Resort zostawi w gronie uprawnionych do składania powództw w sprawie klauzul niedozwolonych europejskie stowarzyszenia. Polskim organizacjom wymogów jednak nie poluzuje
Jak działają stowarzyszenia stosujące szantaż klauzulami / Dziennik Gazeta Prawna
Projekt założeń zmian w kodeksie postępowania cywilnego od początku wywołuje kontrowersje. Część ekspertów chwali go za rozwiązania, które – ich zdaniem – pozwolą na skuteczną walkę z tzw. szantażem klauzulami. Inni uważają, że propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości zbyt restrykcyjnie ingerują w sferę praw konsumentów i uszczuplają ich ochronę. Teraz resort sprawiedliwości, po zapoznaniu się z wynikami konsultacji projektu, weryfikuje część założeń. I dolewa oliwy do ognia, gdyż nie wszystkim proponowane innowacje się podobają.
Reklama

Reklama

Szerszy katalog

W pierwotnej wersji projektu założeń wskazywano, że z k.p.c. usunięty zostanie par. 2 art. 47938. Zgodnie z nim powództwa o uznanie klauzul za niedozwolone mogą wnosić również europejskie stowarzyszenia konsumenckie. Chodzi konkretnie o organizacje wpisane na listę uprawnionych w państwach Unii Europejskiej do wszczynania takich postępowań. Ich wykaz publikowany jest w Dzienniku Urzędowym Wspólnot Europejskich. Uzasadnienie dla tej propozycji było proste – im mniej podmiotów będzie mogło wnosić takie powództwa, tym mniej ich wpłynie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po uwagach Rządowego Centrum Legislacji resort zrezygnował jednak z tego pomysłu.
W nowej wersji projektu europejskie stowarzyszenia pozostają, ale nie zmieniają się również wyśrubowane wymagania, jakie będą musiały spełnić organizacje działające w Polsce: posiadanie m.in. tysiąca członków, działalność trwająca m.in. 2 lata i wpis do rejestru prowadzonego przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Część ekspertów stawia więc pytanie, czy to, co proponuje resort, nie będzie stanowiło nierównego traktowania podmiotów. I czy nie stanie się furtką dla obecnie działających stowarzyszeń quasi-konsumenckich, które zarejestrują się w innym kraju UE i stamtąd będą nękać polskie firmy.

Spór prawników

Do nowych propozycji resortu ostrożnie podchodzi Andrzej Jakubiec, adwokat, wykładowca w Katedrze Prawa Gospodarczego Uniwersytetu Łódzkiego.
– Umożliwienie działania tego rodzaju podmiotom, zarejestrowanym w innych krajach UE, de facto czyni ich katalog otwartym. Oznacza to, że nie będzie nad nimi żadnej faktycznej kontroli, a problem nie zniknie – komentuje.
Jednak zdaniem Krzysztofa Bąka, racy prawnego z kancelarii Nowakowski i Wspólnicy, zmiana ta nie jest tak bardzo szkodliwa, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Przyznaje on co prawda, że poszczególne państwa członkowskie mają różne systemy prawne w zakresie tworzenia i funkcjonowania organizacji mających na celu ochronę konsumentów. Ale art. 47938 par. 2 nie odnosi się do wszystkich stowarzyszeń konsumenckich działających w innych państwach UE.
– W tym przepisie jest mowa o specjalnej grupie takich organizacji, wymienionych w komunikacie Komisji Europejskiej, które zostały upoważnione do występowania z powództwami przeciwko szkodliwym praktykom przez władze poszczególnych państw członkowskich – tłumaczy mec. Bąk.
A gdyby jednak któraś z działających dotychczas w Polsce organizacji quasi-konsumenckich uzyskała rekomendację którejś z władz innego państwa członkowskiego i została wpisana na wspomnianą listę?
– Legitymacja czynna do występowania z tego rodzaju żądaniem byłaby jednak ograniczona tylko do tych spraw, w których polski przedsiębiorca stosowałby wzorzec umowny również w innym państwie członkowskim niż Polska – tłumaczy Krzysztof Bąk.
W art. 47938 par. 2 jest bowiem mowa o tym, że wystąpienie takiej zagranicznej organizacji z pozwem do polskiego sądu musi być uzasadnione tym, że działania przedsiębiorcy zagrażają również interesom konsumentów z państwa, w którym organizacja ma swoją siedzibę.

Zła diagnoza

W jednym eksperci są jednak zgodni – to dobrze, że resort chce walczyć z nadużyciami takich organizacji, jednak źle diagnozuje przyczyny tego problemu. Mecenas Jakubiec upatruje go w zbyt częstych zmianach przepisów.
– Ustawodawca czułby się najwyraźniej nieswojo, gdyby nowelizował k.p.c. zbyt rzadko. Przez to, zamiast pozwolić sądom na wypracowanie praktyki orzeczniczej (co wymaga czasu, ale daje stabilność i często rozsądną wykładnię kiepskich przepisów), ciągle dokonuje zmian w fundamentalnych aktach prawnych. Jest to nie tylko niepotrzebne, ale i szkodliwe – twierdzi.
Jego zdaniem dopóki nie pozostawi się ochrony konsumentów stabilnemu orzecznictwu sądów orzekających na podstawie stabilnych przepisów, to żaden UOKiK, SOKiK, listy klauzul i podmiotów niczego nie osiągną.
– Tu nie potrzeba rozwiązań instytucjonalnych, ale dobrego prawa, któremu pozwoli się w końcu zakorzenić i poddać ewolucyjnej wykładni opartej na klauzulach generalnych – przekonuje Andrzej Jakubiec.
Z kolei doktor Włodzimierz Hibner, powiatowy rzecznik konsumentów w Nowym Tomyślu, ostrzega, że rozwiązania proponowane przez resort odbiją się czkawką najsłabszym uczestnikom rynku.
– Nie zgadzam się z proponowaną regulacją, która umożliwia Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów swoiste ubezwłasnowolnienie organizacji pozarządowych poprzez możliwość ich nadzoru oraz wprowadzenie licznych ograniczeń formalnoprawnych – mówi dr Hibner.
I przypomina, że w ten sposób demontuje się skuteczny straszak na nieuczciwych przedsiębiorców, gdyż taką funkcję pełnią obecnie organizacje konsumenckie. Tymczasem organizacje państwowe, które rzekomo mają za zadanie chronić konsumentów, niespecjalnie wywiązują się z tego zadania.

Eksperci obawiają się, że propozycje resortu będą nierównym traktowaniem podmiotów

Etap legislacyjny
Projekt na etapie uzgodnień