Jego główne założenia zostały przedstawione podczas XVI Kongresu Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce. Projekt to rezultat prac powołanej przy rzeczniku praw dziecka Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego. Jej celem jest stworzenie propozycji kompleksowej regulacji w zakresie prawa rodzinnego. Jak bowiem wskazywali paneliści, obecne przepisy nie przystają do rzeczywistości.

Przemiany obyczajowości prowadzą do tego, że tradycyjnie wypracowane na gruncie kodeksu rodzinnego i opiekuńczego pojęcie małej rodziny, w skład której wchodzą małżonkowie i wspólne dzieci, jest nieaktualne. Jest bowiem ogromny odsetek rozwodów w stosunku do liczby zawieranych małżeństw – mówiła prof. Stanisława Kalus z Uniwersytetu Śląskiego, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego.

Jak zauważyła, rozwody prowadzą często do sytuacji, że osoby z rozbitych małżeństw wchodzą w nowe, nieformalne związki.

Powstają wtedy takie trochę dziwne rodziny, w których żyją dzieci moje, twoje i nasze. Pomiędzy tymi osobami istnieją również zależności majątkowe, nie można jednak mówić o wspólności majątkowej. To duży problem – akcentowała.

Dlatego też komisja postuluje wprowadzenie do nowego kodeksu kompleksowych rozwiązań związanych z konkubinatem i spraw z nim bezpośrednio związanych (w tym majątkowych). O powyższe wnosiła również Małgorzata Gersdorf, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, podkreślając, że już najwyższy czas na takie zmiany. Wciąż jednak nie ma porozumienia co do ich konkretnego kształtu.

Mediator zamiast sędziego

Komisja kodyfikacyjna podjęła również uchwałę, że musimy dążyć do większego wprowadzenia mediatorów do postępowań rodzinnych. Czynnik psychologiczny może być ogromną pomocą dla sędziego – opisywała kolejny z postulatów profesor Kalus.

Propozycja powyższa nie wywołuje jednak entuzjazmu wśród sędziów.

Mediacja miałaby sens, zanim konflikt na tyle się zaogni, że sprawa trafi do sądu. Jeżeli się już w nim znajduje, to wtedy najlepszym mediatorem jest sam sędzia – wskazywali niektórzy z uczestników.

Poparł ich prof. Jacek Wierciński z Uniwersytetu Warszawskiego.

Mediować powinien ten, kto na końcu ma prawo decydowania. Wtedy strony bowiem wiedzą, że jeżeli nie pójdą po rozum do głowy, to mogą spotkać się z orzeczeniem, które nie uwzględni ich wygórowanych żądań – podkreślał.

Barbara Trachimowicz, sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu, wskazywała natomiast, że sędziowie wciąż nie mają dość kompetencji, by prowadzić mediacje.

Nie mamy czasu, by mediować na salach rozpraw. Mediacja to umiejętność słuchania ludzi, ale i odpowiednie techniki mediacyjne, których my, sędziowie, nie znamy – akcentowała.

Powinniśmy dać szansę profesjonalnym mediatorom. Są oni dla sędziów doskonałym wsparciem, mogą ich odciążyć i przygotować strony do procesu: żeby wyzbyły się emocji i potrafiły rozmawiać – dodała.

Inny pogląd przedstawił jednak sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa. Podkreślał, że w jego ocenie w postępowaniach rodzinnych mediacja powinna być obligatoryjna i prowadzona przez wyspecjalizowanych i znających prawo psychologów.

Koniec z tabelkami

Podczas debaty pojawiła się również kwestia związana z szybkością postępowań.

Na samym początku prac stwierdziliśmy, że będziemy postulować, aby w sprawach rodzinnych i nieletnich nie było sprawozdawczości i nadzorowania przez ministerstwo długości prowadzenia tych postępowań. Te sprawy powinny trwać tyle, ile potrzeba, by je właściwie rozstrzygnąć – podnosiła profesor Kalus, zbierając oklaski.

W projekcie kodeksu rodzinnego znaleźć się mają również jego zasady naczelne (patrz grafika), tak jak jest to obecnie chociażby w kodeksie cywilnym.

Prawo do sądu

W projekcie powraca się także do postulatu dwuinstancyjności sądownictwa rodzinnego.

Dziś na 45 sądów okręgowych istnieje jedynie 13 wydziałów rodzinnych. Ta sytuacja nie jest prawidłowa. Podobnie jak ta, że tworzenie wydziałów rodzinnych w sądach rejonowych jest fakultatywne – wytykała sędzia Ewa Waszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce.

Ta dysproporcja według niektórych prawników budzi wątpliwości zasadniczej natury.

Art. 45 konstytucji i unormowane w nim prawo do sądu – a więc do rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawy przez wyspecjalizowanego sędziego o określonych kwalifikacjach i predyspozycjach – wymaga jak najpilniejszego uszanowania – podkreślał prof. Henryk Haak z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Przedstawiciele komisji kodyfikacyjnej przyznali jednak, że nie wszystkie kwestie merytoryczne udało się im rozstrzygnąć. Od prawie pół roku trwają prace nad podstawową instytucją prawa rodzinnego, jaką jest władza rodzicielska. Pojawiły się bowiem wątpliwości, czy powinna ona zostać ukształtowana na wzór rozwiązań unijnych, o co wnioskuje m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości.

Czy rzeczywiście możemy w Polsce przejść na implementowanie założeń unijnych i określić tę sferę mianem odpowiedzialności rodzicielskiej? W mojej ocenie nie – mówiła prof. Stanisława Kalus.

Dla każdego cywilisty bowiem odpowiedzialność jest rezultatem popełnienia czynu niedozwolonego, czy też niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania – precyzowała.