Tym skończy się przyjęta przez Sejm nowelizacja przepisów o zamówieniach publicznych.

Sławomir Wikariak

Sławomir Wikariak

źródło: DGP

Zgodnie z nią jeśli instytucja publiczna powoła własną spółkę, to będzie mogła jej zlecać zadania bez przetargów. Na pierwszy ogień pójdą śmieci. Już teraz wiele gmin wstrzymuje przetargi po to, by za chwilę zlecić wywóz własnym spółkom. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że wkrótce będziemy mieć do czynienia z prawdziwym wysypem nowych spółek komunalnych w różnych branżach. Wójtom, burmistrzom czy prezydentom trudno będzie powstrzymać się przed pokusą tego, by zostać największym w gminie pracodawcą.

Znam argumenty samorządowców przemawiające za powierzaniem zadań własnym spółkom bez przetargów. Ale nie wierzę, by to, co publiczne, mogło działać lepiej niż prywatne. Zwłaszcza, gdy będzie to monopolista pozbawiony nie tylko jakiejkolwiek konkurencji, ale i należytego nadzoru, co dobitnie pokazuje niedawny raport NIK na temat funkcjonowania spółek komunalnych. Wynika z niego chociażby to, że co trzecia skontrolowana spółka wykonuje powierzone jej zadania powyżej zadeklarowanych początkowo kosztów lub nie dochowuje terminów. Teraz efektywność przestanie mieć znaczenie – spółki komunalne będą mogły, narzucić dowolne stawki, a mieszkańcy będą musieli je zapłacić.

Jedno tylko pozostaje dla mnie tajemnicą – dlaczego PiS tak bardzo walczy o przepisy, na których skorzystają głównie PSL i PO? To przecież te partie rządzą w większości samorządów. Przepisy zwalniające spółki komunalne z przetargów zostały przygotowane przez rząd Ewy Kopacz, krytyczny stosunek do nich prezentował wicepremier Mateusz Morawiecki, a teraz posłowie PiS zagłosowali za nimi prawie jednomyślnie, ręka w rękę z PSL, przy sprzeciwie PO. O co chodzi? Nie mam pojęcia. Ale stare powiedzenie mówi, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tu zaś stawką są gigantyczne kwoty, w skali kraju liczone w miliardach złotych. Właśnie uchwalono, że będzie wolno wydawać je bez konkurencji i bez kontroli.