Kupując w serwisie aukcyjnym program komputerowy po wyjątkowo niskiej cenie, możemy się spodziewać, jego pirackiej wersji. Już samo nabycie oznacza wtedy popełnienie przestępstwa paserstwa nieumyślnego. I to nawet jeśli kupujący otrzyma niekompletny program, którego w żaden sposób nie da się zainstalować.
Do takich wniosków doszedł Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim w procesie o przestępstwo paserstwa nieumyślnego z art. 292 par. 1 w związku z art. 293 par. 1 kodeksu karnego. Oskarżony w sprawie prowadził warsztat samochodowy. Do naprawy nowszych aut potrzebne są komputerowe programy diagnostyczne. Mechanik znalazł interesujące go oprogramowanie w internetowym serwisie aukcyjnym. Kosztowało zaledwie 50 zł, choć cena bezpośrednio u producenta to ok. 16 tys. zł. Mężczyzna kupił płytę CD-R, otrzymał ją, ale nigdy nie zainstalował. Okazało się, że nie przesłano mu dwóch kolejnych nośników, na których znajdowały się brakujące fragmenty oprogramowania.
Reklama
Jego niemiecki producent stara się jednak monitorować handel pirackimi kopiami w Polsce. I to on powiadomił organy ścigania, że użytkownik portalu aukcyjnego o określonym pseudonimie prawdopodobnie był jednym z nabywców. Potwierdziło to przeszukanie u podejrzanego.

Reklama
Podczas przesłuchania tłumaczył on, że myślał, że odkupuje oryginalny program, a nie jego piracką wersję. Podkreślał, że trudno tak naprawdę w ogóle mówić o zakupie jakiegokolwiek oprogramowania, skoro to, które otrzymał, było niekompletne i nie dało się z niego skorzystać.
Sąd nie podzielił jego stanowiska. Przede wszystkim zwrócił uwagę, że tak niska w stosunku do oryginalnego oprogramowania cena powinna przynajmniej wzbudzić podejrzenia u oskarżonego co do legalności programu.
„Nie budzi wątpliwości sądu, że oskarżony mógł i powinien był przypuszczać, że program komputerowy został uzyskany za pomocą czynu zabronionego. Jest on bowiem z wykształcenia mechanikiem samochodowym, a nadto prowadzi warsztat samochodowy. Kupując program komputerowy, który jak sam przyznał miał służyć do naprawy samochodów, za kwotę 50 zł i od osoby, która posługuje się jedynie nic nie mówiącym nickiem, powinien i mógł przypuszczać, że został on uzyskany za pomocą czynu zabronionego” – uzasadnił wyrok sąd.
Nie miało przy tym znaczenia, że oprogramowanie było niekompletne. Sąd posiłkując się opinią biegłego, stwierdził, że przesłana płyta zawierała program do odblokowywania zabezpieczeń legalnego oprogramowania przed kopiowaniem i nielegalnym uruchamianiem.
Mężczyzna został skazany na grzywnę w wysokości tysiąca złotych. Dodatkowo nałożono na niego obowiązek naprawienia szkody producentowi legalnego oprogramowania. „Przestępstwo, jakiego dopuścił się oskarżony, cechuje znaczny stopień społecznej szkodliwości. Postawa oskarżonego świadczy o braku poszanowania dla cudzej własności i lekceważącym stosunku do kwestii własności intelektualnej” – podsumował sąd.