Senatorowie jednogłośnie zdecydowali o wyrzuceniu do kosza przepisu, dzięki któremu śledczy mogliby podważać orzeczenia sądów karnych.
Uchylając orzeczenie, sąd odwoławczy może: / Dziennik Gazeta Prawna
Na nic zdały się tłumaczenia Ministerstwa Sprawiedliwości, autora projektu, w którym znalazło się kontrowersyjne rozwiązanie. Senatorowie nie dali się przekonać, że to tylko niewinny zabieg legislacyjny, mający na celu naprawienie zaniechań, do jakich doszło w 2015 r., kiedy proces karny przez chwilę opierał się na zasadzie kontradyktoryjności. Co więcej, ich argumenty trafiły przynajmniej do części kolegów z izby niższej – na wczorajszym posiedzeniu sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka zarekomendowała bowiem Sejmowi przyjęcie senackiej poprawki skreślającej kontrowersyjny przepis.
Reklama

Reklama
O tym, jak niebezpieczna może być zmiana, dzięki której to prokurator stałby się gospodarzem postępowania odwoławczego, DGP informował jako pierwszy na początku października.
Spór o konsekwencje
Przepis, zgodnie z którym po złożeniu przez prokuratora wniosku o zwrot akt w celu uzupełnienia dochodzenia lub śledztwa sąd odwoławczy musiałby uchylić wyrok I instancji, został zamieszczony w ministerialnym projekcie już po tym, jak trafił do prac w Sejmie. Miał on mieć zastosowanie do tych spraw, które zostałyby wszczęte przed dniem wejścia w życie omawianych zmian. Innymi słowy: projektodawcy chcieli, by miał on zastosowanie do wszystkich obecnie toczących się spraw przed sądami karnymi, o ile nie zostały już zakończone prawomocnym wyrokiem.
Propozycja od razu wywołała burzę. Przeciwnicy pomysłu podkreślali m.in., że jego skutkiem będzie naruszenie prawa do sądu. Ich zdaniem wprowadzenie takiej zmiany dałoby prokuratorom narzędzie, dzięki któremu mogliby albo w nieskończoność przedłużać trwające postępowania (projekt nie przewidywał ograniczenia liczby składanych wniosków), albo – po zwrocie im akt – decydować o umorzeniu niewygodnych dla nich spraw.
Takiej interpretacji zdecydowanie sprzeciwiał się Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. W wywiadzie dla DGP z 9 października br. podkreślał, że „nie o uchylenie wyroku tu chodzi, lecz o cofnięcie sprawy do wcześniejszego etapu postępowania”, a „uchylenie wyroku to tylko czysto techniczna tego konsekwencja”. Ponadto wskazywał, że aby do złożenia wniosku doszło, musiałyby się pojawić przesłanki w postaci konieczności uzupełnienia postępowania o nowe dowody. A to, jego zdaniem, stanowiłoby gwarancję, że prokuratorzy nie będą tego rozwiązania nadużywali lub wykorzystywali go do zamiatania pod dywan niewygodnych spraw. Podnosił, że nadużywając takiego narzędzia śledczy narażaliby się m.in. na zarzuty dyscyplinarne.
Pomieszanie ról
Widać argumenty przedstawiciela resortu nie trafiły do senatorów. Ci bowiem jednogłośnie (za skreśleniem przepisu głosowało 80 z 80 obecnych na posiedzeniu członków izby wyższej) zagłosowali za skreśleniem kontrowersyjnego przepisu.
„(...) Na etapie postępowania jurysdykcyjnego to sąd, a nie prokurator, pełni funkcję dominus litis, czyli sprawuje kierownictwo nad postępowaniem. Przejawem tej pozycji jest swoboda wydawania przez sąd decyzji procesowych” – podkreślił w uzasadnieniu uchwały przesłanej do Sejmu Stanisław Karczewski, marszałek Senatu. Dalej przyznaje on, że nie ma wątpliwości, iż przepis wpłynąłby na wydłużenie całego postępowania karnego i przyczyniłby się do jego nadmiernej przewlekłości. A prostą konsekwencją tego byłoby naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.
O tym, że m.in. z powyższych względów proponowanego przez resort sprawiedliwości rozwiązania nie da się pogodzić zarówno z konstytucyjnym prawem do sądu, jak i z Europejską Konwencją Praw Człowieka, alarmowało również biuro legislacyjne Senatu. W swojej opinii ostrzegało np., że przepis nie będzie realizował zasady równości stron. A to dlatego, że na jego podstawie jedynie oskarżyciel publiczny byłby władny doprowadzić do przeprowadzenia całego postępowania od początku.
Marszałek Karczewski podkreślił również, że „przepis nie spełnia standardu wyższej staranności, jaki winien być stosowany wobec osób tymczasowo aresztowanych, dla których terminowość działania organów procesowych ma wymiar szczególny”.
Decyzję Senatu chwali środowisko sędziowskie.
– Prokurator ma oskarżać. I jego rola na tym musi się kończyć. W żadnym wypadku nie może on mieć uprawnień, dzięki którym mógłby w sposób przesądzający wpływać na tok postępowania sądowego – kwituje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
Czy poprawka Senatu utrzyma się w Sejmie? O tym, że tak właśnie się stanie mogłoby świadczyć wczorajsze posiedzenie sejmowej komisji, na którym zdecydowano o zarekomendowaniu izbie niższej przyjęcia senackich zmian.
– Z drugiej jednak strony ustawa nie znalazła się we wczorajszym bloku głosowań. A to może sugerować, że jednak jakieś prace nad nią będą jeszcze w Sejmie prowadzone. Ale nie wiadomo, w jakim pójdą one kierunku. Zwłaszcza że na wczorajszym posiedzeniu komisji przedstawiciel resortu sprawiedliwości nie sprzeciwiał się skreśleniu przepisu – relacjonuje Borys Budka, członek komisji sprawiedliwości i praw człowieka.
Etap legislacyjny
Ustawa przed głosowaniem senackich poprawek