Trzeba przyznać, że tegoroczna rocznica Konstytucji 3 maja nie tylko była zauważalna, lecz także miała bardzo atrakcyjną formę. Dużo było o niej w mediach i to nie tylko w hagiograficznym stylu, choć tego rodzaju uroczystości nie są przecież okazją do pogłębionych analiz.
W istocie jednak Ustawa Rządowa z 3 maja, bo pod takim tytułem ją uchwalono, była – jak nieco złośliwie, aczkolwiek trafnie nazywają ją Francuzi – konstytucją bez jutra. Nie przetrwała próby czasu, nawet król, który przysięgał dochować jej wierności za cenę życia, szybko o tym zapomniał, a po 1992 r. była już tylko w naszym przekonaniu dowodem na to, że chcieliśmy dobrze...
Nie uważam, żeby miało jakikolwiek sens gdybanie w historii i zastanawianie się, co by było, gdyby nie została w ogóle uchwalona, ale warto przynajmniej wiedzieć, co było przedtem, a właściwie – co chciała przezwyciężyć. Z jej treści wynika wprost, że największego zła w poprzednim ustroju Rzeczypospolitej Konstytucja 3 maja upatrywała w elekcyjności tronu viritim, w liberum veto, w wojsku w istocie prywatnym w rękach hetmanów oraz w prawie do zawiązywania konfederacji (związku) przeciwko królowi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.