statystyki

Kryszkiewicz: Insynuacje i sugestie, czyli o tym, dlaczego resort Zbigniewa Ziobry powinien złajać Sąd Najwyższy

autor: Małgorzata Kryszkiewicz26.11.2018, 08:42; Aktualizacja: 26.11.2018, 08:59
Małgorzata Kryszkiewicz, redaktor Dziennika Gazety Prawnej

Małgorzata Kryszkiewicz, redaktor Dziennika Gazety Prawnejźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Nasz środowy tekst o tym, co się dzieje w Sądzie Rejonowym w Olsztynie, jeżeli chodzi o zasady przydziału spraw sędziom („Jak w praktyce (nie) działa losowy przydział spraw”, DGP nr 226/18) wywołał spore poruszenie, i to nie tylko w środowisku sędziowskim.

W myśl zasady „uderz w stół a nożyce się odezwą” swoje trzy gorsze postanowiło dorzucić Ministerstwo Sprawiedliwości. Niby to zrozumiałe, wszak to ono jest twórcą systemu losowego przydziału spraw, więc powinno być żywo zainteresowane doniesieniami na temat nawet ewentualnych nieprawidłowości w jego stosowaniu. A zarzuty stawiane w artykule są przecież poważne. Wiele bowiem wskazuje na to, że prezes olsztyńskiego sądu bez ustawowych podstaw wyłączył z losowania pewnej problematycznej sprawy siebie i swojego zastępcę. Jednak resort sprawiedliwości, zamiast wziąć sprawę na poważnie i zbadać w ramach nadzoru, co tak naprawdę wydarzyło się w Olsztynie, całą winę za zaistniałą sytuację zrzucił na dziennikarza, który problem opisał, a więc na moją skromną osobę. W rozsyłanym wszem i wobec oświadczeniu w sprawie mojego artykułu (tu rodzi się pytanie, skąd taka, nieprzewidziana przez prawo prasowe, forma) często i gęsto padają określenia typu „nieprawdziwa sugestia” czy „bezpodstawne zarzuty”.

Mnie natomiast zastanawia, skąd pracujący w resorcie dysponowali już w dniu ukazania się artykułu tak rozległą wiedzą na temat tego, co tak naprawdę wydarzyło się ładnych parę miesięcy temu w jednym z setek sądów rejonowych w Polsce, oddalonym od stolicy kilkaset kilometrów. Ja oparłam się na dokumentach, które studiowałam w Sądzie Najwyższym. Czyżby więc ktoś z ministerstwa również pofatygował się na plac Krasińskich i tak jak ja skrupulatnie przeanalizował akta, po czym doszedł do odmiennych wniosków niż te przedstawione w artykule? Byłoby to dość problematyczne, bo akurat w dniu publikacji dostęp do nich mógł być mocno ograniczony. W tym właśnie dniu w SN odbywało się w tej sprawie posiedzenie i zapewne sędzia orzekający miał akta przy sobie. No ale wiadomo – dla chcącego nic trudnego! Zresztą nie śmiem niczego innego sugerować. W przeciwnym razie trzeba by było uznać, że resort sprawiedliwości oparł swoje wnioski na tym, co usłyszał bezpośrednio od prezesa SR w Olsztynie, a więc od osoby bezpośrednio zainteresowanej zamieceniem całej sprawy pod dywan. To przecież niemożliwe. Wszyscy przecież wiemy, że tak poważnej instytucji jak Ministerstwo Sprawiedliwości zależy tylko i wyłącznie na tym, aby sądy działały sprawnie, a przede wszystkim transparentnie.


Pozostało jeszcze 34% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane