Obywatelowi nie pomaga nieczytelna sytuacja dwóch bardzo podobnych zawodów, które dodatkowo publicznie czynią sobie wyrzuty
OKIEM OBYWATELA
Reklama
Muszę przyznać, że choć mijają lata, ze zdumieniem obserwuję wymianę uprzejmości, jaka zdarza się co jakiś czas między środowiskiem adwokatów i radców prawnych. I choć problematyką samorządów prawniczych zajmuję się znacznie mniej niż kiedyś, to jednak ostatnie wydarzenia – wspomnieć można choćby protesty adwokatów spowodowane publikacją „Przychodzi uczeń do prawnika...” (por. tekst obok – red.) czy odejście adwokatów bez porozumienia z radcami od stołu negocjacyjnego w sprawie stawek – skłoniły mnie do zabrania głosu i podzielenia się poglądem osoby, która patrzy na to z zewnątrz, kibicując rozwojowi obu samorządów, a nie identyfikując się z żadnym z nich. Nie jest to bowiem jedynie wewnętrzna sprawa samorządów, bo reprezentują one zawody zaufania publicznego, dysponujące w dużej mierze monopolem na wiele usług prawniczych, i ich kondycja oraz oferta jest z punktu widzenia obywateli bardzo ważna. To my obywatele zawarliśmy z nimi kontrakt społeczny, dając im niezależność i samorządność i oczekując w zamian wysokiej jakości usług prawniczych. Samorządy powinny więc wysłuchiwać głosów obywateli. Najpierw zatem słów kilka o zainteresowaniu organizacji obywatelskich sprawami korporacji prawniczych, a potem już tylko propozycja programu pozytywnego na przyszłość.

Reklama
Wojenko, wojenko
Przez długie lata tematem numer jeden relacji adwokaci – radcy było pytanie „razem czy osobno?”, próby połączenia obu zawodów podejmowano kilkakrotnie, bezskutecznie. Jak to wygląda z perspektywy obywatela i czy nadal jest aktualne?
Punktem wyjścia dla działań organizacji obywatelskich dotyczących samorządów adwokackiego i radcowskiego, które zaczęły się w latach 90. poprzedniego wieku, były przede wszystkim dwa zagadnienia. Z jednej strony badania dostępu do pomocy prawnej pokazały, że prawników jest dramatycznie mało, co podkreśliło wagę problemu zamknięcia się zawodów. Z drugiej strony, niedostateczna jakość usług prawniczych i często bagatelizowane skargi na nierzetelnych prawników pokazywały słabość samorządu i jego procedur, w tym dyscyplinarnych. Odpowiedzią na hermetyczność zawodu była aktywizacja państwa i ograniczenie roli samorządu w naborze na aplikację. Jak wiemy przyniosło to rezultat taki, że dziś zagadnieniem rozważanym w samorządach jest nadmierna liczba prawników.
Z kolei odpowiedzią na słabość samorządu, w tym m.in. postępowań dyscyplinarnych, były propozycje połączenia obu zawodów i stworzenia Nowej Adwokatury – licznej, silnej, bogatej i profesjonalnej organizacji zrzeszającej dotychczasowych adwokatów i radców w 11 izbach. Taki tytuł nosiła propozycja, którą w 2007 r. przedstawiliśmy publicznie z Filipem Wejmanem i Adamem Bodnarem w opublikowanym opracowaniu, taką nazwę nosił także zespół powołany w Ministerstwie Sprawiedliwości, który powstał zainspirowany naszą propozycją, i który opracował projekt połączenia (stopniowego) dwóch samorządów w jeden. W zespole współpracowali zgodnie, dyskutując i dochodząc do wspólnych ustaleń, prominentni przedstawiciele obu zawodów. Założenia projektu ogłoszono na konferencji w Sejmie, jednak chwilę później ówczesny minister Krzysztof Kwiatkowski z poparcia pomysłu się wycofał (także pod wpływem krytyki płynącej z samorządów prawniczych), i dalszych prac pomimo deklaracji nie podejmowano. Była to jak dotąd ostatnia poważna próba połączenia zawodów. Wcześniej kilka lat trwały na ten temat dyskusje przy okazji uchwalania ustaw samorządowych, do czego ostatecznie doszło w 1997 r. To wtedy zawód radcy uzyskał status zawodu zaufania publicznego i rangę równą adwokaturze. To wtedy zadowolenie z niepołączenia wyraził jeden z działaczy adwokatury pisząc, że „wojnę z radcowskim agresorem możemy uznać za zakończoną”.
Do połączenia zatem nie doszło, ale radcowie, krok po kroku, poszerzali swoje uprawnienia, doprowadzając do sytuacji, że właściwie oba zawody różni bardzo niewiele (choć są tacy, którzy z faktu, że radca może być zatrudniony na umowę o pracę, a adwokat nie, uczynili bożka).
Dodatkowo obecnie oba samorządy stają się bardzo liczne, także bogate, i problematyka ich połączenia schodzi na dalszy plan. Choć nie pomaga obywatelowi nieczytelna sytuacja dwóch bardzo podobnych zawodów, które dodatkowo publicznie czynią sobie wyrzuty. Mam przy tym wrażenie, że to niektórzy adwokaci powinni odrobić lekcję i zapomnieć o tradycyjnej w ich środowisku nieufności względem radców. To prawda, że to zawód sztucznie stworzony za PRL, wymysł radziecki, de facto po to, by „burżuazyjną” adwokaturę osłabić (choć radcy zgrabnie wywodzą – odwołując się do wykonywanych czynności – swoje pochodzenie wręcz z prawa rzymskiego). Jednak jest to zamierzchła przeszłość, obecnie jest to zawód nowoczesny, a wśród młodych adeptów rozróżnienie, kto jest radcą, a kto adwokatem, straciło na ważności. Dziwi więc zdarzające się nadal wśród adwokatów pobłażliwe traktowanie kolegów radców. Dziwi mocno przesadzona reakcja adwokatury na wydany ostatnio poradnik, gdzie adwokata porównuje się do radcy, a nie odwrotnie (co nie wzbudziłoby, jestem pewien, niczyjej krytyki).
Orientacja – klient
Można oczywiście rozważać, co jest lepsze z punktu widzenia obywatela – konkurencja dwóch bardzo podobnych, niemal identycznych, zawodów czy jeden duży samorząd? Oba rozwiązania mają zapewne swoje zalety i wady. Jeden zawód dałby nam – klientom większą czytelność, dałby spójność. Ale oznaczałby też potencjalnie większą siłę samorządu. Duże izby, na poziomie apelacji, przez swoją liczebność, zamożność (wielu członków daje spory budżet z obowiązkowych składek) mogłyby być mocno niezależne i w jakiejś mierze także pozytywnie rywalizować, ale wewnątrz samorządu. W projekcie Nowa Adwokatura i w pracach w ministerstwie nad projektem połączenia do takiej koncepcji się odwoływaliśmy. Jednak konkurencja dwóch samorządów też nie jest zła, i może być, zwłaszcza w przypadku uczciwej konkurencji, ożywcza i nieść innowacje. Kiedy jeden samorząd zabłyśnie dobrym pomysłem, drugi to podchwyci, żeby nie być gorszym. Połączenie czy konkurencja – to ciekawy temat na uaktualnioną analizę, w sytuacji znacznie większej obecnie liczby prawników i niemalże ujednolicenia ich uprawnień. Świetny temat dla świata nauki, który niestety problematykę zawodów prawniczych traktuje po macoszemu.
Ważniejsze dla nas, obywateli, jest jednak nie to, ile jest samorządów, ale to, na czym powinny się one skupić, co robić i z jaką ofertą wyjść z punktu widzenia klienta.
Mamy obecnie już wielu prawników, będzie ich przybywało, jednak ciągle nie mamy tradycji korzystania z ich usług. Dość demagogicznie czasem przypominam, że Polacy, narzekając na swoje dochody, znajdują środki i na mechaników samochodowych, i na prywatnych stomatologów, a ciągle nie mają zwyczaju korzystać ze stałej obsługi czy doradztwa prawnika. Biegną do niego, kiedy pali im się grunt pod nogami. Na co dzień pomaga sąsiad, kolega, gazeta, internet, ale nie profesjonalista. To jest ogromne pole do popisu dla samorządów, budowa rynku usług, który wzbudzi zaufanie klientów, który będzie zrozumiały, przejrzysty.
Po pierwsze trzeba ten rynek badać, badać klientów, tych, którzy korzystają z pomocy prawnika, i którzy nie korzystają – dlaczego tak jest, co uważają o tej pomocy, czego im brakuje. Samorządy zaczęły to robić, zwłaszcza radcy, ale jest to stała potrzeba. Prócz badań czy sondaży samorządów, z oczywistych względów robionych pod kątem konkretnego zamówienia, potrzebne są też badania naukowe. Od lat dziwi mnie, że socjologowie, w tym socjologowie prawa, tak rzadko badają zawody prawnicze i rynek usług prawnych (to samo dotyczy zresztą całego wymiaru sprawiedliwości), a jest to kopalnia ciekawych tematów badawczych.
Po drugie, z badań wyniknie, gdzie są nisze jeśli chodzi o potrzeby prawne, pomoc prawną, i będzie można te nisze próbować wypełniać, prowadząc roztropną politykę informacyjną i piarową. Po trzecie, obecnie trzeba mieć świetny kontakt z klientami, strony internetowe samorządów prawniczych powinny być nastawione na klienta, być jak najbardziej przejrzyste, zawierać informacje o tym, kiedy potrzebujemy prawnika, co może dla nas zrobić, o cenach usług, o standardach jakości i odpowiedzialności dyscyplinarnej itp.
Tymczasem prawnicy skarżą się z jednej strony, że klienci nie korzystają z ich usług „bo mówi się, że prawnik jest za drogi” (mówi się, a tak nie jest), ale na pytanie o stawki zadane w programie telewizyjnym kilka dni temu trzech prominentnych prawników odpowiadało przez kilkanaście minut, i nie odpowiedziało mimo starań dziennikarki. Ważne są już podjęte w tej mierze działania, w tym akcje informacyjne, kampanie billboardowe itp. Ale to ciągle mało, trzeba to robić profesjonalnie, badając rynek i dobierając odpowiednie środki do potrzeb.
Poza tym, co z jednostkowych akcji, jeśli na stronie adwokatury (adwokaturura.pl) czy radców prawnych (kirp.pl) nie ma nawet specjalnej zakładki dla klientów. Jest mnóstwo ciekawych informacji, ale nie ma prostego przewodnika dla klienta. Podobnie na stronach izb, choć tu bywa różnie. Ale jeśli klient z Bielska Białej wejdzie na stronę izby (ja to zrobiłem 9 września), to dowie się, że adwokaci zdobywają szczyty gór (zdjęcie na cały ekran), ale nie znajdzie dla siebie żadnej zakładki. Wyszukiwarki prawników i informacje o akcjach pro bono to za mało, potrzebna jest świetna polityka komunikacyjna i informacyjna.
Po czwarte, samorządy muszą rzeczywiście bardzo dbać o najwyższy poziom jakości usług, zarówno poprzez szkolenia, jak i wyciąganie konsekwencji w przypadku niekompetencji prawników i przewinień etycznych. Tylko zdecydowane i przejrzyste działania dyscyplinujące zbudują autorytet zawodu, tak potrzebny dla rozszerzenia rynku usług.
Myślę, że gdyby więcej energii samorządów poszło na działania pozytywne, efekty mogłyby być zadowalające. Szkoda tracić tę energię na spory środowiskowe, zwłaszcza publiczne wymiany ciosów, które obniżają w naszych oczach prestiż obu zawodów. Lepiej odwoływać się do licznych przecież przykładów współdziałania przedstawicieli obu zawodów i ten kierunek kontynuować. Takie przykłady to między innymi wspominane prace nad projektem Nowej Adwokatury, prace przedstawicieli obu środowisk nad projektem wspólnego kodeksu etycznego czy wspólny udział w znakomitej akcji pomocy prawnej dla osób bez środków „Niebieski parasol”. Oby zatem więcej było współpracy, nie animozji, i oby samorządy nastawiły się na klienta, jego potrzeby i budowę rynku usług prawnych. ©?
Korzyści z połączenia zawodu adwokata i radcy prawnego
● Zwiększony dostęp klientów do usług prawniczych dzięki poszerzeniu uprawnień zawodowych członków dotychczasowych dwóch korporacji. To zjawisko będzie miało znaczenie szczególnie w małych miejscowościach.
● Wzmocnienie samorządu zawodowego. Korporacja adwokacka będzie liczyła kilkakrotnie więcej członków i będzie dysponowała o wiele większym majątkiem. Pozwoli to lepiej bronić niezależności adwokatury.
● Jednolitość zasad i orzecznictwa co do standardów wykonywania zawodu, np. reklamy, dopuszczalności niektórych postaci wynagrodzenia (np. wynagrodzenie jako procent od wygranej kwoty, tzw. umowa de quota litis), tajemnicy zawodowej, deliktów dyscyplinarnych etc. Ujednolicenie zmniejszy także konfuzję co do różnic między zasadami wykonywania tych zawodów, która bywa udziałem i klientów, i samych prawników.
● Oszczędności wynikające ze zniesienia dwóch równoległych struktur zarządzających poszczególnymi korporacjami zawodowymi.
● Skala dużego samorządu pozwala w sprawach zawodowych zmniejszyć znaczenie znajomości i innych nieformalnych więzi istniejących w małych grupach. To sprzyja demokracji wewnątrz samorządu adwokackiego i bezstronności sądownictwa dyscyplinarnego.
(Bodnar, Bojarski, Wejman, Nowa Adwokatura, 2007)
Od lat dziwi mnie, że socjologowie, w tym socjologowie prawa, tak rzadko badają zawody prawnicze i rynek usług prawnych (to samo dotyczy zresztą całego wymiaru sprawiedliwości), a jest to kopalnia ciekawych tematów