Trybunał Konstytucyjny w wyroku 11 lipca (sygn. K 8/10) uznał, że przepis ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych (Dz.U z 2005 r. nr 169, poz. 1419 ze zm.) nakazujący w przypadku likwidacji ogrodu działkowego zapewnić działkowcom teren zastępczy, uzbrojony tak jak ogród likwidowany, jest niekonstytucyjny. Jednocześnie utrzymał jednak w mocy artykuł nakazujący w takiej sytuacji wypłatę odszkodowania użytkownikom działek. Kłopot w tym, że nie wiadomo, kto ma płacić: ustawa mówi, że ten, kto w likwidacji ogrodu ma interes.

Zaspokojenie w naturze

Jeśli ogród działkowy likwidowany jest np. pod budowę drogi czy stadionu, sprawa jest jasna: płacić powinien inwestor, a więc na ogół gmina. Problem powstaje w sytuacji, gdy ogród trzeba zlikwidować, ponieważ do gruntu roszczenia zgłaszają byli właściciele lub ich spadkobiercy. A dotyczy to blisko 30 proc. wszystkich terenów, którymi dysponuje Polski Związek Działkowców.

– Na gruncie zakwestionowanej ustawy nie było tego problemu, ponieważ nie można było zwrócić terenu, na którym znajdują się ogródki działkowe. Wszelkie roszczenia mogły być zaspokajane tylko poprzez wypłatę odszkodowania – przypomina mec. Jan Stachura z kancelarii Real Estate Recovery.

Działki po wyroku

Działki po wyroku

źródło: DGP

Jednak po wyroku TK roszczenia co do gruntów PZD mogą być zaspokajane także w naturze. Zgodnie z art. 20 ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych w przypadku likwidacji ogrodu członkom PZD należy się odszkodowanie za „składniki majątkowe znajdujące się na działkach, a stanowiące ich własność”.

– Są to wszelkiego rodzaju naniesienia w postaci altan czy domków oraz wszelkie nasadzenia. Poza tym jeśli likwidacja następuje w okresie wegetacji roślin, wówczas z tego artykułu wynika również dodatkowe odszkodowanie w wysokości wartości rynkowej przewidywanych plonów – wyjaśnia Ryszard Grzesiuła, wiceprezes stowarzyszenia Dekretowiec.

Kto ma większy interes

– Kierując się zasadą racjonalnego ustawodawcy należy stwierdzić, że zarówno w niekonstytucyjnym art. 19 (mówiącym o konieczności zapewnienia nieruchomości zamiennej), jak i utrzymanym art. 20 chodzi o ten sam podmiot. Jednak nie da się w oparciu o brzmienie ustawy jednoznacznie go określić – mówi Jakub Ruiz z Kancelarii Bird & Bird.

– Za taki może być uznana osoba, która uzyskała prawo użytkowania wieczystego gruntu w oparciu o przepisy dekretu warszawskiego, ale też dany samorząd terytorialny. Ma on w likwidacji interes, bo będzie mógł pobierać opłaty za użytkowanie wieczyste, czego nie mógł robić, gdy na gruncie posadowiony był ogród działkowy. W dodatku, nie musi wypłacić byłemu właścicielowi ogromnego odszkodowania odpowiadającego wartości danego gruntu – zauważa prawnik.

Ryszard Grzesiuła skłania się ku poglądowi, że obowiązek ten spoczywa na osobie odzyskującej grunt.

– Wówczas ogród jest likwidowany, bo jakaś osoba fizyczna upomniała się o grunt. Decyzja o jego wydaniu zapada po przeprowadzonym postępowaniu administracyjnym wszczętym na wniosek tej konkretnej osoby. Z tego wynika, że to właśnie ją można obciążyć kosztami zwrotu nakładów – tłumaczy prawnik.

– Wszystko w tej ustawie jest na głowie postawione i faktycznie ten artykuł jest jak guma: podlega różnej interpretacji. Trzeba poczekać na uzasadnienie wyroku trybunału i linię wykładniczą – ciągnie jednak Grzesiuła.

Natomiast według Jakuba Ruiza interes osoby odzyskującej grunt wcale nie jest oczywisty.

– Likwidacja ogrodu działkowego nie leży w interesie tej osoby, a jest jedynie urzeczywistnieniem przysługujących jej do nieruchomości praw.

W związku z tym dziwi decyzja trybunału pomijająca w swych bezpośrednich rozważaniach ewentualną niekonstytucyjność art. 20 wynikającą, jak może się wydawać, choćby z jego nieokreśloności, ale także z wyraźnej ingerencji w chronione w konstytucji prawo własności. Wydaje się też, że art. 19 i art. 20 ustawy były kompleksowym rozwiązaniem – przekonuje mec. Ruiz.

Według prawników Polskiego Związku Działkowców odszkodowania zarówno dla związku, jak i pojedynczych użytkowników działek powinny być wypłacane przez organ, który dokonuje zwrotu, a więc Skarb Państwa lub miasto.

– Logiczne jest, że skoro to państwo wprowadziło działkowców na ten teren, to zanim go zwrócą dawnym właścicielom, powinno najpierw rozliczyć się z działkowcami: zapłacić im za to, co przez lata w dobrej wierze zainwestowali w zaufaniu do przepisów ustawy. A ta stanowi, że to ich własność. Z tym że nigdy tak nie było, urzędnicy nie oglądali się na działkowców – mówi Bartłomiej Piech, radca prawny PZD.