Choć Sąd Najwyższy rozpatruje sprawy związane z kwestią jawności życia publicznego, sam jest także na co dzień stroną wielu sporów o dostęp do informacji publicznej. Problem w tym, że wypada w nich nie najlepiej. Słynie z restrykcyjnej wykładni przepisów dotyczących jawności, a także twardej polityki nieudostępniania wnioskowanych dokumentów nawet w razie niekorzystnych dla siebie orzeczeń. Eksperci są zgodni co do jednego – traci na tym wizerunek i autorytet tej szacownej instytucji.

Ostatnio na celowniku znalazły się umowy zawierane przez Sąd Najwyższy. Zarówno działacze Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, jak i związki zawodowe, skierowali do Sądu Najwyższego wnioski o upublicznienie umów, których SN jest stroną. Sąd jednak odmówił, powołując się na różne podstawy prawne. Stwierdził nawet, że umowy o dzieło i zlecenia nie stanowią jego zdaniem informacji publicznej.

Niedostępne umowy

Sieć Obywatelska Watchdog Polska w sierpniu zwróciła się o stworzenie rejestru umów, których stroną jest Sąd Najwyższy, na stronie internetowej BIP. Jej wniosek nie spotkał się jednak z przychylnym przyjęciem. Sąd Najwyższy, nie bacząc na zasadę jawności gospodarowania środkami publicznymi, odmówił, tłumacząc: „Trudno jest (...) podzielić przekonanie, jakoby funkcjonujące w Polsce prawo gwarantowało każdemu możliwość zapoznawania się z treścią wszystkich umów, których stronami są jednostki sektora finansów publicznych” (pismo SN z 18 września 2013 r., stanowiące odpowiedź na wniosek Sieci).

SN twierdzi, że art. 35 ustawy o finansach publicznych (Dz.U. z 2013 r. poz. 885) przedstawia rozwiązania, które mają służyć realizacji zasady jawności i przejrzystości. Jednak nie wskazuje się w tym przepisie, że publicznie udostępniane powinny być dane obejmujące datę zawarcia umowy, jej strony, przedmiot, kwotę i treść kontraktu.

Zdaniem SN w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. nr 112, poz. 1198 ze zm.) mogą być udostępniane tylko umowy zawarte z zastosowaniem prawa zamówień publicznych (art. 139 ust. 3). Treść umów prawa cywilnego nie zawiera bowiem wyłącznie oświadczeń woli podmiotów publicznych, ale też informacje o podmiotach prywatnych. Poza tym wszelkie pozostałe umowy, także te podpadające pod kategorię „zbiory” w rozumieniu ustawy o rachunkowości (Dz.U. z 2013 r. poz. 330) podlegają ochronie i udostępnianiu jedynie na zasadach ustalonych w przepisach tejże ustawy. „Tym samym treść owych umów nie powinna być uznawana za stanowiącą sama w sobie informację publiczną” – pisze SN.

Inny z wnioskodawców zwrócił się także pod koniec sierpnia o udostępnienie przez Sąd Najwyższy wszelkich umów zleceń i o dzieło zawartych w 2012 r. i w pierwszej połowie 2013 r. pomiędzy Sądem Najwyższym a jego pracownikami. SN uznał jednak, że takie umowy nawet po anonimizacji nie stanowią informacji publicznej. Nie są także informacją innego rodzaju, która na mocy ustaw szczególnych mogłaby podlegać udostępnieniu.

Poczucie bezradności

Argumentacja Sądu Najwyższego wprawia wielu w konsternację.

– Zaczynam tracić wiarę w to, że żyjemy w demokratycznym państwie prawa. Przecież kilka miesięcy temu sam Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę o ujawnienie stron umów o dzieło, zlecenia, i miał w tej kwestii zupełnie inne zdanie. Nie było żadnej wątpliwości, że umowy stanowią informację publiczną. Również sądy administracyjne nie mają w takim przypadku wątpliwości – mówi Szymon Osowski, prezes stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Jak przekonuje, nie może być tak, że Sąd Najwyższy zupełnie nie respektuje prawa określającego jawność umów i wydanych na jego podstawie licznych wyroków.

– Postawa Sądu Najwyższego nadaje się do zastosowania art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej, mówiącego o odpowiedzialności karnej – dodaje Osowski.

Jako szczególnie naganne ocenia także to, że Sąd Najwyższy wykorzystuje rozmaite drogi prawne do tego, żeby przedłużać postępowania w sprawie wniosków o udostępnienie informacji publicznej. A mimo wyroków dotyczących SN, z których jasno wynika, że umowy stanowią informację publiczną, dalej obstaje przy swoim stanowisku i nie udostępnia danych.

– To jeden z najbardziej jaskrawych przykładów nierespektowania zasady jawności życia publicznego, jaki obserwujemy w ostatnich latach. Tymczasem ta wartość jest jedną z podstawowych zasad demokracji i nie może być tak lekceważona, nawet przez Sąd Najwyższy – przekonuje organizacja.

Zwłaszcza że taki przykład staje się negatywnym wzorem dla innych organów administracji.

– Dociera do nich przekaz, że nie trzeba wykonywać wniosków o udostępnienie informacji publicznej i można dowolnie przedłużać postępowania oraz przyjmować dowolne twierdzenia, które nie mają oparcia w prawie – dodają działacze Sieci.

Osowski przypomina, że już w 2011 r. w konsternację wprawiło go postanowienie SN o odmowie rozpatrzenia jednego z wniosków. Sąd argumentował wówczas, że żądana umowa nie stanowi informacji publicznej. Ale nie to było najgorsze.

– Nawet jeśli Sąd Najwyższy uznał, że umowa nie stanowi informacji publicznej, to nie mógł w żadnym wypadku wydać tego rozstrzygnięcia w formie postanowienia, lecz w formie zwykłego pisma. To zadziwiające tym bardziej, że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie była wówczas jakimś novum, lecz obowiązywała już od 9 lat– ocenia Osowski.

Dziś z perspektywy czasu dochodzi do wniosku, że takie podejście mogło być obliczone na przedłużenie postępowania – odwleczenie udostępnienia informacji publicznej.

Okiem sądu

Z nadesłanych nam wyjaśnień Sądu Najwyższego wynika, że w jego ocenie umowy (w tym także umowy o pracę) nie mają statusu informacji publicznej. Ani nie mogą być udostępniane jako inne informacje na podstawie regulacji szczególnych, bo nie zawierają wyłącznie oświadczeń woli organu władzy publicznej. Natomiast wyjątkowo, jeżeli określone umowy zostały zawarte w jednym z trybów zamówień publicznych począwszy od 25 stycznia 2003 r., w całości „są jawne i podlegają udostępnianiu na zasadach określonych w przepisach o dostępie do informacji publicznej” – przekonuje SN.

– Jeżeli chodzi o umowy o pracę, nie ma wśród nich takiej, która zostałaby zawarta w trybie zamówień publicznych. Natomiast jeżeli chodzi o umowy cywilnoprawne, to te z nich, które zostały zawarte z zastosowaniem uregulowań o zamówieniach publicznych, o ile nie zostały wcześniej podane przez Sąd Najwyższy do wiadomości publicznej w ramach BIP lub na stronie internetowej Sądu Najwyższego, są udostępniane w trybie wnioskowym przewidzianym ustawą o dostępie do informacji publicznej, o ile zostały zawarte po 25 stycznia 2003 r. Natomiast pozostałe umowy cywilnoprawne takiemu udostępnieniu nie podlegają – tłumaczy prof. dr hab. Piotr Hofmański, rzecznik prasowy SN.

Sąd Najwyższy uznaje, że nie może również z własnej inicjatywy udostępniać umów, których jest stroną, ze względu na ograniczenia prawne. Zgodnie bowiem z art. 51 ust. 2 konstytucji „władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym”. Inne ograniczenia narzuca także obowiązek ochrony danych osobowych pracowników.

– Oznacza to, iż umowy, na podstawie których świadczona jest praca na rzecz Sądu Najwyższego w ramach stosunków prawa pracy lub stosunków prawa cywilnego, jako zawierające także dane osobowe podlegające ochronie prawnej, mogą być udostępnione osobom trzecim tylko wyjątkowo, w sytuacjach i na zasadach określonych w stosownych przepisach, przede wszystkim w ustawie o ochronie danych osobowych (Dz.U. 1997 r. nr 133, poz. 883 z późn. zm.) – wskazuje rzecznik.

Sąd Najwyższy przyjmuje również, że nie ma uregulowań szczególnych w przepisach o finansach publicznych lub o rachunkowości, które gwarantowałyby każdemu możliwość zapoznawania się z treścią wszystkich kontraktów, których stronami są jednostki sektora finansów publicznych.

SN wykorzystuje rozmaite sposoby, by przedłużać postępowania w sprawie dostępu do informacji publicznej