Prawo rodzinne coraz śmielej dopuszcza, by po rozwodzie dzielić się opieką nad potomstwem po równo. Sędziowie do tych rozwiązań podchodzą jednak nieufnie.
Reklama
Opieka naprzemienna, zwana inaczej pieczą wspólną, polega na przyznaniu bieżącej opieki nad dzieckiem obojgu rozwiedzionym, co wiąże się z pozostawieniem im pełnej władzy rodzicielskiej. W praktyce wygląda to tak, że sądy w wyroku wskazują, że dziecko eksmałżonków po rozwodzie np. przez dwa miesiące będzie mieszkać z matką, a następne dwa z ojcem. 29 sierpnia 2015 r. weszła w życie nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (dalej: k.r.o.) oraz kodeksu postępowania cywilnego (Dz.U. z 2015 r. poz. 1062), która do polskich przepisów wprowadziła pierwsze wzmianki o takiej możliwości.
– Piecza naprzemienna od dawna jest stosowana w krajach Europy Zachodniej, w Skandynawii, USA i Australii – mówi Karolina Górska, adwokat rodzinny prowadząca w Warszawie własną kancelarię.
W polskim k.r.o. nie pojawia się jednak wprost pojęcie pieczy naprzemiennej.
– Można się jej dopatrywać w zmienionym art. 58 par. 1a, który stanowi m.in., że sąd rozstrzyga o sposobie wspólnego wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem. Ponadto do k.p.c. wprowadzono przepisy, które dają możliwość mieszkania dziecka z każdym z rodziców w powtarzających się okresach – wskazuje mec. Górska.
Co jednak ciekawe, już przed zmianą przepisów mimo braku regulacji zdarzały się w ostatnich latach orzeczenia ustanawiające de facto ten rodzaj sprawowania opieki.
Potwierdzenie praktyki
Sytuacja zaczęła się zmieniać około roku 2009, kiedy to na mocy nowelizacji k.r.o. wprowadzono pojęcie „planu wychowawczego”.
– Zaczął on stanowić formalną przesłankę pozostawienia obojgu rodzicom po rozwodzie pełni władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. Strony postępowań i ich pełnomocnicy zaczęli wówczas, wzorując się na rozwiązaniach amerykańskich i zachodnioeuropejskich, wprowadzać do owych porozumień zapisy, że rodzice sprawują opiekę naprzemienną – przypomina adwokat Jerzy Grycz.
Jak jednak wyjaśnia, w praktyce owa opieka naprzemienna nie stanowiła elementu rozstrzygnięcia sądowego, a jedynie wyraz zgodnego porozumienia rodziców. Od strony technicznej bowiem dziecko cały czas miało jedno miejsce zamieszkania u pierwszoplanowego opiekuna. Drugi rodzic miał jedynie zagwarantowane bardzo szerokie kontakty z dzieckiem.
– Sierpniowa nowelizacja jest raczej usankcjonowaniem dotychczasowej praktyki. Dzięki niej jednak coraz więcej klientów mówi, że wie o zmianie prawa i że chciałoby skorzystać z opieki naprzemiennej – opowiada mec. Grycz.
Pytania bez odpowiedzi
Ale wąski zakres zmian sprawia, że wciąż nie zostały wyartykułowane warunki, by móc skorzystać z opisywanej instytucji. Obce ustawodawstwa, np. krajów skandynawskich, posługują się bowiem przesłankami np. bliskości zamieszkania rodziców czy wieku dziecka (badania wskazują bowiem, że dzieci do 3. roku życia powinny mieć jeden dom).
– Myślę, że ułatwieniem – nie tyle dla sądów, ale także dla samych stron – byłyby przepisy wyjaśniające, w jakich warunkach skorzystanie z opieki naprzemiennej jest możliwe – przyznaje mec. Grycz.
Jak analizuje mec. Karolina Górska, najważniejszym warunkiem jest zgodna wola rodziców oraz dobro dziecka.
– Nowela ma na celu respektowanie naturalnego prawa dziecka do wychowania przez oboje rodziców. Celem nowych przepisów jest też zachęcanie rodziców do ustalania kontaktów z dzieckiem w drodze porozumienia, które zawsze będzie lepsze od konfliktu – przekonuje.
Jeżeli jednak konflikt zabrnął już za daleko i nie ma szans na wypracowanie porozumienia, o kontaktach z dzieckiem rozstrzygnie samodzielnie sąd.
– W takim wypadku nie ustali już jednak pieczy naprzemiennej – zastrzega mec. Górska.
Tego samego zdania jest mec. Grycz.
– W sytuacji konfliktu rodziców rodzinne ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne, a więc biegli wydający opinie w sprawach rozwodowych, opowiadają się przeciw opiece naprzemiennej. I ich stanowisko jest kluczowe dla sądów rodzinnych. Konflikt małżonków uniemożliwi więc zastosowanie pieczy wspólnej – przyznaje prawnik.
I o ile w jego ocenie będzie to decyzja słuszna w przypadku, gdy oboje małżonkowie prezentują bojową postawę, o tyle będzie to dyskusyjne w sytuacji, gdy ewidentnie jeden z nich zmierza do ugody, którą drugi torpeduje.
– W takich przypadkach należałoby się zastanowić, czy ten model opieki nie zdałby jednak egzaminu – mówi mec. Grycz.
Na pewno jednak opieka naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem dla ludzi świadomych i chcących działać w interesie dziecka.
– Nie będzie pozytywnie działała, jeżeli każdy z rodziców będzie starał się ją wykorzystać do nastawiania dziecka, przeciągania go na swoją stronę, wykorzystywania jak koalicjanta przeciw drugiemu z rodziców – puentuje.
Sceptyczni sędziowie
O to, żeby do opieki naprzemiennej podchodzić ostrożnie, apeluje od początku środowisko sędziowskie. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” w uwagach do opisywanej nowelizacji wskazywało, że „oboje rodzice, biorąc pod uwagę równość wobec prawa, powinni mieć automatycznie zagwarantowane równe prawa wobec dziecka (równą władzę rodzicielską) także po rozwodzie lub rozstaniu”. Nie powinno to jednak – zdaniem sędziów – automatycznie przekładać się na „proste wprowadzenie tak zwanej pieczy naprzemiennej”. Instytucja ta powinna być poddana szczegółowej analizie i badaniu we wszelkich jej aspektach – psychologicznych, praktycznych i prawnych – zanim zostanie rozstrzygnięte, czy w ogóle powinna być wprowadzona do polskiego porządku prawnego. „Piecza ta powinna być orzekana niezwykle wyjątkowo, z dużą ostrożnością w odniesieniu do konkretnego przypadku, ponieważ sąd orzekający powinien mieć pewność, iż rodzice dają gwarancję stałej współpracy we wszystkich sprawach dotyczących dziecka” – akcentowali sędziowie.
Odwoływali się przy tym do wyników badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych. Wskazują one, iż około 30 proc. wypadków orzeczenia pieczy naprzemiennej po roku kończy się w sądzie rodzinnym wyrokiem dotyczącym ustalenia miejsca pobytu dziecka wyłącznie u jednego z rodziców.