Po chwilowej separacji prokuraturę za rządów PiS znów czeka małżeństwo z rozsądku z Ministerstwem Sprawiedliwości. Andrzej Seremet przejdzie do historii jako pierwszy i ostatni prokurator generalny.
Prokuratura stanie się z powrotem częścią rządu. Na jej czele stanie polityk: minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Reforma z 2010 r. wprowadzona z wielką pompą przez PO i PSL zostanie przekreślona. Jedni drą szaty. Wieszczą koniec niezależności, ręczne sterowanie i polityczne śledztwa. Inni przekonują, że kuracja, którą pięć lat temu zafundowano prokuraturze, nie tylko nie uleczyła pacjenta, ale też prawie go zabiła. Bo prokuratura stała się słaba oraz wewnętrznie podzielona. A z jej niezależnością było jak z UFO – wszyscy o niej mówili, lecz nikt jej nie widział.
Dowód? Choćby sprawa Cezarego Grabarczyka, głośne śledztwo dotyczące nieprawidłowości związanych z uzyskaniem pozwolenia na broń przez byłego ministra sprawiedliwości. Czy w tym wypadku prokuratura nie okazała się niezależna tylko na papierze? Najpierw łódzki prokurator Krzysztof Kopania nie wystąpił o to, aby podsłuchana przez służby rozmowa byłego ministra mogła być wykorzystana jako dowód w sprawie (a zrobił tak wobec Dariusza Seligi, posła PiS). Potem, gdy kolejny prokurator Krzysztof Drygas podjął decyzję o przeszukaniu biura poselskiego Grabarczyka, kierownictwo odebrało mu śledztwo. Wody w usta nabrała Krajowa Rada Prokuratury, która ma być strażniczką niezależności. Problemu nie widział też Andrzej Seremet, prokurator generalny.