Czyszcząc procedurę karną z kontradyktoryjności, najwyraźniej przeoczono przepis, który zachęca oskarżonych i ich obrońców do nielegalnego zdobywania dowodów oraz wykorzystywania ich w sądzie.
Jednym z kluczowych ogniw operacji odwracania wielkiej reformy kodeksu postępowania karnego z 1 lipca 2015 r. było skasowanie regulacji zabraniającej posługiwania się materiałem dowodowym uzyskanym z naruszeniem prawa – zarówno przez organy procesowe, jak i adwokatów oraz wszystkich zainteresowanych. – To niebezpieczny przepis. Trudno sobie nawet wyobrazić, jakie konsekwencje może spowodować w praktyce. Jego wprowadzenie było nieprzemyślanym eksperymentem – przekonywał wiceminister Marcin Warchoł w toku prac nad cofaniem reformy k.p.k.
Szeroki zakaz dowodowy ustanowiony przez „kontradyktoryjną” wersję art. 168a k.p.k. był ściśle powiązany z art. 393 par. 3, który z kolei pozwalał stronom na samodzielne gromadzenie i odczytywanie na rozprawie dokumentów prywatnych powstałych poza postępowaniem karnym, czyli np. korespondencję, notatki itd. Oznacza to, że policja nie miała po co zakładać nielegalnych podsłuchów, a śledztwa prowadzone przez detektywów wynajmowanych przez oskarżonych mogłyby być bezcelowe.