Reklama

Scenariuszy niedzielnego zgromadzenia Izby Adwokackiej w Warszawie było kilka, ale rzeczywistość napisała taki, jakiego nikt się nie spodziewał.

Zgromadzenie nie zakończyło się. Po całym dniu obrad zostało przerwane z powodu braku wymaganego quorum. Aby móc bowiem skutecznie podejmować uchwały (np. w sprawie obniżenia wysokości składki adwokackiej) na sali warszawskiej filharmonii powinno się znajdować 408 adwokatów. O 9 rano listę obecności podpisało ponad półtora tysiąca adwokatów, jednak z upływem godzin, liczba uczestników malała. W momencie ich liczenia, na sali było niewiele ponad 280 osób.
Sytuacja była jednak do przewidzenia. Na ubiegłorocznym zgromadzeniu jedna z członkiń palestry zgłosiła wniosek o przeliczenie adwokatów znajdujących się w Sali Kongresowej PKiN. Też ich brakowało. Adwokaci obecni na zgromadzeniu telefonicznie ściągali więc kolegów z domów, w obawie przed przerwaniem zgromadzenia. A wisiało to na włosku. Rok temu się udało. Tym razem nie. Mimo przerwy na ściągnięcie członków stołecznej palestry, ci nie przyjechali. To oznacza konieczność zorganizowania kolejnego spotkania, by zamknąć zgromadzenie. Jak wskazała wicedziekan adwokat Dominika Stępińska-Duch, organizacja zgromadzenia, to koszt rzędu 90 tys. zł. Kontynuacja nastąpi w terminie do 30 czerwca br.

Quorum to niby tylko liczba, ale wczorajszy jego brak to zdecydowanie więcej.

- Wczorajsze zgromadzenie ujawniło, że stołeczni adwokaci nie interesują się tak naprawdę udziałem w pracach samorządu. Należy więc zmienić regulamin zgromadzenia i zlikwidować wymóg uzyskania quorum do podejmowania uchwał, aby uniknąć w przyszłości podobnych sytuacji. Zainteresowani przyjdą i zagłosują, a inni poniosą konsekwencje swojego braku aktywności. Samorząd należy traktować poważnie - wskazuje adwokat Ziemisław Gintowt, były dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej (ORA) w Warszawie.

Reklama

- Niedojrzałość uczestników zgromadzenia, brak poczucia tożsamości zawodowej i potrzeby uczestniczenia w życiu samorządowym doprowadziły do takiego skutku – ocenia wczorajsze zdarzenie adwokat Krzysztof Boszko. I również postuluje zniesienie quorum.

Gdzie indziej źródło problemu widzi adwokat Andrzej Nogal, który wnioskował o odwołanie dziekana i poszczególnych członków ORA. - Do zerwania zgromadzenia doprowadziły władze izby. Zabiegi, żeby zablokować przed włączeniem do porządku obrad moje wnioski spowodowały, że uczestnicy zaczęli wychodzić ze zgromadzenia. Słusznie więc adwokat Sławomir Zdunek złożył wniosek o przeliczenie quorum. Nie można głosować nad tak ważnymi sprawami, jak ta dotycząca budżetu ORA, który liczy ponad 20 mln zł, przy garstce obecnych. Za wprowadzeniem moich wniosków do porządku obrad głosowało ponad 180 osób. To też pokazuje dezaprobatę dla działania obecnej rady. Dziekan musi traktować uczciwie wszystkich członków Izby. Tej uczciwości wczoraj zabrakło – mówi adwokat Andrzej Nogal.

Adwokat Jacek Trela, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej (NRA) wskazuje, że skupienie się na tych kwestiach proceduralnych utrudniło rzeczową dyskusję na ważne tematy.- Trudno jednak powiedzieć, kto jest temu winny. Tak naprawdę wszyscy, ale w szczególności te osoby, które nie przyszły na zgromadzenie – mówi.

Uważa jednak, że nie należy wyolbrzymiać problemu. - Wokół wysokości składek czy diet samorządowych są emocje, ale to naturalna w demokracji wymiana zdań. Jesteśmy w połowie drogi do zamknięcia zgromadzenia – dodaje mec. Trela.

Andrzej Zwara, prezes NRA, który był obecny na zgromadzeniu, jest jednak trochę zaniepokojony zaistniałą sytuacją. - Obie strony konfliktu (mec. A. Nogal i władze ORA) powinny wykazać więcej dobrej woli. Zaś do godz. 13 uczestnicy spotkania mogli obserwować formalne przepychanki w sprawie złożonych wniosków – mówi z przykrością. - Rozważam więc, czy nie wystosować apelu o zorganizowanie okrągłego stołu w Warszawie w celu zażegnania konfliktu – proponuje.

I tłumaczy, że obowiązki dziekanów powinny koncentrować się na budowaniu wspólnoty adwokackiej. Powinni więc wychodzić do ludzi. A ich relacje z członkami samorządu powinny opierać się na dialogu.

- Propozycja prezesa NRA zorganizowania okrągłego stołu w celu rozwiązania konfliktu w warszawskiej Izbie, to nie jest jednak najlepszy pomysł. Jeżeli zajdzie taka konieczność, będzie to świadczyć o słabości stołecznych władz adwokatury. Powinny same zapanować nad sytuacją - uważa mec. Ziemisław Gintowt.

Spora część adwokatów nie chce komentować wczorajszego wydarzenia. - To najgorsze, co się mogło zdarzyć – mówi znany warszawski adwokat.

I na koniec osobista uwaga autorki, obecnej na całym zgromadzeniu: etos tego zawodu kojarzy mi się z postacią byłego prezesa NRA, legendą adwokatury Czesławem Jaworskim. Jego zaś smutna mina, kiedy opuszczał zgromadzenie, pokazała, że ideały są poważnie zagrożone.