Będą kontrole inspektorów pracy i samych zamawiających, by zweryfikować, czy firmy wykonujące zamówienia publiczne zatrudniają pracowników na etat. Jeśli to nie wystarczy, resort rozwoju rozważy możliwość zmiany przepisów.
Od 28 lipca 2016 r. w przetargach ogłaszanych przez administrację publiczną musi znajdować się wymóg, by osoby wykonujące publiczne zlecenia, tam, gdzie jest to uzasadnione, były zatrudnione na etat. Ale pod znakiem zapytania stanęła możliwość weryfikacji tego, czy przedsiębiorcy wywiązują się z tego obowiązku. Najskuteczniejszym sposobem było sprawdzanie umów o pracę. Jak już pisał DGP na przeszkodzie temu stanęły przepisy. Z opinii wydanej przez GIODO wynika, że kopie takich umów nie mogą zawierać danych osobowych.
Reklama

Reklama
– Pojawia się obawa, że przepisy mające poprawić sytuację pracowników i zapewnić uczciwą konkurencję na rynku zamówień publicznych pozostaną martwe – zauważył na wczorajszym posiedzeniu zespołu ds. zamówień publicznych Rady Dialogu Społecznego jego przewodniczący Marek Kowalski.
Na spotkanie zaproszono przedstawicieli rządu i szeregu instytucji państwowych. Mieli się zastanowić, jak rozwiązać ten problem.
Jedyne co na razie wiadomo na pewno, to to, że w kontrolowaniu firm realizujących zamówienia pod kątem wypełniania obowiązku zatrudniania na etat pomóc może Państwowa Inspekcja Pracy. I, jak zadeklarował zastępca głównego inspektora pracy Zbigniew Ryfka, pomoże. Pytanie jednak, czy to wystarczy? Inspektorzy pracy zapewne nie będą mogli reagować na wezwanie każdego zamawiającego. A to dlatego, że jest ich po prostu za mało. Pojawiła się też wątpliwość, jakie informacje będą mogli przekazać zamawiającym po zakończeniu kontroli. Choć sami mają prawo wglądu do umów pracy zawierających wszystkie dane osobowe, to nie mogą ich nikomu przekazywać. Zastępca głównego inspektora pracy uznał natomiast wstępnie za dopuszczalne informowanie o tym, czy kontrolowana firma zatrudnia pracowników na etat, bez wskazywania ich danych. Zastrzegł jednak, że wymaga to dalszych analiz prawnych.
Najprostszym, a zarazem najskuteczniejszym sposobem byłaby szybka nowelizacja przepisów, dająca zamawiającym ustawową przesłankę do przetwarzania danych osobowych pracowników firm realizujących zamówienia publiczne. Przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, jak i Urzędu Zamówień Publicznych uznali to jednak za ostateczność. Ich zdaniem najpierw trzeba się przekonać, czy w praktyce pojawią się problemy z kontrolowaniem formy zatrudnienia.
– Uważam, że na gruncie istniejących przepisów są skuteczne sposoby weryfikowania tego – przekonywał Bogdan Artymowicz, dyrektor Biura Prawnego UZP. Jego zdaniem nawet dostęp do zanonimizowanych kopii umów daje zamawiającym szanse na zorientowanie się przynajmniej co do skali zatrudnienia. Innym sposobem może być wpisanie do umów klauzuli gwarantujących możliwość żądania zaświadczeń ZUS, potwierdzających opłacanie przez wykonawcę lub podwykonawcę składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne z tytułu zatrudnienia na podstawie umów o pracę.
GIODO ma jeszcze przeanalizować możliwość weryfikowania w umowach samych imion i nazwisk pracowników z pominięciem pozostałych danych osobowych. Jak zauważyła Sylwia Szczepańska z NSZZ „Solidarność”, imiona i nazwiska pracowników zamawiający i tak zna choćby z przedstawianego mu grafiku dyżurów. W tej sytuacji chronienie tych danych w umowach wydaje się być sztuką dla sztuki.
RDS chciała również zapytać Ministerstwo Zdrowia o zajęcie stanowiska w sprawie opisanych wczoraj przez DGP problemów z renegocjowaniem umów związanych z wprowadzeniem minimalnej stawki godzinowej. Szpitale uchylają się od tego, bo nie wiedzą, czy dostaną pieniądze z NFZ. Przedstawiciel MZ okazał się jednak nieumocowany do zajęcia stanowiska w tej kwestii.