Organizatorzy przetargów coraz częściej zgadzają się z zastrzeżeniami stawianymi przez przedsiębiorców. Jeśli jednak chociaż jedno z nich budzi wątpliwości, sprawa i tak musi trafić do KIO. A to generuje koszty.
Po wpłynięciu do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) odwołania w sprawie przetargu, zamawiający dostają czas na ustosunkowanie się do zarzutów. Jeśli uwzględnią wszystkie przed otwarciem rozprawy, postępowanie jest umarzane, a rozprawa nie dochodzi do skutku.
I jak pokazują statystyki, dzieje się tak coraz częściej. O ile w 2010 r. umorzono z tego powodu 10 proc. odwołań, o tyle w ubiegłym roku już 15 proc. Oznacza to więc pięćdziesięcioprocentowy wzrost.