W którym momencie powstaje prawo? Czy dopiero wtedy, gdy trafi do Dziennika Ustaw? Czy wcześniej – gdy swoją pieczęć i podpis pod przemyślanym projektem złoży jego autor? Odpowiedź brzmi: trudno powiedzieć. Chociaż sposób stanowienia prawa w Polsce podlega ścisłej regulacji, zdarzają się jednak ścieżki na skróty. Sędziowie wskazują, że z jednej z nich skorzystał właśnie minister sprawiedliwości. Najpierw w projekcie rozporządzenia źle ustalił obszar właściwości sądów, ale nikt nie zauważył tego błędu na etapie konsultacji.
Zauważyło go dopiero Rządowe Centrum Legislacji, które otrzymało akt gotowy do opublikowania. Po sygnale o błędzie minister rozporządzenie skorygował w kilku miejscach, sam i bez konsultacji, i ponownie wysłał do publikacji.
– Akt ten, mimo że przeszedł pełną ścieżkę legislacyjną, został potem przez resort sprawiedliwości istotnie zmieniony. To oznacza, że minister potrafi zmienić rozporządzenie po jego podpisaniu i ostemplowaniu pieczęcią urzędową, by tuszować błędy, które popełnił.