Na firmy, które dostarczają programy komputerowe sądom, prokuratorom i komornikom, padł blady strach. Minister sprawiedliwości jednym podpisem będzie mógł pozbawić je praw do stworzonych przez nie systemów.
Takie uprawnienie znalazło się w głośnym projekcie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych, przedstawionym w zeszłym tygodniu przez posłów PiS. Wówczas jednak uwaga wszystkich skupiła się na rozwiązaniach dotyczących statusu prezesów sądów oraz uprawnień ministra sprawiedliwości do ich odwoływania i powoływania.
Nikt nie zwrócił uwagi na inne regulacje, które pozwolą ministrowi odbierać – na rzecz Skarbu Państwa – firmom informatycznym prawa majątkowe do programów komputerowych obsługujących sądowe, komornicze oraz prokuratorskie systemy informatyczne. – Jesteśmy tym wszystkim mocno zaniepokojeni – przyznaje prezes jednego z przedsiębiorstw działających na rynku usług informatycznych. I dodaje, że jest oburzony tym, że projekt jest procedowany szybką ścieżką poselską. To bowiem oznacza, że nie będzie konsultowany z zainteresowanymi.
Reklama
Tymczasem, jak twierdzi nasz rozmówca, jeżeli przepisy wejdą w życie w zaproponowanym kształcie, a minister będzie z nowego uprawnienia korzystał, będziemy mieli do czynienia z nacjonalizacją firm informatycznych.
– Krótko mówiąc, jeżeli dostanę taką decyzję, to będę musiał zwolnić kilkadziesiąt osób, które obecnie zatrudniam, i po prostu zamknąć interes – kwituje.

Reklama
Niejasne przesłanki
Na polskim rynku usług informatycznych jest obecnie kilka firm, które zajmują się dostarczaniem programów komputerowych podmiotom zaliczanym do szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości. Niektóre z nich sprzedają swoje produkty zarówno sądom, jak i np. komornikom. Jak choćby spółka Currenda oferująca internetowy program, który udostępnia upoważnionym osobom informacje o prowadzonym postępowaniu egzekucyjnym. Z kolei system ZSRK, który został wdrożony w sądach, ma na celu zwiększenie skuteczności i efektywności zarządzania finansami i kadrami w sądownictwie powszechnym. Dostarcza go firma S&T Services Polska.
Już niedługo jednak może się okazać, że firmom tym przestanie się opłacać współpraca z podmiotami będącymi pod nadzorem Ministerstwa Sprawiedliwości.
– Takie systemy teleinformatyczne są ważną częścią infrastruktury państwa. W coraz większym stopniu sprawność wymiaru sprawiedliwości zależy od ich poprawnego działania. Stąd musi być możliwość – jeśli istnieje uzasadniony interes publiczny i za słusznym odszkodowaniem – ich przejęcia przez państwo – tłumaczy potrzebę zmian Bartłomiej Wróblewski, poseł wnioskodawca.
Przyznaje, że jest to rodzaj wywłaszczenia, choć zwykle ograniczonego, gdyż przejęcie dotyczy określonych uprawnień do takiego systemu i jest ograniczone czasowo. Mowa bowiem o odebraniu praw autorskich na maksymalnie 20 lat.
Kiedy więc minister będzie mógł podjąć decyzję o takim wywłaszczeniu? Mówiąc w skrócie wówczas, gdy działanie systemu będzie zagrożone, będzie tego wymagał interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a „porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują majątkowe prawa autorskie do programu komputerowego, napotyka przeszkody”.
– Rozwiązanie, które pozwoliłoby państwu w naprawdę kryzysowej sytuacji przejąć oprogramowania obsługujące sądy, z całą pewnością powinno istnieć. Jednak ten konkretny przepis jest nie do przyjęcia. A to dlatego, że jest sformułowany w sposób zbyt ogólny. Pod takimi pojęciami jak np. „dobro wymiaru sprawiedliwości” może się kryć bardzo wiele – przyznaje Sławomir Pałka, prezes Sądu Rejonowego w Oławie.
– Co to znaczy, że porozumienie napotyka przeszkody? Czy to znaczy, że minister będzie mógł odebrać mojej firmie prawa do programu tylko dlatego, że w trakcie negocjacji biznesowych zaoferuje za niego złotówkę, a ja będę chciał 30 mln zł? – pyta z kolei prezes jednej z firm.
Także zdaniem sędziego Pałki krytykowane rozwiązanie wprowadzi daleko posunięty brak równowagi stron umowy.
– Firma, która podpisze kontrakt z ministerstwem na dostarczanie programu sądowi, będzie miała świadomość, że jej pozycja negocjacyjna będzie bardzo słaba. Bo minister będzie mógł podjąć decyzję o odebraniu jej praw majątkowych do programu, gdy negocjacje nie potoczą się po myśli resortu – uważa prezes oławskiego sądu.
Niebezpieczny precedens
Projekt przewiduje, że minister w drodze decyzji określi wysokość wynagrodzenia należnego osobie, której przysługują majątkowe prawa autorskie do programu. Tutaj jednak projekt również jest mało precyzyjny, gdyż nie wskazuje w żaden sposób, jak ten ekwiwalent będzie wyliczany. Jest tylko wspomniane, że minister będzie zasięgał w tej kwestii opinii biegłego. Ponadto przewidziano, że osoba niezadowolona z decyzji będzie mogła się odwołać do sądu powszechnego.
Wywłaszczanie firm informatycznych / Dziennik Gazeta Prawna
– Co mi z tego prawa do odwołania, skoro w projekcie przewidziano, że decyzji będzie można nadać rygor natychmiastowej wykonalności? Wszyscy przecież wiemy, że taka sprawa w sądzie może się ciągnąć latami – zauważa szef jednej z firm.
– I jak się do tego wszystkiego ma konstytucyjne prawo własności? – pyta retorycznie.
Oponenci zmiany podnoszą również, że dawanie ministrowi sprawiedliwości takiego uprawnienia to tworzenie niebezpiecznego precedensu.
– Jeżeli minister będzie mógł wydać taką decyzję w stosunku do firmy, która tworzy oprogramowanie dla sądu, to dlaczego za jakiś czas nie miałby otrzymać takiego uprawnienia wobec np. firm zajmujących się dostarczaniem sądom systemów informacji prawnej? – ostrzega Sławomir Pałka.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy przed I czytaniem