Jeśli umarzamy sprawę, ponieważ podsłuchy były stosowane sprzecznie z procedurą, choć wynika z nich, że ktoś dopuścił się ciężkiego przestępstwa, to czy takie rozstrzygnięcie odpowiada poczuciu sprawiedliwości?
Jacek Skała, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP / Dziennik Gazeta Prawna
Artykuł 168a k.p.k. uchwalony przez Sejm wywołał trzęsienie ziemi w prawniczym świecie. To dobry przepis?
Reklama
Zależy dla kogo. Dla ofiar przestępstw, dla szeroko rozumianego bezpieczeństwa państwa i obywateli tak. Dla świata przestępczego nie. W ostatnich latach państwo wykonywało wiele gestów przyjaźni wobec tych środowisk.

Reklama
Jakich?
Skrócono np. okresy przedawnienia, wprowadzono procedurę karną, która stawiała w uprzywilejowanej pozycji podejrzanych i oskarżonych. Mam nadzieję, że czas tych dobrych informacji dla osób wchodzących na ścieżkę konfliktu z prawem się skończył.
Dla prokuratorów to nieporównywalnie wygodniejszy przepis niż ten obowiązujący obecnie, który stwierdza, że niedopuszczalne jest wykorzystanie dowodu uzyskanego do celów postępowania karnego za pomocą czynu zabronionego.
Nasze środowisko krytycznie odnosiło się zarówno do linii orzeczniczej Sądu Najwyższego w odniesieniu do owoców zatrutego drzewa, jak i do nadania tej linii treści normatywnej w przepisie uchwalonym w ramach tzw. noweli lipcowej. Autorom tych zmian chodziło o uzyskanie wygodnego instrumentu do konstruowania linii obrony, która miała zaczynać się od wnikliwej analizy sposobu postępowania organów procesowych. Innymi słowy, oskarżony zaczynał tworzenie taktyki obrończej od poszukiwania nawet najdrobniejszych uchybień na etapie gromadzenia dowodów, po to by je wyeliminować jako dla niego niekorzystnych bez względu na to, czy było to zgodne z prawdą materialną, czy nie. Wspomniana linia orzecznicza SN doprowadziła zresztą do spektakularnych porażek procesowych w głośnych sprawach.
Jakich sprawach?
Żeby nie sięgać daleko, wystarczy wymienić sprawę domniemanej korupcji w Sądzie Najwyższym. Podstawą decyzji o umorzeniu śledztwa w tej sprawie było uznanie, że nagrania z korupcyjnych rozmów to owoce zatrutego drzewa. Mój osobisty pogląd jest taki, że nowela lipcowa wprowadziła coś na kształt normatywnej gwarancji bezkarności, utrwalając znaną już wcześniej linię orzeczniczą SN, którą podpierali się również prokuratorzy umarzający bulwersujące sprawy. Trzeba się teraz zastanowić, czy istniałaby możliwość powrotu do niektórych śledztw. Tylko czas bywa w wielu przypadkach nieubłagany, bo np. główni świadkowie nie żyją.
Ale czy ten przepis nie sprzyja łamaniu prawa przez funkcjonariuszy?
Funkcjonariusz ma zdobywać i utrwalać dowody zgodnie z prawem i na podstawie obowiązujących procedur. Jeśli złamie przepisy, powinien odpowiadać dyscyplinarnie, a w konkretnych przypadkach, gdy nadużywając uprawnień lub nie dopełniając obowiązków, działał na szkodę interesu społecznego, także karnie. Nie sądzę, aby taka regulacja sprzyjała łamaniu prawa przez funkcjonariuszy. Nikt racjonalnie myślący nie będzie umyślnie naruszał procedur, narażając się na odpowiedzialność karną lub dyscyplinarną. Celowego łamania przepisów nie należy jednak utożsamiać z błędami, które w każdej dyscyplinie się zdarzają.
Podnoszone jest także, że ta regulacja stawia nas w gronie państw łamiących podstawowe prawa człowieka.
To retoryka niektórych organizacji. Nie ma mowy o łamaniu praw człowieka. Czy łamaniem praw człowieka jest transformowanie na materiał dowodowy informacji o przestępstwie? W mojej ocenie niewykorzystanie takiej informacji w imię teorii owoców zatrutego drzewa może być w niektórych przypadkach łamaniem praw pokrzywdzonych. Komunikat do wspomnianych organizacji od nas jest jednak jednoznaczny: zero tolerancji dla nadużywania procedur przez funkcjonariuszy publicznych.
A co z łamaniem praw oskarżonego?
Nie widzę takiego zagrożenia. Musimy trochę przestawić akcenty. Zastanowić się, co powinno być ważniejsze: funkcja ochronna prawa karnego czy też funkcja gwarancyjna. W ostatnim okresie wyraźnie stawiano na tę ostatnią. Zwalczaniu przestępczości sprzyja natomiast większa równowaga pomiędzy tymi funkcjami. Krótko mówiąc: „tak” dla gwarancji dla oskarżonych, „nie” dla przywilejów.
Pod adresem tej regulacji padają też zarzuty co do jej konstytucyjności: że jest sprzeczna z zasadą demokratycznego państwa prawnego i zasadą działania organów władzy publicznej na podstawie i w granicach prawa i narusza prawo do rzetelnego procesu. Zgadza się pan z tym?
Nie jestem konstytucjonalistą. Kraj urzeczywistniający zasadę demokratycznego państwa prawa musi jednak również walczyć z przestępczością i chronić swoich obywateli przed zagrożeniami z nią związanymi. Wspomniała pani o zasadzie działania organów władzy publicznej na podstawie prawa i w granicach prawa. Nie widzę dla niej zagrożeń. Zasadą będzie bowiem możliwość wykorzystywania dowodów zebranych z naruszeniem procedur z wyjątkiem ściśle określonych przypadków.
A rzetelny proces?
Dla mnie rzetelny proces to taki, który prowadzi do rozstrzygnięcia zgodnego z prawdą materialną. Jeśli umarzamy sprawę, ponieważ podsłuchy były stosowane sprzecznie z procedurami, choć wynika z nich, że ktoś dopuścił się ciężkiego przestępstwa, to czy takie rozstrzygnięcie odpowiada prawdzie materialnej i poczuciu sprawiedliwości? Tego rodzaju sygnał nie może być czytelny, ponieważ przed prawdą materialną stawia prawdę proceduralną. Innymi słowy, ważniejsze są reguły gry procesowej niż prawda.
Czyli sukces prokuratorów?
Proszę pamiętać, że my jesteśmy prawnikami w służbie państwu. Jeżeli państwo osiągnie sukces w walce z przestępczością, to w tym znaczeniu będzie to również sukces prokuratorów. Taki sam zresztą jak sukces każdego obywatela, który nie wkracza na ścieżkę konfliktu z prawem karnym.