Prezydencka nowela prawa o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2014 r. poz. 481; dalej u.s.p.) wprowadziła kryteria, którymi minister sprawiedliwości powinien się kierować przy tworzeniu i znoszeniu sądów. Jednak zdaniem sędziów już teraz, raptem dwa tygodnie po jej wejściu w życie, widać, że przepisy nadal pozostawiają ministrowi zbyt dużo swobody.

Dowodem ma być powstający w resorcie projekt rozporządzenia, na mocy którego część sądów zlikwidowanych reformą Gowina zostanie przywrócona. Jednak reaktywowane mają być tylko te sądy, których przywrócenie wymuszają przepisy przejściowe prezydenckiej noweli. Chodzi tu o jednostki, które mają 50 tys. mieszkańców, a wpływ spraw w 2012 r. wyniósł co najmniej 5 tys.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” w opinii nt. wykonania prezydenckiej ustawy podnosi, że minister – powołując jedynie te sądy, które musi – celowo wykorzystuje lukę w przepisach.

O które sądy toczy się gra

O które sądy toczy się gra

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Niespójne zasady

Nowela, oprócz przepisów przejściowych odnoszących się do sądów, które zostały zniesione w 2013 r., zawiera również takie mające być wskazówką dla ministra przy tworzeniu i likwidowaniu sądów „od nowa”. Stanowi bowiem, że sąd rejonowy tworzy się, jeżeli zamieszkuje na jego obszarze co najmniej 50 tys. osób, a rocznie wpływa do niego 5 tys. spraw. Tutaj więc – inaczej niż w przepisach przejściowych – nie wskazano, o który konkretnie rok chodzi. Teoretycznie więc minister powinien powołać także te sądy, które w 2012 r. nie spełniły kryterium wpływu, ale już rok później – tak.

– Minister może jednak odmówić ich powołania, tłumacząc, że sąd rejonowy, do którego włączono sąd zniesiony, też spełnia kryteria ustawowe (bo oczywiście jest większy niż ustawa wymaga), a minister nie ma obowiązku podzielenia go – wskazuje Maciej Strączyński, prezes SSP „Iustitia”.

W jedną stronę

Problemem jest to, że nowela nie obliguje ministra, aby co pewien czas sprawdzał, czy dana jednostka nie osiągnęła wymaganego wpływu i powoływania jej jako odrębnego sądu. Taki mechanizm za to znalazł się w przepisie mówiącym o znoszeniu sądów: art. 10 par. 1d u.s.p. stanowi, że „sąd rejonowy może zostać zniesiony, jeżeli łączna liczba spraw cywilnych, karnych oraz rodzinnych i nieletnich wpływających w ciągu kolejnych 3 lat nie przekracza 5000 w każdym roku kalendarzowym”.

– Te przepisy są niespójne. Ponadto kryterium wpływu spraw jest niefortunne. Można nim manipulować. Wystarczy, że ludzie z obszaru właściwości danego sądu skrzykną się i będą składać lipne pozwy, których nie opłacą – zauważa prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Dlatego też jego zdaniem kryterium powinno opierać się nie na tym, ile spraw wpłynie do sądu, a na tym, ile zostanie rozpatrzonych.

Z kolei Maciej Strączyński podkreśla, że nowa treść u.s.p. nie może być rozumiana jako działająca tylko w jedną stronę, tj. taka, która nakazuje likwidować sądy, gdy staną się zbyt małe, natomiast nigdy nie nakazuje ich utworzenia, nawet gdy obszar w oczywisty sposób spełnia kryteria.

– Ograniczenie zmian do utworzenia tych sądów, co do których minister jest ustawą związany, potwierdzi obawy Stowarzyszenia, iż nowa treść art. 10 ustawy może być wykorzystywana do odmowy odwrócenia skutków reformy Gowina i do utrzymywania niepożądanego stanu – podkreśla Strączyński.

Jednak zdaniem prof. Chmaja skoro w ustawie jest użyty zwrot „tworzy się”, to mamy do czynienia z przymusem i minister nie może odmówić wnioskowi o powołanie sądu, który spełnia kryteria.

Niewłaściwe właściwości

Iustitia przy okazji przyjrzała się również, w jaki sposób określono właściwości poszczególnych sądów. I znalazła kilka nielogicznych rozwiązań.

Jedno dotyczy Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia. Jak wskazuje Iustitia, od wielu lat do resortu zgłaszane były wnioski, aby odciążyć ten sąd przez przekazanie kilku gmin z jego właściwości do SR w Miechowie. Skutek? Minister Gowin uczynił z miechowskiej jednostki wydział zamiejscowy SR dla Krakowa-Śródmieścia, co jeszcze poszerzyło obszar jego właściwości.

– Chcielibyśmy, aby SR w Miechowie został przywrócony. Zarządzanie tak dużą jednostką, w skład której wchodzą wydziały zamiejscowe w Miechowie oddalone o 40 km, sprawia bowiem spore problemy organizacyjne. Nie mamy jednak obecnie możliwości starać się o jego reaktywację – przyznaje Ewa Ługowska, wiceprezes SR dla Krakowa-Śródmieścia.

Wszystko dlatego, że wpływ spraw do Miechowa w 2012 r. wynosił 4888 spraw, a więc o 112 za mało.

– Ale już w 2013 r. do miechowskich wydziałów zamiejscowych wpłynęło 5504 spraw – zaznacza Ługowska.

Z kolei Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa podnosi, że nie tak dawno budynek SR w Miechowie został wyremontowany dużym nakładem kosztów.

– Tradycje sądownicze w Miechowie są bardzo długie; nie należy tego zaprzepaszczać – zaznacza Żurek.

Jak się jednak okazuje, odłączenie miechowskiej jednostki powinno być dopiero pierwszym krokiem w porządkowaniu właściwości SR dla Krakowa-Śródmieścia.

– Chcielibyśmy, aby z właściwości naszego sądu, który i tak jest jednym z największych w Polsce, odłączyć wszystkie gminy wiejskie, np. aby gminy Sułoszowa i Skała trafiły do istniejącego SR w Olkuszu. Jak się bowiem spojrzy na mapę, są one położone znacznie bliżej Olkusza niż Krakowa – mówi Ewa Ługowska.

Postulaty te popiera Iustitia.

– Dzięki temu mieszkańcy mieliby łatwiejszy dojazd do sądu, a obciążenie sądów byłoby równiejsze – wskazuje prezes Strączyński.

Podobnych problemów z niewłaściwym określeniem właściwości poszczególnych sądów jest – zdaniem Iustitii – dużo więcej. Czy resort uporządkuje również tę kwestię? Póki co nic na to nie wskazuje, choć Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości, wielokrotnie podkreślał, że przy powoływaniu i znoszeniu sądów będą brane pod uwagę wnioski prezesów sądów.