Reguły dotyczące przewozu turystów po krajach spoza Unii Europejskiej powinny być regulowane konwencją.
Zdarza się, że po wykupieniu zagranicznej wycieczki w krajowej firmie turystycznej najpierw lecimy samolotem, a potem wsiadamy do autokaru, który w polskiej reklamie został określony jako luksusowy.
Bywa przy tym, że kierowca – mimo konieczności przejechania w ciągu kilkunastu dni tysięcy kilometrów – jest jeden i odpoczywa rzadziej, niż wymagałyby tego europejskie normy. Dopóki nie zdarzy się wypadek, wszystko jest z pozoru w porządku, ponieważ taki stan rzeczy nie musi łamać prawa lokalnego.