W pewnych przypadkach po dorosłych dzieciach dziedziczą rodzice. Dzieje się tak, jeżeli syn nie miał małżonki ani dzieci lub też nie pozostawił po sobie testamentu. Wtedy stosuje się ustawowe reguły dziedziczenia, które w takiej sytuacji czynią spadkobiercami właśnie rodziców. Jeżeli ci nie odrzucą spadku, w skład którego oprócz majątku wchodzą również długi, odpowiadają za zobowiązania, które syn zaciągnął, ale których nie zdążył uregulować. Nie ma znaczenia tłumaczenie, że dana osoba nie wiedziała o długach swoich dzieci.

Przed taką sytuacją można się uchronić, jedynie odrzucając spadek lub też przyjmując go z dobrodziejstwem inwentarza. W tym drugim przypadku odpowiedzialność za długi będzie ograniczona jedynie do wartości aktywów w spadku. Czas na wybór jednej z tych opcji jest jednak ograniczony do sześciu miesięcy od momentu dowiedzenia się o staniu się spadkobiercą. W sytuacji naszej czytelniczki ten termin prawdopodobnie minął.

Nie odrzuciła spadku i na tym polegał jej błąd, wobec czego jedyną szansą dla niej wydaje się skierowanie do banku, na którego zlecenie działa firma windykacyjna wniosku o umorzenie części długu i odsetek lub rozłożenie ich spłaty na raty. W praktyce banki, choć nie są instytucjami charytatywnymi, biorąc pod uwagę trudną sytuację spadkobierców, godzą się na takie rozwiązanie.

Z listu pani Aldony wynika, że błąd popełniła również firma windykacyjna. Powinna ona wykazać podstawy swojego działania, czyli przedstawić dokumenty potwierdzające zaciągnięte zobowiązanie, oraz to, jaka jego część pozostała do uregulowania. Tylko takie pisma pozwoliłyby czytelniczce ocenić wiarygodność żądań. Należy więc stanowczo domagać się udostępnienia takich dokumentów.

Podstawa prawna

Art. 1012–1024, 1030–10343 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 1964 r. nr 16, poz. 93 z późn. zm.)