć. Najwyższy czas, aby tego typu niewłaściwe, a wciąż dopuszczane przez prawo praktyki ukrócić. To samo dotyczy absurdalnych powództw, które teraz będą mogły zostać oddalone na posiedzeniu niejawnym bez żmudnej procedury usuwania braków formalnych czy fiskalnych (nowy art. 1911 k.p.c.). Istnieje wprawdzie zagrożenie, że pojawi się pokusa pójścia na skróty w sprawach mniej oczywistych, ale nie bójmy się tego – od każdej takiej decyzji możliwe będzie odwołanie. Do zmian stopujących cwaniactwo procesowe zaliczyć można zablokowanie powtarzających się wniosków o sprostowania i wykładnię orzeczeń. Brakuje jednak możliwości pozostawiania bez biegu np. składanych co tydzień wniosków o kserokopię dokumentów z akt. Nie przeceniałbym jednak wpływu pieniaczy na globalną sprawność sądów cywilnych, jest to najwyżej drobny element.
Kolejną, komentowaną również na łamach DGP, nowością ma być ponowne rozpoznanie sprawy przez sędziego, którego wyrok został uchylony. Przyznaję, jest to pomysł kontrowersyjny i trudno dziś ocenić, jak sprawdzi się w praktyce. Uzasadnieniem tej zmiany jest przerzucanie ciężaru postępowania przez niektóre sądy pierwszej instancji na sąd odwoławczy. Niestety praktyka tę teorię potwierdza. Efekt eliminacji tego niewłaściwego procederu proponuję jednak osiągnąć w inny, mniej dyskusyjny sposób: wystarczy upoważnić sąd odwoławczy do zlecenia sądowi I instancji przeprowadzenia, w tym składzie, który prowadził sprawę, ściśle określonych dowodów – przede wszystkim tych, które zostały przez ten sąd bezzasadnie pominięte. Zamierzony cel zostałby osiągnięty, a dodatkowo pozwoliłoby to uniknąć uchylania wyroku i przekazywania sprawy do ponownego rozpoznania.
Przychylnie należy ocenić propozycje dotyczące zasądzania odsetek od kosztów procesu, obciążania zwiększonymi kosztami procesu i karnymi odsetkami stron nadużywających prawa procesowego, czemu ma służyć nowy przepis art. 2262 k.p.c. I te rozwiązania spotkały się z krytyką. Powiedzmy jednak wyraźnie: strona celowo przedłużająca postępowanie nie wyrządza szkody sądowi, tylko swojemu przeciwnikowi procesowemu, i bardzo dobrze, że pojawi się szansa, aby tę krzywdę zrekompensować już przy wydaniu rozstrzygnięcia. Zmiany w tym zakresie – nowatorskie i potrzebne – dla sprawności postępowań będą jednak neutralne lub najwyżej delikatnie ją poprawią. Sztuczki procesowe zdarzają się, ale nadużyciem byłoby stwierdzenie, że dotyczą one znaczącej liczby postępowań.
Projekt zawiera liczne drobne zmiany, bardzo pomocne, usprawniające postępowania i pozwalające ze względu na sporą liczbę pozytywnych korekt odrobinę przyspieszyć część procesów – jak ograniczenia zgłaszania zarzutów potrącenia, powództw wzajemnych, usprawnienia w zakresie formułowania wniosków dowodowych i postanowień dowodowych. Bardzo dobrze, że ktoś wreszcie zauważył, że dopuszczając dowód, nie trzeba przepisywać całego wniosku dowodowego, a wystarczy odwołać się do pisma strony, czy że nie ma potrzeby przeprowadzania dowodu z dokumentów, które się w aktach już znajdują. Jeszcze bardziej logiczną zmianą jest odejście od ogłaszania wyroku i ustnych motywów w sytuacji, gdy nikt nie stawił się na ogłoszenie orzeczenia. Dotychczasowe przepisy nakazujące wygłaszanie motywów do pustych ławek ocierają się o groteskę.
Nowela nareszcie dopuszcza wykorzystanie dowodu z opinii biegłego powołanego w innej sprawie i od dawna postulowanego dowodu z zeznań świadka-eksperta. Warto wspomnieć o bardzo pomocnych w praktyce rozwiązaniach dotyczących ustalania wynagrodzeń biegłych. Projekt rozwiązuje przynajmniej niektóre z licznych problemów z tym związanych. Warto jednak od razu pomyśleć nad przeniesieniem na grunt ogólny proponowanego w postępowaniu uproszczonym rozwiązania zakazującego dopuszczania opinii droższych niż wartość przedmiotu sprawy. Niestety, w praktyce takie kuriozalne sytuacje się zdarzają.
Bardziej kontrowersyjne jest dopuszczenie składania przez świadka zeznań na piśmie. Uważam jednak, że nawet to narzędzie – ostrożnie stosowane – może okazać się przydatne.
Ze zmian korzystnych, ale mniej wpływających na przebieg postępowania, wymienić można jeszcze korekty dotyczące formułowania zarzutów apelacyjnych. Nowela przywraca również kilka obowiązków dla adwokatów i radców prawnych, co zostało już również oprotestowane. Przy uwzględnieniu profesjonalnego charakteru świadczonej przez pełnomocników pomocy prawnej zgłaszane obawy związane z delikatnym podwyższeniem dla nich rygorów staranności przy dokonywaniu czynności procesowych uznać należy za nieuzasadnione.
W pewnych sferach ulega niewielkiemu zwiększeniu dyskrecjonalna władza sędziego, jeśli jednak chcemy realnie usprawnić prowadzenie procesów, to ktoś musi panować w większym niż dotychczas stopniu nad przebiegiem postępowania – z korzyścią dla stron oczekujących rozstrzygnięć zapadających w rozsądnym terminie.
Uzupełniając omawiane tu zmiany, warto by przy okazji nowelizacji pomyśleć nad odejściem od prowadzenia rozbudowanych akt sprawy, do których trafia wszystko. Powinny się w nich znajdować tylko pisma stron, dowody z dokumentów, opinii biegłych, protokoły i orzeczenia. Cała reszta pobocznych czy często niepotrzebnych już dokumentów (zwrotek, pouczeń, rozliczeń dojazdów świadków, kosztów biegłych, danych o sytuacji majątkowej dołączanych do wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych itp.) powinna trafić do akt podręcznych.
Czy plan rozprawy przyspieszy procesy?
Jednym z najtrudniejszych do oceny pomysłów jest ten dotyczący planu rozprawy i posiedzeń przygotowawczych. Spotkał się ze sceptyczną oceną komentatorów. Dobrze, że sądy nie mają być tym rozwiązaniem uszczęśliwione na siłę. Zasadnicza część drobniejszych spraw cywilnych jest rozpoznawana na pierwszym posiedzeniu przeznaczonym na rozprawę i posiedzenie przygotowawcze tylko wydłużyłoby postępowanie. Praktyka pokaże, jak stworzenie planu rozprawy i posiedzenia przygotowawcze wpłyną na przebieg procesu, szczególnie przy uwzględnieniu częstego niestawiennictwa świadków czy opieszałego opiniowania przez biegłych. Na tego typu opóźnienia niestety żaden plan jednak nie pomoże. Z góry można założyć, iż tylko część sędziów te zapisy będzie wykorzystywała w praktyce.
Nowela zawiera też ciekawą propozycję (nowy art. 20513) przedstawiania przez przewodniczącego swojego poglądu co do prawdopodobnego wyniku rozstrzygnięcia sprawy oraz uprzedzania o możliwości rozstrzygnięcia żądania na innej podstawie prawnej. Jest to całkowite odejście od idei sędziego sfinksa, który przed wydaniem wyroku nie komunikuje stronom, co ma zamiar zrobić. Rozwiązanie jest bardzo ciekawe. Strony i sędziowie będą musiały się do niego przyzwyczaić, ponieważ wywraca to do góry nogami dotychczasową praktykę. Wypowiedzenie poglądu na temat prognozowanego wyniku sprawy kończyło się wyłączeniem sędziego, co po zmianach będzie już niedopuszczalne. Jeśli będzie stosowane, powinno zwiększyć prawdopodobieństwo zawarcia ugody oraz uratować od uchylenia do ponownego rozpoznania część spraw. Obecnie często dopiero z uzasadnienia wyroku strona dowiaduje się o nieujawnianej wcześniej koncepcji rozstrzygnięcia sprawy i broni się przed nią dopiero w apelacji. Na gruncie postępowania odwoławczego tego typu spraw jest sporo, z pewnością więcej niż tych z udziałem pieniaczy. Jest to jednak kolejne rozwiązanie, które po pierwsze będzie wymagało całkowitej zmiany podejścia orzeczników, a pod drugie będzie dotyczyć niewielkiego ułamka wszystkich spraw.
Krótsze postępowanie odwoławcze
Głównym i podstawowym kluczem do przyspieszenia wszystkich procesów, niezależnie od przedmiotu sprawy, są fundamentalne zmiany w zakresie sporządzania uzasadnień orzeczeń. Nie tylko w mojej opinii jest to piach, który praktycznie stopuje tryby wymiaru sprawiedliwości. Wymagane jest w tym względzie po pierwsze odejście od przepisów, które nakazują uzasadniać każde najdrobniejsze orzeczenie wpadkowe bez jakiejkolwiek racjonalnej potrzeby, zawsze kosztem znacznych opóźnień. Pisemnie uzasadniane powinny być wyłącznie te decyzje, które można zweryfikować w postępowaniu odwoławczym. W innym razie kosztem zaspokajania wiedzy stron fundujemy sobie przewlekłość. Uzasadnienie może być darmowe tylko wtedy, gdy ma służyć odwołaniu się od zaskarżonego orzeczenia. Zmiany wymaga też ukształtowana od lat 90. chora praktyka tworzenia monstrualnych uzasadnień.
Z zadowoleniem należy przyjąć, że projekt zawiera korzystne propozycje we wszystkich wskazanych tu aspektach. Po pierwsze eliminuje dotychczasową praktykę uzasadniania z urzędu wszystkich zaskarżalnych postanowień w sądzie pierwszej instancji. Tak naprawdę zaskarżeniu podlega tylko kilka procent tych decyzji. Czas przeznaczony na ich uzasadnienie jest zmarnowany. Stronom, które uzyskają uzasadnienie dopiero na wniosek, nie stanie się natomiast żadna krzywda.
Wyrugowanie okropnego zwyczaju pisania zbyt długich uzasadnień będzie trudniejsze. Projekt próbuje to robić, nakazując pisać uzasadnienie zwięźle. Wątpię jednak, czy dzięki zmianie przepisu uda się wyeliminować pompowanie uzasadnień tonami stanowisk orzecznictwa czy doktryny. Uważam, że należy pójść o krok dalej i wprowadzić postulowane również przez mnie uzasadnienia na formularzu jako alternatywę dla wykorzystywanych doskonale przez niektórych sędziów uzasadnień ustnych. Ustne uzasadnienia poddawane są często nieuzasadnionej krytyce nie tylko przez niektórych pełnomocników, lecz także przez Sąd Najwyższy, co wynika z całkowicie mylnego przeświadczenia, że po dokonaniu transkrypcji są one odpowiednikiem uzasadnienia pisemnego, co przeczyłoby samej istocie tej formy przedstawiania motywów orzeczenia. Formularz powinien być formą jeszcze krótszą i bardziej uproszczoną. Na szczególną pochwałę zasługuje zaprezentowana w projekcie koncepcja skrótowych uzasadnień w postępowaniu uproszczonym w sprawach do 1 tys. zł. Zakres ich stosowania powinien jednak zostać zdecydowanie rozszerzony na sprawy o wartości przedmiotu sporu zbliżone do średniego wynagrodzenia, czyli około 5 tys. zł. Mniejsze nadzieje wiążę natomiast z możliwością wnioskowania o sporządzenie uzasadnienia tylko do części rozstrzygnięcia. Strony nie będą miały interesu w składaniu tego typu wniosków.
Sądom drugiej instancji doda z pewnością pracy przeniesienie całego postępowania międzyinstancyjnego do sądu odwoławczego. Uważam, że zmiana ta jest jednak także korzystna, ponieważ środki odwoławcze i tak zawsze podlegają ponownej kontroli w sądzie odwoławczym, a dublowanie kontroli jest stratą czasu sędziów pierwszej instancji.
Doskonałą zmianą jest odejście od obowiązkowych rozpraw odwoławczych. Na takich rozprawach pełnomocnik lub strona najczęściej ogranicza się do stwierdzenia, że wnosi jak w apelacji lub odpowiedzi na apelację. Uważam, że tylko to jedno rozwiązanie z rozprawą apelacyjną wyznaczaną dopiero na wniosek, świetnie sprawdzające się w postępowaniu uproszczonym, daje szanse na skrócenie ogólnego czasu postępowań odwoławczych o kilka miesięcy i nie narusza w najmniejszym stopniu interesu stron, ponieważ wniosek o wyznaczenie rozprawy zawarty w apelacji lub odpowiedzi na nią będzie wiązał sąd.
Trafna jest propozycja wyeliminowania odwoływania się od wyroku bez składania wniosku o uzasadnienie. Dualizm ten powoduje co najwyżej to, że strony działające bez fachowego pełnomocnika, nie rozumiejąc dobrze pouczenia sądu, zwykle odwołują się od wyroku, nie zapoznając się z uzasadnieniem, przez co obniżają swoje szanse na uwzględnienie apelacji.
Akta wędrujące między sądami z zażaleniami na drobne kwestie wpadkowe wydłużają postępowania przynajmniej o miesiące, a z udziałem sprytnych pełnomocników czasem o lata. Jeśli projekt wejdzie w życie, jest szansa, że to się skończy. Znakomita część zażaleń, poza tymi dotyczącymi postanowień kończących postępowanie, przysługiwała będzie do składu równorzędnego, a nie do sądu wyższej instancji. Nie widzę w tej regulacji większych zagrożeń dla stron. Zasada dwuinstancyjności zostaje zachowana, a zażalenia tego typu funkcjonują już od dawna w odniesieniu do licznych postanowień wydawanych przez sąd II instancji. Sądom I instancji nie powinno przybyć dużo więcej pracy. Nowela wprowadza bowiem nareszcie jako regułę uzasadnianie wszystkich postanowień rozstrzygających zażalenie dopiero na wniosek (co znakomicie sprawdzało się dotąd w postępowaniu uproszczonym). Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego tysiące godzin pracy sędziów przeznacza się obecnie nie na merytoryczne rozstrzyganie spraw, tylko na uzasadnianie w przypadku zażalenia na odmowę zwolnienia od kosztów sądowych czy przyznania adwokata z urzędu, w sytuacji gdy strona i tak nie ma możliwości dalszego odwołania się od takiej decyzji.
Zdecydowanie niewłaściwe jest jednak powierzenie rozpoznawania zażaleń poziomych, w najliczniejszych sprawach dotyczących zwolnienia od kosztów czy przyznania pełnomocnika, składom trzyosobowym. Szczególnie w małych sądach rejonowych będzie to problem. Projekt wymaga tu oczywistej korekty i wszystkie sprawy, które dziś sąd II instancji rozstrzyga w składzie jednego sędziego, powinny być w takim samym składzie rozpoznawane przez sąd I instancji. Nielogiczne jest, aby skarga na orzeczenie referendarza w sprawie zwolnienia od kosztów czy pełnomocnika z urzędu była rozpoznawana przez jednego sędziego, a zażalenie na postanowienie sądu w tym samym przedmiocie angażowało skład trzyosobowy.
Na czele grupy przepisów, które mogą przynieść realne efekty w zwalczaniu przewlekłości, stoi propozycja opłaty 100 zł za sporządzenie uzasadnienia orzeczenia. Absolutnie pochopne byłoby wycofanie się z niej – usunięcie tego elementu zmieni reformę w tygrysa bez zębów. Wbrew głosom krytyki wprowadzenie tej opłaty nie zaszkodzi tym stronom, które chcą się odwołać od orzeczenia. Opłata ma być zaliczana na opłatę od środka zaskarżenia, bezzwrotny koszt zatem będą musiały ponieść tylko te strony, które wygrały i nie mają zamiaru się odwoływać. Z doświadczenia wiem, że wnioski takie sporadycznie składają pełnomocnicy osób fizycznych, jest to natomiast wręcz powszechna praktyka powodów instytucjonalnych (towarzystw ubezpieczeniowych, dostawców mediów czy funduszy handlujących długami). Z praktyki wiadomo także, że wręcz wyjątkowe są sytuacje, w których strona przegrywająca po zapoznaniu się z uzasadnieniem rezygnuje z odwołania. Trudno powiedzieć, jakie racje stoją za tym, aby państwo kosztem ogromnego wręcz wydłużania czasu rozpoznania wszystkich procesów płaciło za uzasadnienia do wygranych spraw profesjonalnych prywatnych podmiotów, sporządzane tylko w celu dołączenia ich do akt, powołania się w przyszłości na pogląd sądu w podobnej sprawie lub zaoszczędzenia 6 zł opłaty kancelaryjnej za odpis wyroku.
Koszty wymagają zmian
Najbardziej dotąd oprotestowana problematyka zmian w ustawie o kosztach sądowych wymagałaby bardziej pogłębionej analizy. Bezwzględnie nie należy się wycofywać z nowelizowania tych przepisów. Wymagają one pilnie licznych zmian, obniżenia niektórych opłat i podwyższenia innych. Zapisy tej ustawy są w wielu miejscach wręcz rażąco niesprawiedliwe. Jak np. logicznie wytłumaczyć, czemu osoba dochodząca (po zmianie progów w postępowaniu uproszczonym) zapłaty kwoty 19 999 zł ma uiszczać opłatę od pozwu w kwocie 300 zł, zaś ktoś, kto zechce uzyskać od dłużnika kwotę o 5 zł wyższą, zapłaci o ponad 700 zł więcej? Ogólna reguła, która powinna przyświecać korektom w zakresie kosztów, powinna sprowadzać się do zdecydowanego obniżania opłat wszczynających postępowanie i jednoczesnego podwyższenia i wprowadzenia nowych opłat za czynności w trakcie postępowania. Tylko takie uregulowanie pozwoliłoby na to, aby sąd był dostępny dla obywateli, ale równocześnie sprawny.
Ograniczenie kognicji, zwiększanie liczby asystentów, sędziów referendarzy i personelu pomocniczego – to wszystko mogłoby poprawić sprawność postępowania sądów cywilnych, w których wpływ spraw wzrasta od kilku lat w zastraszającym tempie. Nie poprawi, ponieważ mimo zgłaszanych od lat postulatów nic się w tym względzie nie dzieje. Nieważne, czy ze względu na brak środków czy woli decydentów. Jedyną nadzieją są zatem zmiany procedury. Mrzonką jest oczekiwanie na przygotowanie nowego kodeksu, który usunąłby wszystkie wady dzisiejszego. Zajęłoby to lata. Pojawił się natomiast pierwszy od kilkunastu lat projekt nowelizacji k.p.c., który ma szansę przynieść skokową wręcz poprawę szybkości postępowania, szczególnie w zakresie postępowania odwoławczego. Warunkiem jest oczywiście to, aby nie został okrojony w toku konsultacji i prac legislacyjnych z najważniejszych zapisów.