Spraw wpływa coraz więcej, a pozostałości nie są załatwiane w zadowalającym tempie. Taki obraz wyłania się z rozmów z sędziami. Potwierdzają to również resortowe statystyki (patrz: grafika). Nie dziwi więc, że prezesi sądów zaczynają szukać sposobów na usprawnienie pracy. Przykładem są sądy okręgu krakowskiego, w których zarządzeniami próbuje się m.in. zmusić sędziów do częstszego wychodzenia na salę.

Kontrowersyjne zarządzenie

Najwięcej emocji wywołało zarządzenie wydane przez Dagmarę Pawełczyk-Woicką, prezes Sądu Okręgowego w Krakowie, zgodnie z którym od 3 do 30 sierpnia br. został wstrzymany losowy przydział spraw sędziom orzekającym w tej jednostce. Wyjątkiem były sprawy niecierpiące zwłoki, takie jak zażalenia na postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztu. Jak tłumaczyła sama prezes, decyzja miała na celu „umożliwienie równomiernego obciążenia sędziów orzekających obecnie w wydziałach, przy równoczesnym wykorzystywaniu urlopów przez pozostałych sędziów”. Mimo to zarządzenie zostało źle odebrane przez sporą część osób nim objętych.

– Tym zarządzeniem prezes de facto wstrzymała pracę w całym sądzie. Wszystkie sprawy, które wpływały do SO w Krakowie w sierpniu, leżały i nic się w nich nie działo. Bez losowania bowiem nie można wyznaczyć do sprawy sędziego referenta, a bez niego nie można wykonać żadnych czynności, nawet tych czysto technicznych – tłumaczy Beata Morawiec, sędzia SO w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis. Efekt tego był taki, że po upływie okresu wskazanego w zarządzeniu do referatów sędziów trafiło po kilkadziesiąt spraw jednocześnie.

– To bardzo utrudnia organizację pracy – twierdzi sędzia Morawiec.

Sądy zwalniają

Sądy zwalniają

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Sędziowie podnoszą również, że prezes nie miała podstaw prawnych do wydania takiego zarządzenia. W jego treści powołuje się na par. 41a pkt 2 oraz par. 43 pkt 13 regulaminu urzędowania sądów powszechnych (Dz.U. z 2015 r. poz. 2316 ze zm.). Pierwszy z wymienionych pozwala m.in. prezesowi sądu okręgowego w tymże sądzie oraz w działających w jego okręgu jednostkach rejonowych ustalić dokładny okres ograniczania wyznaczania sesji sądowych. Drugi natomiast stanowi o tym, w jaki sposób sprawy podlegające losowemu przydziałowi rejestruje się w systemie informatycznym.

– Żaden nie mówi jednak o prawie do wstrzymania losowego przydziału spraw sędziom. Czym innym bowiem jest przydział, a czym innym wyznaczanie sesji. To drugie odbywa się na dużo późniejszym etapie – tłumaczy sędzia Morawiec.

Lawinowo rosnące opóźnienia w pracy

Część krakowskich sędziów uważa również, że kontrowersyjna wywołała odwrotne skutki do deklarowanych.

– Dla przykładu – w wydziale IV Karnym SO w Krakowie zaległości wzrosły ostatnio o 40 proc. – podkreśla Morawiec.

Ale nie tylko sąd okręgowy ma tego typu problemy. Przyznają się do nich prezesi rejonowi z okręgu krakowskiego. W pismach kierowanych do przewodniczących wydziałów piszą o „wzrostach pozostałości” czy też o „niezadowalającym zmniejszaniu pozostałości”.

Chcąc temu zaradzić, w sądach krakowskich postanowiono na przykład, że sędziowie liniowi mają odbywać po trzy sesje w tygodniu, a czas trwania sesji ma być wyznaczany co najmniej od godz. 8.30 do 15, w ramach której „efektywnie należy wykorzystać co najmniej sześć godzin”.

Zdaniem części sędziów taka próba ręcznego sterowania wręcz może spowolnić ich pracę.

– No bo co to znaczy, że sędzia ma efektywnie wykorzystać ileś godzin podczas sesji? A co będzie, jeżeli np. na rozprawę nie stawią się wezwani świadkowie? W takiej sytuacji sędzia ma i tak siedzieć na pustej sali? Do tej pory, gdy zdarzały się takie sytuacje, sędzia wracał do gabinetu i np. nadganiał zaległości w pisaniu uzasadnień – tłumaczy Beata Morawiec.

Do tego typu zarządzeń sceptycznie podchodzi również Mariusz Królikowski, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku. I zwraca uwagę, że od czasu wydania przez Sąd Najwyższy w 2015 r. przełomowego orzeczenia tego typu dokumenty wydawane przez prezesów sądów nie mogą być traktowane jako bezwzględnie wiążące dla sędziów. Mogą być uznawane jedynie za „kierunkowe wskazówki”.

– U nas w sądzie, choć wpływ ostatnimi czasy bardzo wzrósł, a co za tym idzie, spadło tzw. pokrycie wpływu, nie są wydawane zarządzenia nadzorcze odnoszące się do zmiany sposobu organizacji pracy sędziów. Całkiem zresztą słusznie, gdyż problem nie leży w organizacji pracy, tylko przede wszystkim w brakach kadrowych – mówi sędzia Królikowski. Jak dodaje, w wydziale karnym, w którym orzeka, wpływ spraw w I półroczu był znacząco większy od ubiegłorocznego.

Wzrost wpływu spraw zauważa również Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie.

– Spraw do wydziału karnego wpływa o jakieś 20 proc. więcej i to w tej głównej kategorii, czyli inicjowanych aktem oskarżenia – przyznaje. Jego zdaniem ma to związek z ostatnimi zmianami w prawie, które miały rozwiązać problem nieregulowania alimentów.

– Teraz to jest automatyzm – jeżeli ktoś nie płaci trzy miesiące, to od razu kierowany jest akt oskarżenia – zauważa oławski sędzia. I dodaje, że nie słyszał, aby prezesi z okręgu wrocławskiego wydawali jakieś zarządzenia mające na celu dyscyplinowanie sędziów.

Krakowskie gorące krzesło

Prawda jednak jest taka, że sytuacja w SO w Krakowie jest dość specyficzna na tle kraju. Obecna prezes bowiem objęła to stanowisko w atmosferze skandalu. Wcześniej z funkcji szefa krakowskiego sądu minister sprawiedliwości, korzystając z kontrowersyjnego trybu, odwołał Beatę Morawiec. To się nie spodobało części sędziów, a zwłaszcza przedstawicielom stowarzyszeń, które apelowały, aby nie obejmować stanowisk po wyrzucanych kolegach. Pracy Pawełczyk-Woickiej nie ułatwia na pewno także to, że w sądzie, którym kieruje, orzekają osoby mocno zaangażowane w obronę niezależności wymiaru sprawiedliwości, jak choćby sędzia Waldemar Żurek.

– Z całą pewnością prezes Pawełczyk-Woicka nie ma łatwego zadania. Jednak przez to, że jest postrzegana jako człowiek ministra Ziobry, każde jej, choćby najbardziej racjonalne, decyzje będą budzić podejrzenia i niechęć – uważa jeden z sędziów. Dodaje przy tym, że nie dziwi się, że niektórzy prezesi decydują się na wydawanie zarządzeń dotyczących liczby sesji, gdyż oczywiste jest, iż zdarzają się sędziowie, którzy po prostu migają się od pracy.

DGP nie udało się skontaktować z prezes SO w Krakowie.