statystyki

Ekspresowa legislacja jest jak fast-food. Szkodzi zdrowiu

autor: Andrzej Kidyba28.11.2017, 18:00; Aktualizacja: 28.11.2017, 19:37
paragrafy

Chodzi o prawo przygotowywane czasem trochę w ukryciu, bez zwyczajnego wykorzystania pełnych procedur. Kuchennymi drzwiamiźródło: ShutterStock

Z punktu widzenia kuchni legislacyjnej najważniejsze są chyba ustawy pilne. Gdyby były jak szybkowar, to jeszcze pół biedy, ale często są skróceniem ścieżki legislacyjnej bez oprawy termicznej. Jak można być zdrowym po czymś takim?

Reklama


Hurtownia kojarzy się ze zbiorem produktów, niekoniecznie tej samej kategorii, pewną grupą materiałów, która powinna masowo, czyli w jak największej ilości i szybko, zostać upłynniona. Temu poświęcony był ostatni mój felieton (DGP nr 206, 24 października 2017 r.). Niektórzy uważają, że był on dosyć ostry (gdyby państwo wiedzieli, jak go w ostatniej chwili złagodziłem!); że użyłem określeń „głupi przepis”, zamiast subtelnych „przepis rodzi wątpliwości”, „przepis niejasny”, „wątpliwy”. Jak mogłem zawoalować swą wypowiedź, gdy woalką zasłaniają się projektodawcy przepisów? Dlaczego to ja mam być delikatny, gdy po drugiej stronie „sporu” używa się bez jakichkolwiek oporów podstępu i ciężkiego oręża?

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym, do którego się odnosiłem, był firmowany przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju, ponoć w uzgodnieniu m.in. z podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem. Tak wyraźnie zostało to napisane w uzasadnieniu projektu na stronach RCL. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy potwierdziło się, że ów „garnitur dla spółek z o.o.”, w którym, jak stwierdziłem, „nie chciałem chodzić”, okazał się dziurawy nie tylko dla mnie (patrz tekst Patryka Słowika, DGP nr 219). Na wady projektu, które sygnalizowałem, wskazał nie kto inny niż Ministerstwo Sprawiedliwości! Dotyczy to tak kluczowych kwestii, jak uregulowanie problemu potwierdzenia czynności prawnych fałszywego organu w kodeksie spółek handlowych, a nie kompleksowego uczynienia tego w kodeksie cywilnym, czy problemu rezygnacji z pełnionej funkcji w spółkach kapitałowych. Jakże mądre okazują się w związku z tym słowa ministra Piebiaka: „Wysoki poziom argumentacji Sądu Najwyższego, jakim cechują się jego orzeczenia, oraz autorytet, jakim Sąd Najwyższy cieszy się w środowisku prawniczym, powodują, że poglądy wypowiedziane w orzecznictwie tego sądu stają się obowiązującą, powszechnie akceptowaną wykładnią przepisów”. Co w konsekwencji nie może oznaczać, że ustawodawca będzie zmieniał kodeksy pod wpływem uchwał i wyroków, bo ustawy stałyby się wówczas zbyt kazuistyczne. Ważne to słowa. Nasuwa się chyba wniosek: Ministerstwo Rozwoju, „ręce precz” od prawa prywatnego!


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • prawnik(2017-11-29 08:27) Zgłoś naruszenie 00

    Niestety skutki ekspresowej legislacji są, podobnie jak skutki żarcia śmieciowego jedzenia, odłożone w czasie. Złą ustawę uchwala się w jedną noc. Ale zaczyna szkodzić dopiero po kilku tygodniach, miesiącach. I szkodzi latami. A ciemny lud nie zauważa skutku pomiędzy złą ustawą, a szkodą odłożoną o rok.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama