- Brak możliwości wskazania przez pacjenta osób bliskich, które po jego śmierci nie powinny mieć dostępu do informacji chronionych tajemnicą lekarską, niewątpliwie narusza jego prawo do samostanowienia - mówi w wywiadzie dla DGP Jolanta Budzowska, radca prawny, pełnomocnik poszkodowanych w procesach o błędy medyczne, wspólnik w Kancelarii Prawnej „Budzowska, Fiutowski & Partnerzy – Radcowie Prawni”.
Najpoważniejsze sprawy dotyczące błędów medycznych mają trafiać na szczebel prokuratur okręgowych oraz regionalnych, ograniczona zostanie tajemnica lekarska i poszerzona jawność spraw sądowych. Tak szeroki zakres zmian jest konieczny?
Należy poszukiwać rozwiązań ustawowych ułatwiających poszkodowanym pacjentom i rodzinom ofiar walkę z błędami medycznymi, ponieważ nierówność broni widać na sali sądowej aż nazbyt wyraźnie.
Reklama
A wybrano właściwe narzędzia?
Mam wątpliwości. Jeśli chodzi o sam proces ustalania, czy doszło do przestępstwa, i następnie etap dochodzenia odszkodowania, to i dotychczas możliwość zwolnienia z zachowania tajemnicy lekarskiej w postępowaniu karnym miał sąd (na wniosek prokuratora) – i nie spotkałam się z odmową wydania takiego postanowienia. Z mocy ustawy lekarze i pielęgniarki byli też zwolnieni z tajemnicy, zeznając podczas postępowań prowadzonych przez wojewódzką komisję ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. W postępowaniu cywilnym nie ma możliwości generalnego zwolnienia medyków z tajemnicy, ale też nie jest to przeszkoda – podstawowym dowodem na przebieg leczenia jest dokumentacja medyczna. W ogóle uważam, że zeznania medyków na temat przebiegu leczenia na ogół szkodzą interesom pacjentów w procesie: nagle okazuje się, że wykonano wiele czynności, o których nie ma nawet wzmianki w dokumentacji. Ten sam problem dotyczy świadomej zgody na leczenie: w dokumentacji jest jedno zdanie, a lekarz, składając zeznania, barwnie opisuje, jak długo i wyczerpująco informował pacjenta o ryzyku zabiegu.

Reklama
Posłowie PiS przekonują, że to osoba bliska powinna być dysponentem tajemnicy lekarskiej po śmierci pacjenta. Dziś zakres tajemnicy jest ujęty zbyt szeroko, dlatego bywa wykorzystywana do ukrywania błędów w leczeniu wbrew interesowi pacjenta.
Dostęp do dokumentacji medycznej jest faktycznie jednym z podstawowych problemów w tego rodzaju sprawach. I niestety samo środowisko medyczne ukręciło na siebie bat. Dostęp do dokumentacji medycznej zmarłego był często nadmiernie restrykcyjnie i sprzecznie z duchem ustawy ograniczany. Dotyczyło to szczególnie sytuacji, gdy pacjent trafiał nieprzytomny do szpitala i nie był w stanie wskazać w tej placówce osoby upoważnionej do uzyskiwania informacji po jego śmierci, ale jednocześnie takie wskazanie uczynił wcześniej w innych miejscach, gdzie się leczył. Podobnie, nawet w sytuacji upoważnienia konkretnej osoby, po śmierci pacjenta często okazywało się, że art. 26 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 59 ze zm.) jest interpretowany w sposób niezwykle ścisły: osoba wskazana przez pacjenta za życia uzyskiwała jedynie prawo wglądu w dokumentację, ale już nie mogła otrzymać kserokopii. Z oczywistych względów utrudniało to dochodzenie roszczeń. Życie jednak nie znosi pustki i przepis ten był obchodzony w drodze wszczęcia postępowania przed wojewódzką komisją: spadkobiercy składali wniosek o orzeczenie o zdarzeniu medycznym, często w ciemno, a następnie w drodze lektury akt zapoznawali się z dokumentacją medyczną.
Proponowane przez PiS zmiany w k.p.k. nie ingerują w prawo do prywatności pacjenta? Przecież bliski może być skłócony ze zmarłym pacjentem, a w świetle tych regulacji jego zdanie w kwestii ujawnienia tajemnicy lekarskiej po śmierci pacjenta będzie decydujące.
Zmiany są zbyt daleko idące. Brak możliwości choćby wyłączenia jeszcze za życia przez pacjenta z kręgu osób bliskich konkretnych osób, co do których pacjent nie chce, aby uzyskały dostęp do informacji chronionych obecnie tajemnicą lekarską – niewątpliwie narusza prawo pacjenta do samostanowienia i jego autonomię, czyli także podstawowe prawa człowieka.
Zgodnie z nowelizacją autorstwa PiS zwolnienie lekarza z tajemnicy będzie możliwe za zgodą osób bliskich tylko wówczas, gdy inny krewny nie będzie się temu sprzeciwiał. Jak np. szpital miałby ustalać stanowiska osób bliskich i co wówczas, gdy okaże się, że tajemnicę ujawniono, bo pozostali bliscy o niczym nie wiedzieli, a tym samym nie mieli możliwości zgłoszenia sprzeciwu?
Szerokie uprawnienia osób bliskich do żądania informacji, a jednocześnie do zgłoszenia przez jedną z nich sprzeciwu wobec zwolnienia z tajemnicy, postawi podmioty lecznicze przed koniecznością każdorazowej oceny, czyja wola jest „skuteczniejsza”. Tylko jedno jest wówczas pewne: niestety, zdanie pacjenta nie będzie miało już żadnego znaczenia. Bo jak podmiot leczniczy ma na przykład przeprowadzić „dochodzenie”, czy dana osoba pozostawała we wspólnym pożyciu ze zmarłym – czyli zalicza się do kręgu osób bliskich?
Co w sytuacji, gdy pacjent za swego życia zapewni prawo wglądu w dokumentację medyczną na wypadek śmierci osobie bliskiej, np. konkubinie. A następnie po jego śmierci pojawi się żona, która wyrazi zgodę na ujawnienie przez lekarza tajemnicy lekarskiej. Czyja decyzja będzie wiązała lekarza – pacjenta dokonana za życia, czy żony dokonana po śmierci pacjenta?
Tego nie wie nikt, a na pewno najtrudniej będzie decydować lekarzom. Konkubina to osoba bliska, na szczęście upoważnienie udzielone za życia pacjenta zwolni lekarza z obowiązku weryfikacji jej statusu w drodze zaglądania do alkowy. Żona to z kolei krewna – obie są uprawnione. Ale jeśli jedna z nich się sprzeciwi, to zwolnienie z tajemnicy nie będzie możliwe. Prawdopodobny jest więc wyścig „Kto pierwszy pod drzwiami szpitala” – bo trzeba zdążyć uzyskać informacje i dokumentację medyczną przed innymi i ich ewentualnym sprzeciwem. Absurd.
Kolejnym novum jest zmiana k.p.k. i wprowadzenie możliwości rozpowszechniania publicznego przez bliskiego, którego zgoda była wymagana do zwolnienia z tajemnicy, okoliczności objętych tajemnicą lekarską, a ujawnionych na rozprawie. Jawność nie idzie za daleko?
To rozwiązanie może uczynić detale procesu karnego przedmiotem publicznej, w szczególności medialnej, dyskusji. Czy będzie to służyć poszkodowanym pacjentom? Życie pokazuje, że rzeczywiście upublicznione przypadki błędów medycznych są wnikliwiej analizowane przez uprawnione organy. Z drugiej jednak strony, publiczna analiza przeprowadzanego postępowania dowodowego może nie służyć realizacji strategii procesowej przez strony procesu, także poszkodowanych występujących w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych.
Ale pod pojęciem tajemnicy lekarskiej kryją się nie tylko diagnoza, historia choroby, metody leczenia, ale także wszelkie informacje, w posiadanie których wszedł lekarz w związku z udzielanymi świadczeniami. Są to również dane wrażliwe dotyczące np. seksualności, wyznania czy też stanu majątkowego, a także informacje dotyczące innych osób. To w porządku, aby o ich ujawnieniu decydowali bliscy po śmierci pacjenta? Przecież w takiej sytuacji pacjenci nie będą szczerzy wobec lekarzy. Widzi pani takie ryzyko?
Zdecydowanie tak. Nieraz w praktyce spotykam się z konfliktem rodziny po śmierci pacjenta: część dochodzi roszczeń z tytułu śmierci osoby bliskiej, część nie, albo każdy prowadzi „swój” proces o zadośćuczynienie. Od tego prosta droga do niezgodnego z wolą zmarłego wykorzystania informacji dotyczących sfery jego życia osobistego, a pozyskanych od lekarza.